sobota, 15 września 2012

Drobne przyjemności, moja jesień i co zrobić z dzieckiem kiedy się nudzi...


 Tak żeby chronologicznie było to od przyjemności zacznę... Pojechałam wczoraj z Olafem oddać samochód do serwisu i korzystając z chwili wolnego czasu weszliśmy do jednego z marketów budowlanych... Wchodzimy, a tam wrzośce przecudnej urody... No i jak ich nie kupić?!?
Kupiłam dwa... Sobie w prezencie... Przecież też mi się coś od życia należy, nie??? :-)



Idąc dalej, po kolei, chciałam Wam pokazać troszkę naszego opuszczonego ogrodu... Albo ZAPUSZCZONEGO, jak kto woli...  W tym roku ze względów oczywistych i widocznych gołym okiem (jak ktoś już te oko swoje na mnie skieruje to wie dlaczego :-)) nasz ogród pozostawia sporo do życzenia. Ale czasem wychodzi mu to na dobre. Przykład- Taka oto sobie kępa rudbekii, a wśród nich chwast pospolity- cykoria podróżnik... Patrzcie jaki to zgrany duet...


Dla mnie wrzesień to już zdecydowanie początek jesieni. A że jesień upodobałam sobie najbardziej pośród pór roku, szukam jej oznak w naszej okolicy. I mimo, że aura smutna, pochmurna i deszczowa- to jednak jakieś oznaki przybycia tejże znalazłam...




I w domu wykorzystać te "oznaki" postanowiliśmy... Wyruszyliśmy z Witem na sobotni spacer, uzbrojeni w koszyk i zabraliśmy się za zbieranie skarbów... Kasztany, jabłka, gruszki, owoce róży i wszystko, co nam tylko w łapki wpadło... Wysypaliśmy na stole w kuchni i daliśmy się ponieść radosnej twórczości... Nawet Tata dołączył do naszej pracy i wykreował stwora jakiegoś, bliżej nieokreślonego... Niestety dołączył już po sesji, więc dzieło jego nie zostało uwiecznione :-)
Ponieważ dziecię moje wybitnie do manualnych nie należy (po tacie chyba :-)) jedyne co mu wychodziło bezbłędnie to masowa produkcja jeży z jabłek, przy masowym zużyciu wykałaczek... Jak widać, gdy dziecko ma wybór, to do zabawy wybierze jednak twory bardziej miękkie (jabłka, gruszki, ogórki itd) , z kasztanami radzi sobie znacznie gorzej... Ale, kto powiedział, że ludziki to tylko z kasztanów???
Polecam wszystkim rodzicom!!! Super zabawa i dla dzieci i dla dorosłych!!!




Troszkę mam teraz więcej czasu na blogowanie, prawie codziennie mam Wam coś do pokazania, albo powiedzenia :-) Witek chodzi do przedszkola, ja się z sadu troszkę zwolniłam, ze względów zdrowotnych, to odpoczywam sobie troszkę.
Coś mi się ostatnio ta ciąża we znaki daje... Zostało mi jeszcze około 3 miesięcy, a brzuch mam tak ogromny, że zaczynam się zastanawiać, czy pani doktor tam jakiegoś bliźniaka nie przeoczyła... Jakiś ucisk mam na płuca chyba, bo powietrza mi brakuje i dyszę jak ryba wyciągnięta z wody (nawet, albo szczególnie, gdy na kanapie poleguję...) W dodatku jakaś zaraza mi się na kręgosłup uwzięła i ledwo się ruszyć mogę! Masakra!!! Ale staram się coś działać mimo wszystko i dziś na przykład udało mi się umówić nasza Józefinę na randkę z przystojnym capem z sąsiedniej wsi. Dumna jestem niesłychanie i już się cieszę na przyszłe maluchy! Nie ma nic radośniejszego niż widok młodych, brykających wiosną zwierzaków, które przyszły na świat pod naszą opieką!!! Dziewczyny, które wybrały podobne życie jak ja, wiedzą jaka to satysfakcja!

