Dopadło mnie chyba jesienne przesilenie... zasmarkana, z bolącym gardłem, nie bardzo mam się czym leczyć- jak to w ciąży... hektolitrami wypijam zimowe zapasy soku malinowego z gorącą herbatą... Zalegam na kanapie i szlag mnie trafia, że sił brak i chęci...
I jak tu wytłumaczyć aktywnemu 3latkowi, że mama nie ma siły... Na szczęście Tata pomaga! A wiedzieć musicie, że dziecię nasze po powrocie z przedszkola zmęczyć trzeba porządnie, przegonić po sadach, bo w przeciwnym razie dom demoluje z niesłabnącą energią... Tak więc pomaga Zuch tacie w zwożeniu jabłek z sadu, wczoraj mieliśmy ognisko, a dziś to nawet testowali nowe grabie do liści! Tak fajnie przy tym wyglądając, że aż wychyliłam nos z domu na jesienną pluchę i pstryknęłam kilka fotek :-) No, i to mi przypomina, że czas jesiennych porządków zbliża się nieubłaganie! Chociaż zaczęłam już wycinać co odporniejsze na mróz badyle, to roboty wciąż od groma! Warzywka nie wykopane, zimowe buraki dla kóz też nie, mur sąsiada jeszcze nie obsadzony roślinami (jak widać...) Najpierw jednak pozbędę się kataru...
Wszystkim ogrodnikom życzę zdrówka i mnóstwo radości z czekającej Was pracy :-) Buziole!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 października 2012
piątek, 5 października 2012
Co można zrobić z leśnych skarbów...
Odebrałam Witka z przedszkola, szybki obiad i do lasu! Tzn ja i Witek do lasu, a tata z wędziskiem nad wodę :-). Zupełnie nie wiem dlaczego, ale moje dziecię czuje wręcz organiczny wstręt do chodzenia po lesie... Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, zaczął wypróbowywać na mnie swoje terrory (czytaj: kontrolowane wybuchy histerii mające na celu zmuszenie mamy do działania będącego na rękę jemu czyli Witkowi). Po kilku takich próbach biedak poddał się i o zgrozo odezwała się w nim natura zbieracza...
Wyrwał mi koszyk i zaczął zbierać zmurszałe, porośnięte mchem patyki... Na moje zdziwione spojrzenie oznajmił: " Mama, zrobis mi z tego hulajnogę!" Bez fałszywej skromności powiem wam, że dużo rzeczy jestem w stanie wymodzić sama, jednak jego wizja wykorzystania leśnego próchna mnie przerosła... Na szczęście porzucił ten pomysł, jak tylko wyszliśmy na leśną piaszczystą drogę... Rzucił patyki, żeby zrobić miejsce w koszyku na...piasek. Do piaskownicy, jak mi zakomunikował... Czy Wasze wyprawy w dzikie ostępy też tak wyglądają???
Cóż, u nas w każdym razie grzybów nie ma- nawet tak zwane psiuchy trudno zobaczyć... ja jednak rzadko wracam z pustymi rękami, więc i tym razem kosz miałam pełen... badyli wszelakich, mchów i innych skarbów leśnych! Poza grzybami, oczywiście.
![]() |
| mały zbieracz i jego... przyszła hulajnoga... |
![]() |
| Psiuchy i inne leśne skarby... |
Z tego, co zostało powstał jesienny bukiet w wazie. ponieważ z zasady nie używam gąbek florystycznych (mało są ekologiczne według mnie) Szukam innych rozwiązań w zastępstwie. Tym razem użyłam również mokrego piasku z piaskownicy :-) Sprawdził się znakomicie!
A z tego co zostało po bukiecie, powstał taki wianek. Z niego to już nic mi nie zostało :-)
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i mimo braku grzybów zachęcam do spacerów po lesie! Jak widać, zawsze są owocne!!! buziaki!!!
sobota, 15 września 2012
Drobne przyjemności, moja jesień i co zrobić z dzieckiem kiedy się nudzi...
