niedziela, 26 lipca 2015

Lipiec w Niemojkach


 

Witajcie po przerwie!
Coraz mnie tu mniej :-(  Szkoda, ale tak to już jest. Pracy coraz więcej, dzieci, ogród i na blogowanie czasu zwyczajnie już nie starcza. Postaram się jednak od czasu do czasu coś tu wrzucić :-)
Dziś kilka ogrodowych  ujęć.
A z nowości (może już nie takich najnowszych, ale tu jeszcze  nie pokazywanych) doczekałam się wreszcie drzwi do stodoły! Teraz cały bałagan wylewający się ze stodoły można po prostu zamknąć i już!

Tak drzwi wyglądały po zamontowaniu, a poniżej już pomalowane. Wybierając kolor chciałam by wyglądały na stare i dopasowały się do całokształtu stodoły. Chciałam uzyskać kolor jaki można spotkać na starych podlaskich domach malowanych przepalonym olejem silnikowym. Malowanie olejem oczywiście odpada, ale udało mi się dobrać podobny odcień spośród impregnatów do drewna Tikkurila. Według mnie wyszło fajnie :-)



 A lipiec w naszym ogrodzie wyglądał tak













A już niedługo pokażę Wam jak pozbyliśmy się błota z podwórza. Tymczasem żegnam się z Wami i życzę udanej niedzieli!

niedziela, 21 czerwca 2015

Róże, zioła i inne takie...


 O różach już pisałam, że kupiłam, że posadziłam odmiany o stosunkowo wysokiej tolerancji na niskie temperatury... Pisałam, ale pokazałam bardzo niewiele, bo nie kwitły wtedy jeszcze. Za to kwitną teraz i pokazuję :-) Można powiedzieć, że zakwitły po raz pierwszy, bo tych kilku kwiatków w ubiegłym sezonie nie można zaliczyć do KWITNIENIA.
Róże pnące są posadzone przy południowych wejściach do warzywnika. Na razie nie mają pergoli... może w przyszłym roku... W sumie jest ich sześć, każda inna. Odmian nie pamiętam...taki ze mnie ogrodnik...
 

 

 
 A zioła suszę... Suszę je pod moim daszkiem. Miejsce zacienione, przewiewne i nie narażone na zamakanie. Powinno być ok. Suszę głównie melisę, dla męża, który jest troszkę nerwowy... Suszy się też rumianek lekarski- wiadomo- zawsze się przydaje. W planie mam też wrotycz- na robaki dla zwierząt na zimę. Podobno porozkładany w kurzych gniazdach zapobiega pojawieniu się ektopasożytów. A ponieważ wszoły to u nas ostatnio plaga, to powinien się wrotycz przydać. Kozom też nie zaszkodzi. Tak, że wrotycz będzie suszony w ilościach hurtowych.

 Za bałagan w mojej budzie nie przepraszam :-) Zdjęcia nie są stylizowane, tylko łapane na szybko, w międzyczasie, więc macie tu obraz rzeczywisty :-)



Ostróżeczka polna pojawiła się sama... Na przodzie dalie kołnierzykowe wyhodowane z nasion i od trzech lat przechowywane w piwnicy. Często można je kupić jako rośliny sezonowe... A szkoda przecież wyrzucać , można przezimować jak zwykłe dalie.


 Po folią wygrzewa się papryka ostra. Mam spore wątpliwości czy doczekam owoców w tym roku, ale skoro już rośnie to dam jej szansę :-)

 Szczypiorek już przekwitł, ale jeszcze zdobi. Za kilka dni przytnę go to znów wypuści szczypior.
Mamy też w tym roku porzeczki, zdecydowanie więcej niż w ubiegłym sezonie. Pycha!
 A tu, wsadzony 3 lata temu, w maju, żywopłot z ałyczy. Powoli zaczynamy formowanie, choć ostatecznie ma być dość swobodny, chcemy jednak by był gęsty od samego dołu dlatego troszkę go przycinamy.
 A jaka u Was pogoda? U nas susza przeraźliwa! Porzeczki czarne zasychają na plantacjach (całe krzewy!). A mój ogród bez podlewania już dawno przestałby istnieć. Zgroza!!!


A na koniec mój bób- żeby nie było że przesadzam :-) - to czarne to mszyce...
PA!


piątek, 19 czerwca 2015

Rabata przy stodole, hamak, warzywnik i buszowanie w gorczycy...