Pozdrawiam i do następnego napisania!!!

czwartek, 13 września 2012

Ale mi się dostało... :-)

Obsypałyście mnie ostatnio... wyróżnieniami! Zupełnie nie wiem czym sobie na to zasługuję...ale bardzo mi miło :-) Zawsze uważałam, że pisać to ja NIE umiem, może czasem jakieś fajne zdjęcie uda mi się zrobić, ale wszystkiego razem -nie myślałam, że na tyle, by wyróżnienia dostawać...



Nominowana zostałam do wyróżnienia  Versatile Blogger Award przez Kamę, Tupaję i Monikę dodatkowo Monika nominowała mnie do wyróżnienia So Sweet Blog Award. Jeszcze raz bardzo Wam Dziewczyny dziękuję!!!

Zgodnie z zasadami powinnam teraz napisać coś o sobie... Dawno dawno temu już Wam troszkę o sobie naopowiadałam :-) Teraz przyszedł czas na ciąg dalszy...Hmm... coś czego jeszcze nie wiecie... Sama nie wiem co to miało by być...
  • Nie lubię dzieci. Szok, co??? Tzn swoje uwielbiam i kocham najbardziej na świecie, ale cudze to mnie wkurzają :-)
  • Dla mnie "czarne jest czarne, a białe jest białe"- nie ma szarości- Nie znoszę kompromisów i niedomówień!
  • Kiedy mam jakieś nadplanowe pieniądze i mam sobie coś kupić, to będą to meble, albo coś do domu. Prawie nigdy ubrania, nigdy kosmetyki.
  • Nie znoszę ogrodów zoologicznych! Zabieram czasem Witka do warszawskiego zoo, ale i tak uważam, że to znęcanie się nad zwierzętami!
  • Nie znoszę nałogowców (wg mnie to ludzie słabi i bez charakteru), ale sama jestem uzależniona od czekolady... :-)
  • Ten punkt wynika z poprzedniego... Jak widać jestem niekonsekwentna i nielogiczna :-)
  • Zakupy to dla mnie tortura... zwłaszcza ubraniowe...
To chyba na tyle. Ciekawe czy tym razem szczerość mi popłaci... :-)

Teraz to dopiero mam problem... Nominować 15 blogów... najchętniej nominowałabym wszystkie, które obserwuję... Bo jak wybrać najlepsze??? Przecież nie zaglądałabym do Was gdyby mi się u Was nie podobało... Wybrałam jednak kilka blogów które są dla mnie z jakiś względów szczególne:

Za odwagę i wspaniały styl życia!!!
 http://aqratnie.blogspot.com/
Za miłość do zwierząt i skarbnicę pomysłów jaką jest dla mnie
http://podlipami.blogspot.com/
 http://powr-t.blogspot.com/
http://ja-kama-mama.blogspot.com/
 Za pokrewieństwo dusz i stylu życia :-)
http://wedrowaniemoniki.blogspot.com/
 Za wspaniałe pomysły dekoratorskie
http://katarzynabellingham.blogspot.com/
Kocham ogrody! A Kasia ma zawsze coś ciekawego do pokazania!!!
http://aleja57blog.blogspot.com/
Za PRZEPIĘKNE  fotografie
http://mojaprzystan-ila.blogspot.com/
Od dawna zachwycam się wiankami Ili :-)
http://zapachwspomnien.blogspot.com/
Za przepiękny dom...
http://puchaczwpniu.blogspot.com/
Za miłość do przyrody i piękne zdjęcia
http://bellaiblizniaki.blogspot.com/
I znów... za pokrewieństwo dusz...
http://drobiazgidomowe.blogspot.com/
Za nieskończoną skarbnicę wspaniałych przepisów
http://domnawygnanku.blogspot.com/
Za wspaniały dom i dlatego bo zazdroszczę tego gdzie ten dom...
http://wsepii.blogspot.com/
Za przepiękne obrazy...