Tak żeby chronologicznie było to od przyjemności zacznę... Pojechałam wczoraj z Olafem oddać samochód do serwisu i korzystając z chwili wolnego czasu weszliśmy do jednego z marketów budowlanych... Wchodzimy, a tam wrzośce przecudnej urody... No i jak ich nie kupić?!?
Kupiłam dwa... Sobie w prezencie... Przecież też mi się coś od życia należy, nie??? :-)
Idąc dalej, po kolei, chciałam Wam pokazać troszkę naszego opuszczonego ogrodu... Albo ZAPUSZCZONEGO, jak kto woli... W tym roku ze względów oczywistych i widocznych gołym okiem (jak ktoś już te oko swoje na mnie skieruje to wie dlaczego :-)) nasz ogród pozostawia sporo do życzenia. Ale czasem wychodzi mu to na dobre. Przykład- Taka oto sobie kępa rudbekii, a wśród nich chwast pospolity- cykoria podróżnik... Patrzcie jaki to zgrany duet...
Dla mnie wrzesień to już zdecydowanie początek jesieni. A że jesień upodobałam sobie najbardziej pośród pór roku, szukam jej oznak w naszej okolicy. I mimo, że aura smutna, pochmurna i deszczowa- to jednak jakieś oznaki przybycia tejże znalazłam...
I w domu wykorzystać te "oznaki" postanowiliśmy... Wyruszyliśmy z Witem na sobotni spacer, uzbrojeni w koszyk i zabraliśmy się za zbieranie skarbów... Kasztany, jabłka, gruszki, owoce róży i wszystko, co nam tylko w łapki wpadło... Wysypaliśmy na stole w kuchni i daliśmy się ponieść radosnej twórczości... Nawet Tata dołączył do naszej pracy i wykreował stwora jakiegoś, bliżej nieokreślonego... Niestety dołączył już po sesji, więc dzieło jego nie zostało uwiecznione :-)
Ponieważ dziecię moje wybitnie do manualnych nie należy (po tacie chyba :-)) jedyne co mu wychodziło bezbłędnie to masowa produkcja jeży z jabłek, przy masowym zużyciu wykałaczek... Jak widać, gdy dziecko ma wybór, to do zabawy wybierze jednak twory bardziej miękkie (jabłka, gruszki, ogórki itd) , z kasztanami radzi sobie znacznie gorzej... Ale, kto powiedział, że ludziki to tylko z kasztanów???
Polecam wszystkim rodzicom!!! Super zabawa i dla dzieci i dla dorosłych!!!
Troszkę mam teraz więcej czasu na blogowanie, prawie codziennie mam Wam coś do pokazania, albo powiedzenia :-) Witek chodzi do przedszkola, ja się z sadu troszkę zwolniłam, ze względów zdrowotnych, to odpoczywam sobie troszkę.
Coś mi się ostatnio ta ciąża we znaki daje... Zostało mi jeszcze około 3 miesięcy, a brzuch mam tak ogromny, że zaczynam się zastanawiać, czy pani doktor tam jakiegoś bliźniaka nie przeoczyła... Jakiś ucisk mam na płuca chyba, bo powietrza mi brakuje i dyszę jak ryba wyciągnięta z wody (nawet, albo szczególnie, gdy na kanapie poleguję...) W dodatku jakaś zaraza mi się na kręgosłup uwzięła i ledwo się ruszyć mogę! Masakra!!! Ale staram się coś działać mimo wszystko i dziś na przykład udało mi się umówić nasza Józefinę na randkę z przystojnym capem z sąsiedniej wsi. Dumna jestem niesłychanie i już się cieszę na przyszłe maluchy! Nie ma nic radośniejszego niż widok młodych, brykających wiosną zwierzaków, które przyszły na świat pod naszą opieką!!! Dziewczyny, które wybrały podobne życie jak ja, wiedzą jaka to satysfakcja!
Pozdrawiam i do następnego napisania!!!
czwartek, 19 stycznia 2012
Pan Bałwan we własnej osobie :-)
Tylko słońca nam dziś brakowało... Ale i tak zabawa była przednia! Aż ciężko było Wita do domu na obiad zaciągnąć... I wcale ta nasza zabawa nie wyglądała tak, że mama tachała ciężkie śnieżne kule, a dziecko znudzone czekało, aż wreszcie skończy się ta mordęga :-) Żebyście widziały tego dzielnego młodego człowieka, jak razem za mną te kule taczał... Ale było śmiechu!!!

