sobota, 30 sierpnia 2014

Wyprawa po grzyby


Dziś tak szybciutko, choć dużo mam do pokazania, skupię się na dzisiejszej wyprawie na grzyby. Uwielbiam zbierać grzyby! Jednak po urodzeniu Witka, a potem Antosia okazji do uprawiania mojej pasji miałam coraz mniej. Tym bardziej, że Witek wyraźnie za chodzeniem po lesie nie przepada... Jednak niedawno okazało się, że Antoś jest nieodrodnym syneczkiem mamusi i zbierać grzybki kocha :-) Jak tylko stajemy w lesie, od razu łapie w ręce kosz i biegnie myszkować po krzakach :-)
Witek za to marudzi i siedzi w wózku Antka :-)
A oto efekty naszego spaceru :-)













Szalony mam teraz czas... Kuchnia zawalona warzywami na przetwory, w domu bałagan, Witka trzeba wyszykować do przedszkola, w poniedziałek zaczynamy zbierać gruszki ... Jak się troszkę ogarnę, to pokażę Wam co jeszcze u nas słychać :-)
Do zobaczenia!

środa, 20 sierpnia 2014

Urodzinowy weekend

  W ubiegły weekend mieliśmy aż trzy urodzinowe imprezy! Ale najważniejsze dla mnie były urodziny mojego Witusia, który niedawno się urodził, a teraz skończył już 5 lat! Impreza była typowo rodzinna. Zrobiliśmy grilla, a później był tort z fajerwerkami :-)
Pochwalę się, że tym razem tort nie był kupiony, tylko powstał dzięki udanej współpracy mojej i Babci Ewy. Ja upiekłam biszkopt i zajęłam się dekoracją, a Babcia zrobiła przepyszny krem i poskładała tort w zgrabną całość. Bez fałszywej skromności powiem, że wyszło pysznie i ładnie :-)
Przez większość imprezy dzieciaki szalały na budowie... tylko czekają na to kiedy ekipa pana Staszka zejdzie ze stanowiska, a wtedy do pracy wkracza druga zmiana :-)

Poza tym ciężki czas dla mnie nastał... Odzwyczajam mojego silnie uzależnionego Antosia od cycania... O ile w dzień jest już ok, to w nocy przeżywamy prawdziwe horrory...  Dlatego jestem chronicznie niewyspana i mało mnie tutaj.
To już prawie tydzień... trzymajcie kciuki, żeby szybko zapomniał o cycu :-)

A teraz kilka fotek z urodzin Witka:







Buziaki!!!

sobota, 16 sierpnia 2014

Kilka słów o drobiu...


Jakiś czas temu, na targu w Łosicach, mój mąż zakupił cztery perliczki. Na początku sprzedawca wcisnął nam kit, że perliczki należy trzymać parami, a nie jak w przypadku kur jeden kogut i stadko kokoszek. Jako naiwni laicy nie dyskutowaliśmy z fachowcem tylko posłusznie zakupiliśmy dwie parki. Dopiero po kilku dniach zaczęłam podejrzewać, że nasze parki niekoniecznie są mieszane... Okazało się, że zakupiliśmy trzy koguty i jedną tylko samiczkę... Na domiar złego któregoś ranka perlicza samiczka zdechła... Może zamęczyły ją te trzy koguty??? W ten oto sposób staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami trzech perliczych kogutów :-) Niektórzy zapewne pomyślą, że nic straconego- w końcu rosół z perliczki to rarytas... Otóż, moi drodzy, nasze perliki nie skończyły w rosole, tylko chodzą sobie dumnie po zagrodzie i sieją terror wśród zielononóżek.Jak się bowiem okazało, perliczki są dość wrogo nastawione do naszych kurek... I nawet kogut, o 5 centymetrowych ostrogach, ustępuje im pola...
Inaczej ma się sprawa z naszymi nowymi potencjalnymi kwokami o jarzębatym umaszczeniu...
Potencjalne kwoki dlatego, że wbrew opiniom zaczytanym w prasie fachowej, nasze zielononóżki wcale nie są dobrymi matkami, gwoli prawdy wcale matkami zostać nie chciały! Dlatego podjęliśmy szybką decyzję i na ptasim targu zakupiliśmy trzy jarzębatki, które podług wiejskich przekazów najlepiej się na kwoki nadają :-)
Dzień po zakupie jarzębatek, dwie zielononóżki postanowiły usiąść na jajkach... Siedziały na 23 jajach, a po trzech tygodniach zostały matkami dla... pięciu kurczaków.... Połowę jajek pożarły w trakcie wysiadywania, 5 kurczaków nie przeżyło wyklucia (chyba je kwoki zagniotły), pozostałe jaja były niezalężone... Jak widać zakup nowych kwok był w pełni uzasadniony...


