wtorek, 19 stycznia 2016

Wspomnienie lata- ogród wiejski- plany na przyszłość.


Zima to taki czas kiedy na spokojnie można zaplanować sobie wszelkie zmiany w ogrodzie. A u nas tych zmian szykuje się sporo! Ukończyliśmy w ubiegłym roku pewne przedsięwzięcia budowlane (min. podjazdy z tłucznia) i teraz nareszcie będę mogła zabrać się za nasadzenia :-) Co prawda w najbliższym sąsiedztwie nowego domu nie ma sensu jeszcze niczego sadzić, ale dalsze obszary to już coś innego :-)
Największym przedsięwzięciem jakie planuję jest rabata bylinowa w stylu preriowym o wielkości około 100 m2 (5m x20m). Część rabaty będzie w głębokim cieniu (rabata leśna???) a większa część będzie już na stanowisku odpowiednim do takiego założenia. Mam już wybrane rośliny, czekam tylko na wiosnę :-)
W planie jest też kilka mniejszych rabat, ukończenie ronda i przeorganizowanie istniejących rabat przy kamiennym tarasie.

Kolejnym moim ogrodowym planem jest wybudowanie inspektu z prawdziwego zdarzenia (dosyć już mam moich prowizorek... tu można je zobaczyć) i zakup tunelu foliowego. Mam też przeznaczony kawałek działki pod szkółkę bylin i krzewów. Tak na własny użytek. Doszliśmy do wniosku, że przy zakładaniu tak dużego ogrodu, własna szkółka będzie bardzo opłacalna.
Tak z grubsza wyglądają moje plany na ten sezon. Ale mam też plany bardziej dalekosiężne...

Zima to również czas na przeglądanie letnich zdjęć z ogrodu. Szybko zapominamy co było w danym sezonie ok, a co należałoby zmienić. Dlatego oglądając letnie ogrodowe zdjęcia, moje plany natychmiastowo ulegają rozszerzeniu :-)













Dziękuję za odwiedziny!!!
 Pa!!!

sobota, 16 stycznia 2016

A my się zimy nie boimy :-)


 Nasze zwierzaki też się zimy nie boją bo regularnie są dogrzewane farelką :-)






A dzieci to mają taką frajdę, że aż im zazdroszczę!!!
 



A ja już planuję przyszły sezon ogrodniczy... ale o tym innym razem!
Pozdrawiam!!!

środa, 13 stycznia 2016

Karmniki, bukszpan i Szydełkowy dywanik...

 Witajcie w Nowym Roku! Pogoda jest cudna, trochę pomroziło, ale teraz sypnęło śniegiem i wreszcie mamy prawdziwą zimę!
Korzystając z tego, że na stawach lód ma grubość przynajmniej 20 centymetrów jeździmy z chłopakami trochę na łyżwach.  To znaczy Antek trenuje saneczkarstwo na lodzie a Witek opatentował nową dyscyplinę sportu- chodziarstwo łyżwowe :-) Nie mam pojęcia jak on to robi, bo jak ja tego próbuję to poruszam się w miejscu, a on przemierza znaczne odległości drobiąc łyżwowe kroczki jak jakaś gejsza :-)
Zabawnie to wygląda :-) Nie mam tylko pojęcia jak przekonać go do JEŻDŻENIA.
Przy okazji grubego lodu zgromadziłam też pokaźny zapas trzciny dla naszych pszczół. I kiedy na zewnątrz trzaska 15-sto stopniowy mróz (albo pada śnieg z deszczem), ja siedzę sobie w piwnicy i przygotowuję pszczele mieszkanka :-)
O samotnicach pisałam między innymi:
tu i tu i tu i tu i tu

 W wolnej chwili zrobiliśmy też z Chłopcami karmniki dla ptaszków. Daszki zrobiłam co prawda sama, ale później już mi pomagali :-) Wykorzystaliśmy metalowe puszki po karmie dla psa i stare podstawki do kwiatów. Wiklinowy daszek przymocowany jest do górnej (zamkniętej) części puszki przy pomocy grubego druta( Na tym samym drucie przeciągniętym przez daszek zawiesza się karmnik na gałęzi) Podstawka  do kwiatów przymocowana jest do "otwartej" strony puszki przy pomocy kilku cienkich drucików (karmnik należy napełnić ziarnem trzymając go do góry nogami jeszcze przed przymocowaniem podstawki) Pomiędzy krawędzią puszki a podstawką zostawiamy kilka milimetrów prześwitu, tak aby ziarenka swobodnie wysypywały się na podstawkę. Przy ponownym napełnianiu karmnika trzeba tylko zdemontować podstawkę i nasypać jedzonko. Zrobienie trzech takich domków (nie licząc wiklinowych daszków) zajęło nam najwyżej pół godziny!  Zdążyliśmy tuż przed nastaniem ZIMY :-)





 



 

Przy okazji pochwalę się też moją szkółką bukszpanu.  Niecałe 2 lata temu posadziłam niespełna 10-cio centymetrowe sadzonki tego wieczniezielonego krzewu. Teraz mam wyrośnięty bukszpan gotowy do przesadzenia na obwódki! Część jeszcze pewnie rok przesiedzi w szkółce, ale dla kilku mam już docelowe miejsce :-)


 A kiedy dzieci już śpią i nic innego nie ma do roboty- ukończyłam szydełkowy dywanik. Tadam! Średnica prawie półtora metra. Materiał na dywanik to najzwyklejszy bawełniany sznurek wędliniarski o średnicy ok 2mm. Na mój dywanik poszło niecałe 5 półkilogramowych kłębków tego sznurka. Koszt to jakieś 60 złotych.  Z rozpędu dziergam już następny :-)





 Pozdrawiam dziś nieco chaotycznie, ale serdecznie :-)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świątecznie!