Potem krótki wypad do piwnicy po nos dla Pana Bałwana ( wykradliśmy w tym celu kozią marchewkę... mam nadzieję, że nam kozy nie pożałowały :-)) i po węgielki na oczy (mam nadzieję, że nas Dziadek-główny palacz- nie pogoni, hihihi). Jeszcze tylko kilka gałązek pozostałych po cięciu alei świerkowej- na włosy- i jest!!!
Fajnie było!!!
Polecam wszystkim Rodzicom! Tylko spieszcie się, bo śnieg to już chyba długo nie poleży...
Pozdrawienia od Pana Bałwana :-)
środa, 30 listopada 2011
O bańkach, kocie i świecach :-)
Na starcie chciałam powitać wszystkich nowych gości! Jest mi bardzo miło, że podoba Wam się u mnie!!! Dziękuję Wam też Dziewczyny za wszystkie miłe komentarze!
Szczególnie dziękuję za odzew pod postem o Piotrusiu!!! Zapomniałam wtedy napisać, że jeśli chcecie pomóc, możecie zamieścić na swoim blogu podlinkowane zdjęcie Piotrka. Było by fajnie!
*********************************************************************************
Kilka dni temu Witka odwiedzili Dziadkowie z Warszawy.
Jak to dziadkowie- przywieźli dla wnuka prezent! Wito dostał wspaniały świetlny miecz, który w dodatku puszcza bańki!!!
Bańki świetna sprawa- każde dziecko to wie! Jednak płyn w mieczu szybko się skończył... Próbowałam dosłownie wszystkiego- szampon do włosów, mydło w płynie, płyn do zmywania naczyń- i NIC!!! Mam pytanie do wszystkich mam i nie tylko mam :-) Macie może jakiś wypróbowany sposób by bańki ZNÓW POWSTAWAŁY?!? Pamiętam, że jako dziecko puszczałam bańki zwykłą słomką z ponacinanym brzegiem. Wystarczyło dodać szampon do wody. I wtedy to działało!A teraz nie chce! A przecież kupować za każdym razem nowe PLASTIKOWE BUBLE to bzdura! Mam nadzieję, że coś mi podpowiecie...
*********************************************************************************
Przedstawiam też naszego śpiocha w nowej odsłonie! Bazyl tylko boki zmienia. Dwie godziny na jednym łóżku, dwie na drugim, potem hop na kanapę. Jak już i tu mu się znudzi , to robi rundkę po parapetach- na każdym po kilka godzin... A potem znika w mrokach nocy i wraca dopiero następnego dnia na noc...głodny jak wilk!
Taka nasza nowa dekoracja :-)
Co wieczór płoną u nas świece... A to za sprawą MAŁEGO PODPALACZA... który grozi, ze jeśli ja nie pozapalam świeczek- to zrobi to ON (JA SIAM!!!- to jego słowa) Łapie przy tym za zapałki (które niestety walają się bezpańskie po całym domu...)
A to już MAŁY PODPALACZ we własnej osobie...
czwartek, 27 października 2011
Co zrobić ze zgrają rozwrzeszczanych dzieciaków...
Ja znów dziś tylko na chwilkę... Szwagier dzieciaki nam na tydzień podrzucił, mój projekt "wciąż się robi", Wito z gilem do pasa i w ogóle w nocy nie śpi...a w domu urwanie głowy...
Pokażę Wam czym można dzieciaki chociaż na chwilkę zająć. Nasza Brygada w przedziale wiekowym 5,3,2 lata. I każdy z nich na swój sposób się zajął...
