Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2012

Roboty ziemne...


 Nie było mnie... Ale to nie znaczy, że coś się stało, że wcześniej urodziłam, czy, że nic mi się nie chce dlatego nie piszę... Już raczej to, że roboty mam tyle, że nie nadążam... A wszystko przez mającego urodzić się na początku grudnia Antosia!  Tak! Właśnie dlatego! Dla mnie narodziny drugiego dziecka to całkowite wyłączenie się z pewnych zajęć na czas pewien... A zajęcia te same się nie wykonają. Dlatego założyłam sobie plan minimum, który muszę wykonać przed porodem!!!  W skład planu wchodziły między innymi:
  • prace porządkowe w ogrodzie (zakończone!)
  • Poczynienie pewnych przygotowań do Świąt- jak wiadomo, z noworodkiem to sobie można... posiedzieć :-) 
  • I tak : mam upieczone już pierniki, uszyte nowe świąteczne poduchy (jeszcze nie wszystkie...), zrobione ozdoby na choinkę (częściowo... pokażę innym razem :-), poczynione zakupy świąteczne w ikei- zasłony, świece, dodatki...)
  • W międzyczasie przygotowuję kącik dziecinny dla Antosia w naszej sypialni
  • Że nie wspomnę o codziennych obowiązkach jak pranie, sprzątanie i gotowanie...
 Ostatni na liście, ale nie najmniej ważny był projekt naszego "nowego ogrodu". Po pierwsze chciałam przesłonić nasz przecudnej urody kawał betonu zagradzający nam przejście do dalszej części działki.  Wymyśliłam sobie rabatę bylinową w stylu angielskim, z pnącymi różami, hortensjami i t d. W tym celu zagoniłam do roboty trzech panów, którzy po pierwsze zdemontowali mojemu nieszczęsnemu dziecku piaskownicę... (to ten łysy plac na trawniku...) Następnie zdjęli darń z przyszłej rabaty, wykopali rowki pod obrzeża z podkładów kolejowych. Wypełnili rowki żwirem (przedłuża to żywotność drewnianego obrzeża, bo piach odprowadza nadmiar wilgoci i podkład nie leży w wodzie) i ułożyli podkłady. Potem przekopali moją rabatkę i tu do akcji wkroczyłam ja! Jako że większość moich "domowych" projektów to projekty baardzo nisko nakładowe- wykorzystuję rośliny, które gdzieś tam na rabatach same się porozmnażały :-) Latam więc sobie z taczką to tu, to tam i przesadzam :-) Na wiosnę dosadzę róże, kilka krzewów, kupionych bylin, posieję rośliny jednoroczne i ... coś tam powstanie :-)... W miejscu gdzie na rabacie pozostał trawnik, powstanie żwirowy placyk z ławką, a po bokach posadzę dwie kuliste ałycze na pniu.  Albo zrobię jakiś łuk z pnączy nad ławką... Jeszcze się nie zdecydowałam :-)



 Spieszyłam się z tą rabatą okropnie, bo na wiosnę mam plany bardziej dalekosiężne... To, co widzicie na poniższym zdjęciu jeszcze kilka dni temu było starym sadem... Teraz jest tu miejsce na mój przyszły ogród warzywny!!! Zaznaczony brązowymi liniami. Będą tu rustykalne płotki, podniesione rabaty, drzewka owocowe formowane przy rusztowaniach, jagodnik, ogródek ziołowy... Może nie widać tego na zdjęciu ale powierzchnię to on będzie miał nie małą...
 I to jest mój plan na wiosnę!!!  Reszta placu zostanie na razie obsiana trawą, ponieważ...