 Tak więc owe jarzębatki, razem z drapieżnymi perlikami weszły w jakiś swój wewnętrzny układ i trzymają się razem... Podejrzewam, że przeważyła kwestia podobnego umaszczenia i wyobcowania w starym stadzie :-)

A teraz coś dla tych którzy wciąż uważają, że trzymanie trzech perliczych kogutów to absurd... Otóż już dwukrotnie nasze perliki uratowały kurnik przed splądrowaniem! Za pierwszym razem w nocy podniosły alarm przeciw tchórzowy, zrywając mnie i Olafa z łóżka. Nikt nie zginął, ale mało brakowało, o czym świadczyły kłęby fruwającego pierza. Drugi raz był dziś rano. Olaf wstał skoro świt i szykował się na wyprawę wędkarską, kiedy nasze perliki znów podniosły alarm. Pobiegł do zagrody, a ja za nim. Okazało się, że tym razem to myszołów postanowił się u nas pożywić... Tym razem znów wszyscy uszli z życiem!
Gwoli wyjaśnienia, nasze ptactwo nie jest zamykane na noc. Chodzi sobie wolno w obrębie zagrody, kiedy tylko chce. Może to dobrze, a może nie. W każdym razie z perlikowym systemem przeciwwłamaniowym póki co wszyscy są bezpieczni :-)

Miłego dzionka!

piątek, 8 sierpnia 2014

Zbieranina...


 Tak to już jest, że jak się nie ma czasu na systematyczność, to potem nazbiera się tyle zaległości, że nie wiadomo od czego zacząć... Zacznę dziś więc leniwie od szczęśliwej, wolno wybiegowej krowy :-) Krowę tę, i wiele innych spotkaliśmy w miniony weekend podczas spaceru nad Bugiem. Uważam, że jest urocza :-)




 Dla lubiących ruiny- przepiękny rozpadający się stary, prawdopodobnie spichlerz. Ta cudna budowla znajduję się, podobnie jak stajnie, które niedawno pokazywałam, w Korczewie.
Jeśli ktoś będzie w pobliżu, to warto po Korczewie połazić, bo pełno tam takich cudeniek :-)
A niektóre nawet odrestaurowane!



***
 A teraz moje plony :-) Co drugi dzień przywożę do domu taki wóz pełen smakołyków. Już nie nadążam tego przerabiać i kończą mi się pomysły!  Dyniowate, których nie przejadamy na bieżąco- kroję w kostkę i mrożę. Tak przechowane cukinie i patisony nadają się dosłownie do wszystkiego- na leczo, pasztet, placki ziemniaczano cukiniowe, na sałatki, zapiekanki i zupy.
Pomidory dopiero się u nas zaczynają i znikają na bieżąco :-)
Ogórki ... mam ich tyle, że już sama nie wiem co z nimi robić... Ale pewnie po tych deszczach, co to się u nas nareszcie pojawiły, zaraz się ogórki skończą, bo już plam na liściach dostały...
Fasolkę zjadamy na bieżąco. Wianki z cebuli i czosnku się suszą a kolejna partia cebuli czeka na uplecenie...
Burak liściowy... Odkrycie roku 2014!!! Ale o tym za chwilkę :-)




 W tym roku po raz pierwszy zetknęłam się z burakiem liściowym... I jestem nim zachwycona! Po pierwsze jest odporny na chwościka (który dziesiątkuje mi buraka ćwikłowego) a po drugie smakuje naprawdę wspaniale!