Drogie Dziewczyny, jeśli któraś z Was nie wiec co dalej ze swoim wyróżnieniem zrobić- odsyłam po instrukcje tu. To tak z lenistwa :-)

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!!!

poniedziałek, 10 września 2012

Pyszności z przydomowego ogródka :-)


Jak już wiecie, albo nie- ZA GOTOWANIEM NIE PRZEPADAM... czasem jednak mam ochotę ugotować COŚ, co nie tylko dobrze smakuje, ale i dobrze wygląda. Z blogów kulinarnych nie bardzo korzystam, ale kiedy któraś z Was wstawi jakiś fajny przepis- często go wypróbowuję! Dlatego postanowiłam wrzucić dziś kilka moich sprawdzonych, letnich receptur :-)

W tym roku w warzywniku patisonów mam za trzęsienie! Robiłam już patisony marynowane, robiłam placki ziemniaczane z patisonem (rewelacja!!!)ale jeszcze patisonów nie nadziewałam. Jako, że mięsa nie jadamy, farsz jest wegetariański, czyli w tym przypadku grzybowy. Na 8 średnich patisonów potrzebujemy:
Torebkę ugotowanego ryżu, objętościowy odpowiednik podsmażonych grzybów (opieńki, lejkowce, kurki, pieczarki- co kto ma, albo lubi- ważne by były pokrojone w kosteczkę) 2 pokrojone w kosteczkę i podsmażone cebule. Ja dodałam jeszcze kilka podsmażonych papryczek chili. Dodaję je do wszystkich moich potraw bo mam wielki urodzaj na te warzywko :-)
Wszystko mieszamy, przyprawiamy do smaku, można dodać startego żółtego sera. Tak przygotowanym farszem napełniamy uprzednio wydrążone i 2 godziny wcześniej posolone patisony. Układamy w naczyniu żaroodpornym, dolewamy troszkę wody na spód iu zapiekamy w piekarniku przez około 40 minut w temp 160 st.C.

 



Kolejną moją propozycją jest danie śniadaniowe. Bardzo proste. Pomidory faszerowane twarożkiem. Każdy chyba lubi twarożek! Wykonanie jest bardzo proste- robimy swój ulubiony twarożek i napełniamy  nim wydrążone pomidory. Gwarantuję, że znikną w oka mgnieniu!!!
Z pomidorowych wnętrzności robimy np zupę pomidorową lub sos do makaronu :-)



A nasz  "przydomowy" ogród kuchenny, który wcale przy domu nie jest... odwdzięcza się nam pięknie za trud włożony w jego utrzymanie...  Czego my nie przejadamy- z wdzięcznością konsumują nasze kozy! I tak- nic się marnuje :-)




Na zakończenie nasz hicior- pasztet z cukinii. Dostałam przepis od mamy, która dostała go od pierwszej żony mojego taty. I od tamtej pory często gości na naszym stole. Zimą robię go z zamrożonej cukinii, latem ze świeżej- zawsze wychodzi pyszny!

Będą nam potrzebne:
3 małe lub 2 średnie wydrążone cukinie
Marchewka
seler lub 2 pietruszki
 20 dkg sera żółtego
3 jaja
 3 szkl. bułki tartej
 1/2 szkl. oleju lub oliwy
1 cebula
 płaska łyżka soli
 pieprz do smaku

Warzywa i ser ścieramy na grubej tarce jarzynowej. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy w dużej misce. Z przepisu wychodzą dwie średnie blaszki pasztetu. Należy wyłożyć je papierem do pieczenia, włożyć do nich  naszą pasztetową masę, wygładzić ręką z wierzchu i piec 70 minut w 180 st.C
Naprawdę polecam!!! Nie tylko bezmięsnym istotom, ale i mięsożercom również :-)



 A tak już na prawdę na zakończenie moje ukochane słoneczniki :-) Straszne z nich brudasy (z powodu mega ilości żółciutkiego pyłku pokrywającego wszystko co znajdzie się pod nimi :-)) ale i tak to moi ulubieńcy!