Mamy nadzieję, że na wiosnę ruszymy z budową i wyrośnie nam tu taki piękny wiejski domek!!! Pewnie nie będzie identyczny, bo jak na razie nie znaleźliśmy projektu który w pełni by nas satysfakcjonował... ale będzie to coś w tym stylu... Dom w starym stylu, można jeszcze zobaczyć takie na Podlasiu- z drewnianym gankiem i podmurówką z prawdziwego kamienia... Się rozmarzyłam... :-)

Jak widzicie, dni są dla mnie za krótkie, a grudzień zbliża się wielkimi krokami... Termin mam na 10 grudnia, ale jak to z drugim dzieckiem bywa- pewnie będzie prędzej...  Trzymajcie za mnie kciuki, bo uszka jeszcze do barszczu muszę polepić i pokończyć co zaczęłam :-)

Pozdrawiam Was serdecznie!!! Dziękuję, że do mnie zaglądacie, witam nowych gości, a w następnym poście to chyba będzie już bardziej świątecznie, bo przecież muszę się pochwalić co już nawyczyniałam :-)

Buziaki!!!


niedziela, 28 października 2012

Były chabry, spadł i śnieg :-)


 Wyszłam dziś rano zrobić obrządek. Dość niechętnie, przyznać muszę, bo zimno, mokro i ogólnie nie fajnie... Wychodzę... a tu jak w bajce! Zobaczcie sami, jak pięknie się u nas zrobiło! Pięknie szczególnie po wczorajszym dniu, kiedy to cały czas padał mokry śnieg, wiało i było naprawdę paskudnie :-) Wczoraj nawet nasze kury nie chciały spacerować... a normalnie to nawet przy -30 st.C wychodzą!

A kilka dni temu pisałam, jak to kilka lat temu nazbierałam jesienią chabrów a potem spadł śnieg, hi hi hi :-)
Dobrze, że wyrobiliśmy się ze zbiorem jabłek... dosłownie w ostatniej chwili!


  Czasem w maju kwitnące sady tak wyglądają po uruchomieniu nawodnienia nadkoronowego (to taki system przeciw przymrozkowy)

 I jak do tej pory nasz ogródek przed domowy wyglądał jeszcze całkiem ładnie i kolorowo- tak tym razem to już wszystko zmarzło! Ale to nic i tak jesień była piękna w tym roku. Cieszę się, że prawie uporałam się już z zimowymi porządkami w ogrodzie. Zostało mi tylko ze dwa dni grabienia liści! (I taj wywieźliśmy już dwie przyczepy liści na kompost) W tym roku postanowiłam zająć się tym wcześniej z powodu rosnącego w zastraszającym tempie brzucha :-) Zapomniałam tylko obwiązać nasz cis przy tarasie i niestety rozłamał się pod naporem mokrego śniegu... także przypominam wszystkim o potrzebie robienia "baleronów" z co poniektórych krzewów :-)



Przesyłam Wam pierwsze zimowe pozdrowienia w tym roku!!!

piątek, 12 października 2012

Wielka wymiana nasionkowa!!!

Kilka dni temu zaproponowałam Kasi Bellingham wymianę nasion. Jak się okazało temat Kasi obcy nie jest, bowiem  założyła ona Klub Pożądanego Nasionka :-) Cała inicjatywa polega na wymianie posiadanych przez nas nasion! Chciałam Was gorąco zachęcić do przyłączenia się do tej akcji!!! Ja już pozbierałam moje nasiona, teraz dosuszają się w domku i niedługo będą gotowe do wymianek!


Lista moich nasion:


Godecja wielkokwiatowa Godetia grandiflora
Maciejka Mattiola bicornis
Nagietek lekarski Calendula officinalis
Rudbekia dwubarwna Rudbeckia hirta
Tytoń narcyzowy Nicotiana alata
Jeżówka Echinacea purpurea „Alba”- mam tylko taką w ogrodzie więc powinna wyjść biała
Złocień maruna Chrysanthemum parthenium
Aksamitka rozpierzchła  Tagetes patula
Ostróżka ogrodowa Delphinium cultorum
Słoneczniczek  szorstki. Heliopsis helianthoides
Lebiodka pospolita Origanum vulgare
Zielona papryczka chili
Fasola tyczna „Limenez” uniwersalna odmiana na fasolę szparagową i na suche ziarno

            Mam co prawda jeszcze takie piękne dynie, ale są one na razie ozdobą tarasu. Niedługo jednak pewnie pójdą "pod nóż", a wtedy ich pestki dołączą do listy :-) A może ktoś wie co to za odmiany???


