środa, 16 kwietnia 2014

Wieści z zagrody

Póki co, mieszkańcy naszej zagrody są raczej przerażeni, jakże żywo okazywanym przez Antosia zainteresowaniem... Mam nadzieję, że już wkrótce ,z jednej strony zapał nieco ostygnie a temperament przygaśnie, a z drugiej strony towarzystwo zagrodowe przyzwyczai się do młodego entuzjasty wszelakich żywych stworzonek :-)
Choć z trzeciej strony, to i do Witka podchodzą z pewną dozą nieufności...
Chyba nam zwierzyna przez zimę zdziczała :-) ...
Z kolejnej strony, Józefina zupełnie nie może się pogodzić z nowymi towarzyszkami  w kozim domku... Na myśli mam 4 perliczki, które to zakupił mój mąż przy okazji niedzielnej wycieczki na targ w Łosicach. Ja miałam nadzieję na gęsi kubańskie, ale zbyt długo się wybieraliśmy i gdy dotarliśmy na miejsce, większości wystawców już nie było. Nowe nabytki pokażę jak już się troszkę oswoją z nowym miejscem. Póki co są zamknięte oddzielnie w kurniku.






 
PA!

sobota, 12 kwietnia 2014

Jak Antek Z Piekła Rodem prześladował Bazyla...



 Zaraz cię złapię!
 Nie uciekniesz mi!
Mówiłem przecież, że mi nie uciekniesz!

 Tu też cię dorwę...

 "Czy on nigdy nie zostawi mnie spokoju???"

 "Ciekawe, czy i tu za mną wejdziesz?"                        

                                                    


I kto tu jest górą? :-)

piątek, 11 kwietnia 2014

Małe zmiany... malutkie :-)

Nie jest łatwo robić coś nowego z dwójką dzieci na głowie... Zwłaszcza, że jedno jest z piekła rodem, a drugie ma ospę... Dlatego przede wszystkim skupiam się na czynnościach zachowawczych... Czyli staram się utrzymać to, co osiągnęłam w ubiegłych latach, w stanie nie przynoszącym wstydu :-)
Kilka nowych akcentów jednak udało mi się, jakimś cudem, przemycić...

Piramidki dla clematisów nie są moim dziełem, a mój wkład w nie ograniczył się do dowiezienia drewna stolarzowi, ale są! I wyglądają całkiem nieźle!
Podobnie było z nowym stolikiem na taras. Żeliwne nóżki od dwóch lat podpierały ścianę domu... Pozbieraliśmy z dzieciakami  deski (z odzysku) z placu przed chłodnią i ten sam znajomy stolarz zrobił nam śliczny okrągły blat do wyżej wspomnianych nóżek. I tak taras przed domem zyskał całkiem nowy wizerunek, a ja się przy tym nie napracowałam...

 

W ogrodzie warzywnym ograniczyłam się do pielenia i siania. Przeniosłam też ul z podwórza na miejsce przeznaczenia w ogrodzie. W tym sezonie zrezygnowałam z rdestu i baldaszkowych  w roli zimowli dla pszczół. Zgodnie z moimi przypuszczeniami rurki trzcinowe okazały się najlepszym materiałem gniazdowym. Łatwo je pozyskać i łatwo wydobyć z nich kokony.
Jedynym odstępstwem od trzciny jest ponawiercany pieniek, który dostałam od taty.
 

 Z braku lepszego materiału pod ręką, do oznaczania, co gdzie posiałam, użyłam kamieni polnych...

I kilka ujęć ogrodowych "tuż przed deszczem"... który jednak nie nadszedł... Mamy w Niemojkach okropną suszę! Już nawet pierwsze podlewanie ogrodu mamy za sobą :-)

I tu widać, że jednak coś zrobiłam! Dokończyłam nareszcie ul dla murarek, który zaczęłam robić w zeszłym roku.  Trochę czasu zajęło mi zgromadzenie potrzebnych materiałów... Dachówki karpiówki przewiozłam z Goleniowa a rurki drenarskie wyprosiłam w łosickim  zarządzie melioracji i urządzeń wodnych. Pan kierownik z pewnym powątpiewaniem w spojrzeniu wysłuchał mojej opowieści po co mi te rurki, ale odsprzedał po bardzo okazyjnej cenie 1 zł. za sztukę! Gdyby ktoś miał ochotę obejrzeć oryginał ula (bo to nie jest mój pomysł) to zapraszam tutaj
          





Leszczynowe pergole to też, nie ukrywając, pomysł Kasi i Andrew. Ich blog i portal Na ogrodowej to dla mnie niezaprzeczalnie skarbnica pomysłów. Jeśli toś z was jeszcze ich nie poznał, to koniecznie musi!!! Znajdziecie ich tu!