Dwóch najstarszych z zapałem drążyło dynie łyżeczkami do herbaty ( dyńki miniaturki, wielkości dużego jabłka). Jak już im się to żmudne :-) zajęcie znudziło-to z równym zapałem mazali po dyniach markerami rysując i oczy i nosy... Najmłodszy, czyli mój Wito, w tym czasie również nie próżnował... Przekładał sobie czekoladowe kulki do mleka, z miseczki na ciężarówkę... Wielce odpowiedzialne miał zajęcie... i jakże zajmujące! Ja w tym czasie wycinałam nożykiem wyrysowane wcześniej przez chłopaków wzory, niezbyt ścisło !!! trzymając się WZORU. Na koniec zamknęliśmy się w ciemnej łazience i podziwialiśmy nasze Halloweenowe dzieła, a chłopaki planowali jak to niczego nie świadomą swą matulę przestraszą...
A oto nasza Banda Trzech...
Pokażę Wam czym można dzieciaki chociaż na chwilkę zająć. Nasza Brygada w przedziale wiekowym 5,3,2 lata. I każdy z nich na swój sposób się zajął...
Dwóch najstarszych z zapałem drążyło dynie łyżeczkami do herbaty ( dyńki miniaturki, wielkości dużego jabłka). Jak już im się to żmudne :-) zajęcie znudziło-to z równym zapałem mazali po dyniach markerami rysując i oczy i nosy... Najmłodszy, czyli mój Wito, w tym czasie również nie próżnował... Przekładał sobie czekoladowe kulki do mleka, z miseczki na ciężarówkę... Wielce odpowiedzialne miał zajęcie... i jakże zajmujące! Ja w tym czasie wycinałam nożykiem wyrysowane wcześniej przez chłopaków wzory, niezbyt ścisło !!! trzymając się WZORU. Na koniec zamknęliśmy się w ciemnej łazience i podziwialiśmy nasze Halloweenowe dzieła, a chłopaki planowali jak to niczego nie świadomą swą matulę przestraszą...
A oto nasza Banda Trzech...
Mój Wito, choć najmłodszy, wagowo wcale najmniejszy nie jest. Wśród tych Chudzielców wygląda na Niezdarną Kluchę. Taki z niego jeszcze Bobas...
A na koniec obowiązkowa Nasza Nowa Maskotka.
Wiedzie ToTo żywot 24 godzinny. Przychodzi do domu po zmroku (dopiero gdy Psy już śpią...) Najada się na zapas i siedzi w domu 24 h aż do dnia następnego, kiedy to wychodzi- po zmroku...i wraca dopiero nazajutrz wieczorem... I tak w kółko. Jak jest w domu, tu zjada karmy tyle, by mu na dwa dni starczyło... Gdyby nie był odrobaczony, pomyślałabym, że Tasiemca karmi...
Chciałam jeszcze na koniec gorąco powitać nowych odwiedzających . Jest mi bardzo miło, że podoba Wam się u mnie. Po weekendzie będę już miała więcej czasu i na pewno wpadnę do Was z rewizyta! Pokazę Też co zaprzątało moją głowę przez ostatnie tygodnie!
Tymczasem Dobrej Nocy życzę i pędzę oglądać dr. Housa ...
wtorek, 4 października 2011
W pokoju Witka
Tak się składa, że wiele z pokazywanych dziś tworów powstało już jakiś czas temu, ale dopiero dziś je pokazuje z pewnego ważnego powodu... Otóż dwa tygodnie temu w naszym życiu zaszła ooogromna zmiana! Witek należy do dzieci, które bardzo źle sypiają. Do roku czasu spał w swoim pokoju, a ja wstawałam do niego nawet po 6 razy w nocy. Gdy skończył rok miałam tego już na prawdę dosyć. I tak oto Witek wprowadził się do naszego łóżka :) Kiedyś byłam radykałem twierdzącym, że dziecko powinno bezwzględnie mieć swój pokój i tam spać... :-) Moje poglądy w tej sprawia, po zderzeniu z rzeczywistością uległy radykalnemu przewartościowaniu na rzecz wysypiania się :) ...
Ta sielanka trwała rok... I wreszcie dwa tygodnie temu Wito się wyprowadził!!!