Poszukuję natomiast między innym nasionek dyń, ale nie tylko :-) Także chwalcie się tym, co kto ma!!!


Lista nasion, którymi mogę się z wami podzielić dostępna będzie również  na blogu u Kasi.

Jeszcze raz zachęcam do przestąpienia do nasionkowego klubu! Słonecznego weekendu!!!

czwartek, 11 października 2012

Przesilenie...

Dopadło mnie chyba jesienne przesilenie... zasmarkana, z bolącym gardłem, nie bardzo mam się czym leczyć- jak to w ciąży... hektolitrami wypijam zimowe zapasy soku malinowego z gorącą herbatą... Zalegam na kanapie i szlag mnie trafia, że sił brak i chęci...
I jak tu wytłumaczyć aktywnemu 3latkowi, że mama nie ma siły... Na szczęście Tata pomaga! A wiedzieć musicie, że dziecię nasze po powrocie z przedszkola zmęczyć trzeba porządnie, przegonić po sadach, bo w przeciwnym razie dom demoluje z niesłabnącą energią... Tak więc pomaga Zuch tacie w zwożeniu jabłek z sadu, wczoraj mieliśmy ognisko, a dziś to nawet testowali nowe grabie do liści! Tak fajnie przy tym wyglądając, że aż wychyliłam nos z domu na jesienną pluchę i pstryknęłam kilka fotek :-)  No, i to mi przypomina, że czas jesiennych porządków zbliża się nieubłaganie! Chociaż zaczęłam już wycinać co odporniejsze na mróz badyle, to roboty wciąż od groma! Warzywka nie wykopane, zimowe buraki dla kóz też nie, mur sąsiada jeszcze nie obsadzony roślinami (jak widać...) Najpierw jednak pozbędę się kataru...


Wszystkim ogrodnikom życzę zdrówka i mnóstwo radości z czekającej Was pracy :-) Buziole!!!

sobota, 6 października 2012

Astry- królowie jesieni i moje "pozyskiwanie"...


Po prostu je uwielbiam!!!  Są to jedne z ostatnich kwiatów w naszych ogrodach. Kwitną do pierwszych mrozów, wyglądają przepięknie pokryte szronem, na tle żółknących liści innych roślin...
Mam ich w ogrodzie sporą kolekcję :-) biorąc pod uwagę, że nie kupiłam ani jednego egzemplarza :-) ( Ich niewątpliwą zaletą jest bardzo łatwe rozmnażanie- wystarczy delikatnie wyrwać z ziemi gałązkę, tak aby zachował się choć jeden korzonek, przyciąć ją i wsadzić do ziemi- na wiosnę na pewno nam wyrośnie dorodny asterek :-)) Wszystkie moje okazy pochodzą z takiego właśnie źródła :-)  Każdy kto mnie zna, wie, że straszny ze mnie włóczykij, pociągają mnie miejscowe ruderki, opuszczone ogrody (w których zawsze znajdę coś dla siebie...) a moim nieodłącznym atrybutem jest sekator i łopatka :-)
Niektórzy członkowie rodziny mają mi to za złe, wstydząc się za mnie, zupełnie nie wiem dlaczego ;-) Jednak najmłodszy- Witek odziedziczył chyba po mnie pociąg do eksploracji i czasem muszę powstrzymywać jego zapędy, bo ma skubaniec ochotę łazić ze mną po opuszczonych domostwach, a nie jest to najlepsze miejsce dla 3-latka... Do czego zmierzam... Sama nie wiem... Chyba chciałam Wam zdradzić sposób na "pozyskiwanie" roślin do ogrodu przy do minimum ograniczonym wkładzie finansowym... Z każdego spaceru można coś przytachać. Nie będzie przesadą gdy Wam napiszę, że większość naszych roślin pochodzi właśnie z takich źródeł.
 Pamiętam jak kilka lat temu, w Warszawie zlikwidowano ogródki działkowe na Kole pod budowę przyszłej autostrady... I pamiętam jak razem z moją mamą jeździłyśmy tramwajem uzbrojone w szpadle "pozyskiwać" opuszczone roślinne skarby... Nie lada był to widok dla innych podróżnych :-) Od razu chciałam Wam powiedzieć, że bynajmniej nie uważam tego za kradzież, czy coś niemoralnego! Raczej za próbę ratunku... utwierdziłam się w tym przekonaniu po jakimś czasie gdy ogródków już nie było tylko buldożery i inne ciężkie sprzęty budowlane...a po roślinach ani śladu... Żałowałam wtedy, że nie zabrałam więcej...
To była wczesna wiosna... Wszystkie moje paprocie pochodzą stamtąd, i ogrom roślin cebulowych- jak szafirki, scille, krokusy i przebiśniegi... Warto było :-)
Astry zbierałam to tu, to tam. Przynosiłam po niewielkiej sadzonce, a one pięknie mi się rozrastały.