 
Pozdrawiam Was mocno i obiecuję bywać częściej :-)
Pa!!!

piątek, 14 marca 2014

Gdzie ja byłam, kiedy mnie nie było...

Witajcie!
Długo mnie tu nie było...
Chyba każdy z Was, kto pisze bloga, miał takie chwile, kiedy zastanawiał się czy pisać, czy nie... U mnie wynika to nie tyle z samej niechęci do pisania, co z braku czasu. I to nie tylko z braku czasu na samo pisania, ale bardziej z jego braku na robienie czegoś, co mogłoby Was zaciekawić na tyle by o tym napisać...
Niemniej jednak chciałabym serdecznie podziękować wszystkim Wam, którzy tu na mnie czekaliście :-) Dziękuję za Wasze maile i wszystkie miłe słowa!

Pamiętacie nasze pszczoły?
To właśnie one- samotnice, w głównej mierze ponoszą winę za moją tu nieobecność...
Od początku lutego wydłubałam 11 tysięcy trzcinowych rurek... Od 2 tygodni przygotowuję nowe rurki na tegoroczne zimowle. Całe moje teraźniejsze życie :-) kręci się dookoła pszczół...
Tak przy okazji- gdyby ktoś z Was był zainteresowany hodowlą murarki to mam kokony na zbyciu.

Drugim powodem mojej nieobecności tutaj jest mój przeukochany czarci pomiot, roboczo zwany Antoniem... Jeśli to dziecko nie ma ADHD to ja już sama nie wiem ... W każdym razie trzeba mieć oczy dookoła głowy :-) Witek był w tym wieku dużo spokojniejszy i zrównoważony. Przy Antku nic nie da się zrobić, dlatego z utęsknieniem wyczekuję jego drzemek :-)

Dodajcie do tego jeszcze to, że namiętnie zaczytuję się sagą Diany Gabaldon, a wyjdzie Wam, że faktycznie na nic nie mam czasu...

Kilka fotek z placu boju...





 I mała fotorelacja z naszych pierwszych w tym roku ogrodowych przymiarek... jak widać w ruch poszła dymka... I jak nie trudno się domyślić... łatwo nie było :-)






niedziela, 19 stycznia 2014

Szyszkowe Ludy- czyli co zrobić z rozbrykanym, prawie, pięciolatkiem...

 Co prawda teraz pogoda naprawdę nas rozpieszcza (śnieg, sanki i wielka zimowa radocha :-)) Ale kilka dni temu dzieciaki moje były już poważnie znudzone pseudo-zimową aurą... Traf chciał, że Wituś dostał akurat od Cioci Teresy (bardzo dziękujemy!!!) świetną książkę o ręcznych robótkach dla dzieci...(Księga pomysłów -krok po kroku).
 Niewiele myśląc postanowiliśmy wypróbować kilka pomysłów. Zabraliśmy koszyk i wybraliśmy się na poszukiwanie skarbów potrzebnych do zrobienia ludzików z szyszek, patyków, kory i tego co jeszcze zdołamy znaleźć na dworze w połowie zimy.
W domu wysypaliśmy nasze skarby na stół i przy pomocy pistoletu na klej wyczarowaliśmy szyszkową rodzinę :-) Pistolet oczywiście obsługiwałam ja, gdyż moje dziecko nie jest jeszcze gotowe do obsługi tego typu sprzętów :-)
A oto nasze Stwory...
 




czwartek, 16 stycznia 2014

Zabawa w śniegu :-)

 Witajcie w Nowym Roku!!!
Nareszcie mamy zimę!!! Po kilku tygodniach iście wiosennej aury- nadeszła, wreszcie biała i śniegowa!
I całe szczęście, bo już się moje chłopaki doczekać nie mogły kiedy nowe sanki wypróbują :-) I tak to dziś, po przedszkolu, wyruszyliśmy na sankowy rekonesans. Chłopcy jednak szybko stwierdzili, że odśnieżanie i tarzanie się w śniegu jest o wiele przyjemniejsze... Nie odjechaliśmy od domu nawet 20stu metrów...
Antek odkrywał całkiem dla niego nowy świat...

 A Witek dziarsko machał łopatą :-)

 Ale to Antek bardziej się zmęczył :-)

A tu już wielka, nieodwzajemniona, miłość Antka do Bazyla :-) Ale trzeba Bazylowi rację przyznać, że anielską ma cierpliwość...
A na koniec... Mamy już projekt domu!!! Pokazuję fotkę ze strony biura projektowego, bo ta wizualizacja bardziej mi się podoba :-) Oczywiście wprowadziliśmy kilka zmian...


Mam nadzieję, że uda mi się wkrótce Wam pokazać co robiliśmy z dzieciakami kiedy aura nie pozwalała nam z domu wychodzić... A tymczasem miłego wieczoru dla wszystkich!