Przepis znalazłam gdzieś w necie : umyte, pocięte i delikatnie posolone liście braka z ogonkami dusimy na oliwie  z czosnkiem przez kilka minut. Kiedy są miękkie ale nie rozgotowane na miazgę dodajemy do nich małe opakowanie śmietany wymieszanej z 2 łyżeczkami curry. Wszystko mieszamy i podajemy do zjedzenia. A jemy to z makaronem lub ryżem (podobnie jak szpinak), lub jako ciepłą jarzynkę do obiadu. Jest na prawdę baaardzo smaczne, a robi się to 10 minut, same zalety!
W planie mam mini gołąbki grzybowe zawijane w liście buraka właśnie, tylko póki co brak mi czasu...
Jak już zrobię to pokażę :-)


 Dobrej nocy!
 

piątek, 1 sierpnia 2014

Jak zrobić niewidoczną podporę dla roślin

Ogród na przełomie lipca i sierpnia nie wygląda już najlepiej... Zwłaszcza po 3 tygodniach suszy i nawałnicy, która po niej nadeszła... Część wysokich bylin straciła pokrój i porozkraczała się po ogrodzie. Od jakiegoś czasu chodzimy więc z Chłopakami po ogrodzie i stawiamy krnąbrne byliny do pionu. Do tego celu służą nam grube druty potrzebne do robienia zbrojeń.Co jakiś czas chodzimy do chłopaków z budowy i prosimy o przycięcie kolejnej partii drutu... Mam nadzieję, że do zbrojenia im wystarczy :-) Bo mi drutu ciągle mało :-)

Tu floksy przed zastosowaniem podpórek z drutu:


A oto jak my ten drut wykorzystujemy w praktyce: 1,5 metrowe odcinki drutu (a czasem i dłuższe) wyginamy w odpowiedni sposób (widoczny na zdjęciu poniżej) używając do tego celu obutej stopy. Następnie powstałe w ten sposób podpórki umieszczamy tak, by podtrzymywały powyginane pędy.

A tu już podparte przez nasze samoróbki :-)
Podpórki z drutu są kompletnie niewidoczne w gęstwinie roślin, dlatego tak je lubię :-)

I kilka fotek z naszego ogrodu frontowego :-)




Pozdrawiamy serdecznie i baaardzo gorąco :-)

środa, 30 lipca 2014

Luksusy dla rumaków i... druga strona medalu...


 Jakoś staramy się organizować sobie wakacje na miejscu, bo prawdopodobnie nigdzie w tym roku nie wyjedziemy... Pojechaliśmy więc do Janowa Podlaskiego. Chłopcom bardzo się koniki podobały. Udało nam się zobaczyć przeganianie tabunu koni z pastwiska do stajni- widok jest niesamowity... Widać też jaka u nas susza (tabuny kurzu w powietrzu)... Na szczęście dziś wreszcie popadało! :-)




 
Z jednej strony przepiękne konie w luksusowych stajniach, a z drugiej...
Nic dziwnego, że nie pozwalają zwiedzającym zapuszczać się w rejony gdzie trzymane są krowy...  Nas grzecznie wyproszono i zabroniono robić zdjęcia...
Na zdjęciach, które zrobiłam zanim nas przyłapano budy dla malutkich cielaczków.  Nie wiem jak Wam, ale mi się to kojarzy z obozem koncentracyjnym...


Malutkie, wystraszone krowie dzieci...Te odważniejsze próbują ssać rękę wyciągniętą w ich kierunku... Te młodsze, wylęknione chowają się do budy na odgłos kroków...



Dzieciom się podobało, ale one jeszcze mało pojmują... Ja patrząc na te malutkie krówki widzę niemowlęta oderwane od matek i kartony mleka w marketach... Chociaż w zasadzie to inne zwierzęta hodowlane na skalę przemysłową mają jeszcze gorzej: fermy kurze, fermy brojlerów, chlewnie... Ludzie kupując w sklepie nie zastanawiają się jak mięso, jaja, czy mleko do tych sklepów trafiły... Ja nie potrafię być obojętna... I zastanawiam się ,jak ludzie, którzy takie fermy prowadzą, mogą w nocy spokojnie spać...



Tak jakoś mało optymistycznie mi dziś wyszło...
Dobrej nocy!