Od kilku lat znam miejscówkę gdzie można "pozyskać" lilie złotogłowy (uspokajam- nie z naturalnego siedliska!). Gdy je znalazłam w pobliżu pewnego domostwa, po którym zostały tylko fundamenty- nie miałam ze sobą łopatki... Ale to nic, pamiętam dokładnie gdzie to było i kiedyś na pewno trafią do mojego ogrodu :-)
Ciekawa jestem jak mnie dziś skomentujecie :-) Powiem wam, że do roślin własnoręcznie zdobytych człowiek ma potem zupełnie inny stosunek! Ja pamiętam każdą jedną okoliczność, w której stałam się posiadaczką konkretnej rośliny! Najfajniej wspominam praktyki na byliniarni  SGGW skąd prawie codziennie wracałam autobusem do domu (mieszkałam wtedy w Warszawie) z reklamówką po brzegi wypełnioną sadzonkami :-) To były czasy...


Nie trzeba mieć wcale góry pieniędzy żeby mieć fajny i ciekawy ogród! Poza zbieractwem sama dużo roślin rozmnażam, wysiewam, wymieniam się sadzonkami i dzięki temu nie muszę ich kupować! Często "podkradam" innym nasionka "zza parkana" :-) I mam potem radochę jak mi coś z nich wyrośnie :-)
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, bo jeszcze coś za dużo wygadam i przestaniecie do mnie zaglądać ;-)
Pa, pa całusy sto dwa!!!



piątek, 28 września 2012

Dekoracja z dyni na szybko


Nawet nie wiem co to za odmiana... Dyńki są malutkie- wielkości sporego grejpfruta. Posiałam je specjalnie z przeznaczeniem na lampiony dla dzieci... Tymczasem powstała taka oto dekoracja :-)

Czas wykonania - 15 minut.
Potrzebne- 3 dynie, ostry nóż, łyżeczka, 3 szklane pojemniki i kwiaty. Nożem odkrawamy czapeczkę, łyżeczką wydrążamy środek. Wstawiamy naczynie z wodą, kwiaty i -gotowe! Proste a jakie ładne !!!




Buziole!!!

wtorek, 18 września 2012

leniuchuję sobie... :-)




 Korzystając z pięknej pogody postanowiłam wygrzać stare gnaty na słoneczku :-) A coby nie siedzieć bezproduktywnie, narwałam zielska różnej maści i zabrałam się za wicie wianków :-) Na pierwszy ogień poszły rajskie jabłuszka. Powstały z nich dwie zawieszki w kształcie serc, które zawisły na okiennicach naszej koziarni. Zdenerwowałam tym nasze kozy bardzo, bo przepadają one za jabłuszkami, a sięgnąć nie mogą... :-)


Z tego co mi w koszu zostało powstał taki oto dziki wianek uwity na słomianym kole z zeszłego roku. Są w nim chmiel, przekwitnięte ozdobne słoneczniki, owoce winobluszczu,kasztany, zielone szyszki świerkowe i sama nie wiem co jeszcze :-) Jak wyszło, same widzicie... Na razie wianek nie ma jeszcze stałego miejsca, a do zdjęć pozuje na tle naszej prastarej stodoły :-)

To tyle na tę chwilę. Pędzę po mojego synalka, który jest najtrudniejszym przypadkiem w całym przedszkolu i jako jedyne już dziecko, wciąż rozpacza, że go wyrodna matka oddała... Potem czeka mnie drylowanie śliwek i smażenie powideł!
Buziole!!!

sobota, 15 września 2012

Drobne przyjemności, moja jesień i co zrobić z dzieckiem kiedy się nudzi...