 Witajcie. U mnie jak zwykle ogrodowy misz- masz :-) Pamiętacie rabatę wzniesioną przy stodole? Najpierw powsadzałam rośliny tworzące szkielet dla rabaty (cisy, pnącza  i krzewy liściaste: dereń, hortensje, porzeczkę krwistą, kalinę "Roseum") Żeby jednak rabata nie była przez cały sezon łysa, wsadzałam na nią systematycznie wszystko to co mi się wysiało nie tam gdzie chciałam :-) I oto efekt! Rabata zdecydowanie nie jest łysa, a z drugiej strony wsadzone przez mnie rośliny nie są na tyle ekspansywne żeby zagłuszyć niewielkie jeszcze krzewy. Oprócz tego znaleźliśmy wreszcie miejsce dla naszego fotela hamakowego. Wciąż jest to Witka ulubione miejsce do leniuchowania  :-)


 

 

  A w warzywniku... Cóż... plaga mszyc. I to odpornych na wszelkie zabiegi ograniczające rzekomo ich populację... Mszyce mam wszędzie: na różach, na koperku, na porzeczkach, a nawet truskawkach i poziomkach. Bobu nie będzie bo zjadły go mszyce. Koperek w zasadzie też nadaje się tylko na paszę dla kóz... Na pocieszenie może to tylko, że taka plaga mszyc nie zdarza się co roku...
Oprócz mszyc to, chyba ze względu na chłodną wiosnę, wszystko tak strasznie wolno rośnie. Dynie wyglądają tak jak powinny wyglądać na początku maja, pomidory są coraz mniejsze, to samo papryka (tę ostatnią zapakowałam nawet wczoraj pod folię coby się troszkę ogrzała), ogórki ledwo co z ziemi wyszły... Ciekawa jestem, czy to wszystko nadrobi... Sałata za to rośnie wspaniale, podobnie jak marchewka posadzona razem z cebulą (warzywa te wzajemnie zniechęcają do siebie szkodniki- marchew odstrasza śmietkę cebulankę, a cebula połyśnicę marchwiankę- i na prawdę się to sprawdza! )





A na koniec banda łobuziaków wygniatających tacie gorczycę :-)




Pozdrawiam!!!

wtorek, 9 czerwca 2015

Post o wszystkim...

 Witajcie...
Tak u mnie monotematycznie ostatnio: dzieci, zwierzęta albo ogród... Ale co począć, kiedy na tym właśnie moje życie polega :-) Jestem przedstawicielem typowej kury domowej, no... typowej o tyle o ile... Ale jednak kury... Rano szykuję dzieci do przedszkola, potem obrządek, śniadanie dla męża i do roboty- albo w sadzie albo koło domu. I jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze sobie dokładam- albo ogród powiększam (konsekwentnie co roku o nowe rabaty), albo zwierząt mi przybywa (stadko gęsi ostatnio). I tak się jakoś składa, że nawet usiąść na chwilkę i pocieszyć się tym wszystkim nie ma kiedy (dopiero zimą- oglądając fotki :-)) Tak już mam, że nawet zajmując się dziećmi, zajmuję się czymś jeszcze. Naprawdę rzadko po prostu siedzę i się im przyglądam (najczęściej jak zjeżdżają ze zjeżdżalni, bo Antoś jeszcze malutki i strach samego puścić...) A muszę Wam powiedzieć, że ogrodnik mi z niego rośnie! Ma dwa i pół roku a już zna rośliny, odróżnia te ozdobne od chwastów a te ostatnie bez zmiłowania wyrywa! Czasem tylko mamy zdania odmienne co do klasyfikacji danej rośliny ale z reguły nie zdążam wyjaśnić gdyż wręcza mi z dumą wyrwany okaz, a mi szkoda krzyczeć bo by się zraził jeszcze :-)
To tyle tytułem wstępu!
W zeszłym roku zakupiłam sobie kilka róż angielskich (wybór co do odmian miałam ograniczony ze względu na mrozoodporność- sorry taki mamy klimat :-)) W każdym razie te najbardziej wytrzymałe na chłód jakie znalazłam pięknie w tym roku zakwitły. Tylko plaga mszyc nie chce im dać spokoju...


 Irysy powoli przekwitają, ale parzydło leśne jeszcze w pełnej krasie...
 Nowy nabytek- stadko gąsek. W zasadzie to maszyn do robienia g...wna... No po prostu fabryka... Gdybym ja wcześniej wiedziała to pewnie gąsek by nie było... Niby mnie ostrzegali, że ciągle s...ą, ale kto mógł przypuszczać, że aż TAK! Dziobem wpada a dupskiem wypada i tak w kółko... A malutkie jeszcze... co będzie jak dorosną...



 A na koniec jeszcze trochę ogrodu na dokładkę :-)

 Tu gdzie te kępki czosnków ozdobnych, trzy lata temu posadziłam po jednej cebuli. Teraz jest nawet po 8 kwiatów. Myślę, że trzeba będzie towarzystwo porozsadzać w tym roku, bo kwiatów niby coraz więcej ale drobniejsze...
  Wiata już pokryta. Teraz kolej na deskowanie i ułożenie kostki. Potem będę układała drewno- tak dla rozrywki :-)

 W tamtym roku dostałam od mamy kilka malutkich kępek przywrotnika, teraz rozrósł się tak, że zagłusza inne rośliny...

 Nareszcie doczekałam się kwiatów naparstnicy!  Ta niby łatwa w uprawie roślina w ogóle nie chce ze mną współpracować... Podobnie zresztą jak inne dwuletnie- laki na przykład...


 A tu szałwia lekarska, cudnie zakwitła...

Pozdrawiam i do zobaczenia!