I wcale nie było tak źle! Razem kupiliśmy pościel, razem przerobiliśmy jego łóżko- trzeba było opuścić materac żeby nie spadał z łóżka, bo łóżko ma DOROSŁE. Wito zaraz po kąpieli pomaszerował do SWOJEGO łóżeczka i tak już zostało! Bez awantur, bez histerii, po prostu tak normalnie, jak gdyby nigdy nic... Przyszedł odpowiedni czas... Tak samo było z cycaniem. Długo karmiłam Witka piersią- jakieś 19 miesięcy.Wszyscy mi mówili, że będę miała problem z odstawieniem. A tu pewnego dnia, całkiem spontanicznie, bez planowania, przeszedł dzień w którym oboje doszliśmy do wniosku, że już dłużej nie trzeba... Tak to jest, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas i nie trzeba nic na siłę!
Ta sielanka trwała rok... I wreszcie dwa tygodnie temu Wito się wyprowadził!!!
I wcale nie było tak źle! Razem kupiliśmy pościel, razem przerobiliśmy jego łóżko- trzeba było opuścić materac żeby nie spadał z łóżka, bo łóżko ma DOROSŁE. Wito zaraz po kąpieli pomaszerował do SWOJEGO łóżeczka i tak już zostało! Bez awantur, bez histerii, po prostu tak normalnie, jak gdyby nigdy nic... Przyszedł odpowiedni czas... Tak samo było z cycaniem. Długo karmiłam Witka piersią- jakieś 19 miesięcy.Wszyscy mi mówili, że będę miała problem z odstawieniem. A tu pewnego dnia, całkiem spontanicznie, bez planowania, przeszedł dzień w którym oboje doszliśmy do wniosku, że już dłużej nie trzeba... Tak to jest, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas i nie trzeba nic na siłę!
W nagrodę za tak DOROSŁĄ postawę, uszyłam dla mojego małego mężczyzny Pana Kota. Kot to chyba największe niespełnione marzenie mojego syna... Po prostu je (koty) uwielbia... Ale na prawdziwego będzie musiał poczekać. Nasz pies Momak za kotami nie przepada i obawiam się, że kociak miał by u nas ciężki i krótki żywot... No chyba, że zdarzy się jakiś cud i Momak sam zaadoptuje jakiegoś kiciusia... ( Już raz zaadoptował szczeniaka i musieliśmy go przygarnąć. Reksio miał jednak pecha - w momencie gdy cała rodzina zaakceptowała fakt, że mamy 3 psy- Reksio wpadł pod samochód :(
![]() | ||
| Napis Witek to na prawdę ręczna robota! Jedną literkę robiłam przez jeden wieczór. | N |
A tu mój mały Bohater ze swoim Panem Kotem!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Iza
piątek, 2 września 2011
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!
Każdy domator wam to powie, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!!! Ja jak najbardziej zaliczam się do wyżej wspomnianej grupy... Wakacje cudowna rzecz, i jakże potrzebna, jednak ucieszyłam się z powrotu do domu. Spędziliśmy w Świnoujściu (i jego szeroko pojętych okolicach) półtora tygodnia (dzięki gościnności mojej siostry Marty i jej męża Daniela, którzy wytrzymali z nami aż tyle :) ).
I mimo, że pogoda nie była plażowa, dobrze się bawiliśmy!
Było bieganie po plaży i ujeżdżanie krokodyla...
...było łowienie ryb i wyścigi konne...
...spacery po plaży i puszczanie latawca....
Ja, jak na urodzoną wyspiarkę przystało, za kąpielami w morzu nie przepadam ... Za to Witek to już zupełnie co innego! Pierwszego dnia, gdy zobaczył bezmiar piasku, a za nim bezmiar wody -wpadł w zachwyt... I co z tego,że wszyscy w swetrach. On idzie do "bota" ( w wolnym tłumaczenie to znaczy -do błota, a to znaczy -do wody). Kazał Pan się rozebrać i dalej do Bałtyku...Nie wiem jakim cudem się nie przeziębił (złapał za to trzydniówkę, ale to inna historia).
Pozdrawiam wszystkich powakacyjnie!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