 Tak żeby chronologicznie było to od przyjemności zacznę... Pojechałam wczoraj z Olafem oddać samochód do serwisu i korzystając z chwili wolnego czasu weszliśmy do jednego z marketów budowlanych... Wchodzimy, a tam wrzośce przecudnej urody... No i jak ich nie kupić?!?
Kupiłam dwa... Sobie w prezencie... Przecież też mi się coś od życia należy, nie??? :-)



Idąc dalej, po kolei, chciałam Wam pokazać troszkę naszego opuszczonego ogrodu... Albo ZAPUSZCZONEGO, jak kto woli...  W tym roku ze względów oczywistych i widocznych gołym okiem (jak ktoś już te oko swoje na mnie skieruje to wie dlaczego :-)) nasz ogród pozostawia sporo do życzenia. Ale czasem wychodzi mu to na dobre. Przykład- Taka oto sobie kępa rudbekii, a wśród nich chwast pospolity- cykoria podróżnik... Patrzcie jaki to zgrany duet...


Dla mnie wrzesień to już zdecydowanie początek jesieni. A że jesień upodobałam sobie najbardziej pośród pór roku, szukam jej oznak w naszej okolicy. I mimo, że aura smutna, pochmurna i deszczowa- to jednak jakieś oznaki przybycia tejże znalazłam...




I w domu wykorzystać te "oznaki" postanowiliśmy... Wyruszyliśmy z Witem na sobotni spacer, uzbrojeni w koszyk i zabraliśmy się za zbieranie skarbów... Kasztany, jabłka, gruszki, owoce róży i wszystko, co nam tylko w łapki wpadło... Wysypaliśmy na stole w kuchni i daliśmy się ponieść radosnej twórczości... Nawet Tata dołączył do naszej pracy i wykreował stwora jakiegoś, bliżej nieokreślonego... Niestety dołączył już po sesji, więc dzieło jego nie zostało uwiecznione :-)
Ponieważ dziecię moje wybitnie do manualnych nie należy (po tacie chyba :-)) jedyne co mu wychodziło bezbłędnie to masowa produkcja jeży z jabłek, przy masowym zużyciu wykałaczek... Jak widać, gdy dziecko ma wybór, to do zabawy wybierze jednak twory bardziej miękkie (jabłka, gruszki, ogórki itd) , z kasztanami radzi sobie znacznie gorzej... Ale, kto powiedział, że ludziki to tylko z kasztanów???
Polecam wszystkim rodzicom!!! Super zabawa i dla dzieci i dla dorosłych!!!




Troszkę mam teraz więcej czasu na blogowanie, prawie codziennie mam Wam coś do pokazania, albo powiedzenia :-) Witek chodzi do przedszkola, ja się z sadu troszkę zwolniłam, ze względów zdrowotnych, to odpoczywam sobie troszkę.
Coś mi się ostatnio ta ciąża we znaki daje... Zostało mi jeszcze około 3 miesięcy, a brzuch mam tak ogromny, że zaczynam się zastanawiać, czy pani doktor tam jakiegoś bliźniaka nie przeoczyła... Jakiś ucisk mam na płuca chyba, bo powietrza mi brakuje i dyszę jak ryba wyciągnięta z wody (nawet, albo szczególnie, gdy na kanapie poleguję...) W dodatku jakaś zaraza mi się na kręgosłup uwzięła i ledwo się ruszyć mogę! Masakra!!! Ale staram się coś działać mimo wszystko i dziś na przykład udało mi się umówić nasza Józefinę na randkę z przystojnym capem z sąsiedniej wsi. Dumna jestem niesłychanie i już się cieszę na przyszłe maluchy! Nie ma nic radośniejszego niż widok młodych, brykających wiosną zwierzaków, które przyszły na świat pod naszą opieką!!! Dziewczyny, które wybrały podobne życie jak ja, wiedzą jaka to satysfakcja!