  Miałam częściej tu zaglądać, ale jakoś mi to nie wychodzi :-)  Dziś na szybko wrzucam kilka zdjęć z naszego odświętnego domku :-) Co prawda jeszcze nie wszystko gotowe, ale nie wiem, czy zdąże pokazać efekt końcowy. W tym roku zostaliśmy sami na święta, a co za tym idzie wszystkie przygotowania do świąt (mam tu na myśli gotowanie) na mojej głowie.  Dlatego dom przystroiliśmy w tym roku wcześniej niż zwykle. Zrobiłam też już  uszka grzybowe do barszczu i dwa rodzaje pierogów. I jedne i drugie czekają zamrożone. Pierniki piekłam już 4 razy i nie jestem pewna czy to wystarczy... Chłopaki pracują nad piernikami bardzo wytrwale :-)
 Uwędziłam też ryby, ale za wcześnie i śladu już po nich nie ma :-) W środę uwędzę następne :-)

Ciasta mam w planie upiec w środę, a resztę będę robiła w czwartek, żeby było świeże jak najdłużej. Szaleć kulinarnie nie będę, bo jak pisałam, święta spędzamy sami więc za dużo nie zjemy.

 W wolnych chwilach nadal wyplatam koszyki. Ten wielki kosz na ostatnich zdjęciach to moje ostatnie dzieło. Jak mi się znudzi wiklina to robię szydełkowy dywanik z bawełnianego sznurka. Pokażę jak skończę :-)
Na dworze pogoda "kwietniowa" i chciałoby się coś podziałać w ogrodzie ale na wszystko za wcześnie...
I tak mi czas mija ostatnio.




Takie łańcuchy zrobiliśmy z chłopcami ze skórek mandarynkowych. Potrzebne do tego są skórki, foremka do pierników i cieniutki drucik florystyczny na szpulce. Nawet jak wyschną to wyglądają ładnie :-)

  Mamy też domek Mikołaja :-)





A jak u Was przygotowania? Wszystko już gotowe?

niedziela, 6 grudnia 2015

Wiklina

Ostatnio wzięło mnie na wiklinę... Nie jest to moje pierwsze podejście do tematu, kilka razy pokazywałam już moje próby w tym temacie. Tym razem zaczęłam inaczej. Posiedziałam, pogrzebałam w internecie, znalazłam kilka bardzo dobrych filmów instruktażowych, pojechałam nad rzekę i nacięłam dobrych witek i dopiero potem  zabrałam się do wyplatania. Uczę się nowych technik i rodzajów splotu. Ostatni koszyk "prułam" 3 razy zanim efekt w miarę mnie zadowolił :-). Zawodowcy pewnie mieli by się do czego przyczepić, ale ja jestem a efektów dumna! Plecionkarstwo wciąga :-) Bałagan w domu ogromny, bo witki trzeba przycinać, strugać, korować (wióry lecą), ale bardzo mnie to kręci :-)
A oto efekty, przez nieco ponad tydzień powstało 5 koszyków.





 Kiedyś na wsi zawsze znalazł się ktoś kto wyplatał kosze. Kosze były niezbędne do pracy na roli. Nie dałoby się bez nich pozbierać np. ziemniaków... Teraz już mało kto to potrafi. Starzy umierają, a młodzi nie chcą się uczyć... Szkoda...
Wiecie, że takie kosze na ziemniaki można robić np. z korzeni sosnowych i świerkowych? Są podobno bardzo wytrzymałe.

Uwiłam też kilka wierzbowych kul do ogrodu...



A stare wiszące kosze z tarasu trafiły do ogrodu, może znajdę dla nich jakieś zastosowanie, a na razie tak sobie stoją :-)


 W przyszłym roku mam ochotę zrobić żywą altanę z wierzby w ogrodzie.

***
Jak widzicie świat jeszcze u mnie nie widać :-) W końcu mamy jeszcze jesień! I trzeba przyznać, że wyjątkowo ładną :-)
Pozdrawiam!!!


Wrzucam kilka linków dla zainteresowanych.

Jak powstają koszyki. Mieczysław Gajlewski z Radziej 23.03.2012r

 Wyplatanie koszyka z nieokorowanej, parzonej wikliny.

Serfenta. Plecionkarskim szlakiem Wisły. Lucimia, Lucimia...

 W POSZUKIWANIU KORZENI.