Pozdrawiam i do następnego napisania!!!

poniedziałek, 10 września 2012

Pyszności z przydomowego ogródka :-)


Jak już wiecie, albo nie- ZA GOTOWANIEM NIE PRZEPADAM... czasem jednak mam ochotę ugotować COŚ, co nie tylko dobrze smakuje, ale i dobrze wygląda. Z blogów kulinarnych nie bardzo korzystam, ale kiedy któraś z Was wstawi jakiś fajny przepis- często go wypróbowuję! Dlatego postanowiłam wrzucić dziś kilka moich sprawdzonych, letnich receptur :-)

W tym roku w warzywniku patisonów mam za trzęsienie! Robiłam już patisony marynowane, robiłam placki ziemniaczane z patisonem (rewelacja!!!)ale jeszcze patisonów nie nadziewałam. Jako, że mięsa nie jadamy, farsz jest wegetariański, czyli w tym przypadku grzybowy. Na 8 średnich patisonów potrzebujemy:
Torebkę ugotowanego ryżu, objętościowy odpowiednik podsmażonych grzybów (opieńki, lejkowce, kurki, pieczarki- co kto ma, albo lubi- ważne by były pokrojone w kosteczkę) 2 pokrojone w kosteczkę i podsmażone cebule. Ja dodałam jeszcze kilka podsmażonych papryczek chili. Dodaję je do wszystkich moich potraw bo mam wielki urodzaj na te warzywko :-)
Wszystko mieszamy, przyprawiamy do smaku, można dodać startego żółtego sera. Tak przygotowanym farszem napełniamy uprzednio wydrążone i 2 godziny wcześniej posolone patisony. Układamy w naczyniu żaroodpornym, dolewamy troszkę wody na spód iu zapiekamy w piekarniku przez około 40 minut w temp 160 st.C.

 



Kolejną moją propozycją jest danie śniadaniowe. Bardzo proste. Pomidory faszerowane twarożkiem. Każdy chyba lubi twarożek! Wykonanie jest bardzo proste- robimy swój ulubiony twarożek i napełniamy  nim wydrążone pomidory. Gwarantuję, że znikną w oka mgnieniu!!!
Z pomidorowych wnętrzności robimy np zupę pomidorową lub sos do makaronu :-)



A nasz  "przydomowy" ogród kuchenny, który wcale przy domu nie jest... odwdzięcza się nam pięknie za trud włożony w jego utrzymanie...  Czego my nie przejadamy- z wdzięcznością konsumują nasze kozy! I tak- nic się marnuje :-)




Na zakończenie nasz hicior- pasztet z cukinii. Dostałam przepis od mamy, która dostała go od pierwszej żony mojego taty. I od tamtej pory często gości na naszym stole. Zimą robię go z zamrożonej cukinii, latem ze świeżej- zawsze wychodzi pyszny!

Będą nam potrzebne:
3 małe lub 2 średnie wydrążone cukinie
Marchewka
seler lub 2 pietruszki
 20 dkg sera żółtego
3 jaja
 3 szkl. bułki tartej
 1/2 szkl. oleju lub oliwy
1 cebula
 płaska łyżka soli
 pieprz do smaku

Warzywa i ser ścieramy na grubej tarce jarzynowej. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy w dużej misce. Z przepisu wychodzą dwie średnie blaszki pasztetu. Należy wyłożyć je papierem do pieczenia, włożyć do nich  naszą pasztetową masę, wygładzić ręką z wierzchu i piec 70 minut w 180 st.C
Naprawdę polecam!!! Nie tylko bezmięsnym istotom, ale i mięsożercom również :-)



 A tak już na prawdę na zakończenie moje ukochane słoneczniki :-) Straszne z nich brudasy (z powodu mega ilości żółciutkiego pyłku pokrywającego wszystko co znajdzie się pod nimi :-)) ale i tak to moi ulubieńcy!

  Słoneczne pozdrowienia dla wszystkich! Kożystajcie z pięknej pogody, bo na prawdę jest cudnie!!!
Buziole!!!