  Słoneczne pozdrowienia dla wszystkich! Kożystajcie z pięknej pogody, bo na prawdę jest cudnie!!!
Buziole!!!

czwartek, 6 września 2012

Tutek poduszkowy


 Na życzenie jednej z Was wstawiam instrukcję krok po kroku wykonania poduchowych kwadratów :-)
Mam nadzieję, że będzie to dla Was zrozumiałe :-) Zaczynamy :-)

Okrążenie pierwsze:
Robimy łańcuszek z 8 oczek, łączymy oczko ostatnie z pierwszym i powstaje nam pętelka.
Okrążenie drugie:
Robimy kolejne 2 oczka łańcuszka (zamiast pierwszego słupka), 3 słupki, 3 oczka łańcuszka, 4 słupki, 3 oczka łańcuszka, 4 słupki, 3 o. ł., 4 sł. i teraz 1 oczko łańcuszka i słupek wkłuwamy w ostanie oczko łańcuszka naszego pierwszego niby słupka.(To tu gdzie jest szydełko)




 Kolejne okrążenie:
Oczko łańcuszka ze słupkiem łączymy innym kolorem. Robimy jeszcze 2 o ł i w tym momencie wiążemy dwa końce kolorowej włóczki. Po związaniu końców robimy 3 sł, 2 o.ł., 4 sł, 3 o.ł., 4 sł., 2 o.ł., 4 sł., 3 o. ł., 4 sł., 2 o. ł., 4 sł, ,3 o. ł., 4 sł., 2 o. ł., 4 sł., 1 o.ł i 1 słupek wkłuty w niby słupek z łańcuszka.
 Upraszczając: na narożnikach kwadratu robimy 3 oczka łańcuszka, na jego bokach po 2 o.ł.



Myślę, że dokładne prześledzenie zdjęć wszystko Wam wyjaśni, podczas gdy moje nieudolne próby wyjaśniania opisowego wręcz przeciwnie... Robimy tyle okrążeń- jak duży chcemy mieć kwadrat.
Chowanie końcówek włoczki- jak na zdjęciu, potem je ucinamy. (Widoczna lewa strona- tzn od spodu )
 

Łączenie kwadratów: Wybieramy kolor jakim będziemy łączyć kwadraty. Pierwszy kwadrat "obrabiamy" dookoła tym kolorem. Przykładamy kwadrat drugi (foto) i z prawego dolnego narożnika pierwszego kwadratu wychodzimy słupkiem i wkłuwamy się w prawy górny narożnik kwadratu drugiego.

Robimy kolejne 3 słupki i jednym oczkiem zamykającym (tak to się chyba nazywa) wkłuwamy się w łańcuszek kwadratu pierwszego. Wszystko widać lepiej na zdjęciu :-) I tak zszywamy nasze dwa pierwsze kwadraty jednym bokiem. Pozostałe boki kwadratu drugiego obrabiamy dookoła.






Dwa zszyte kwadraty.
Mam nadzieję, że będzie to dla Was przydatne. Może brzmi to wszystko bardzo skomplikowanie, ale tak na prawdę jest bardzo proste! Przeglądając blogi można często trafić na bardziej profesjonale tutoriale. Ja, swego czasu skorzystałam ze wskazówek Elisse z blogu Utkane z marzeń. Elisse zamieściła bardzo dokładne instrukcje ale szczerze mówiąc nie chce mi się teraz ich szukać...
No dobra Dziewczyny- to do dzieła! Szydełka w dłoń i do roboty!!! :-)

środa, 5 września 2012

Pierwsze poduchy i przedszkolne rozterki


Dziś tak na szybko pokażę Wam moje pierwsze poduchy.  Jedna szydełkowa z kwadratów o wymiarach 50x50 cm. Jest dwustronna, robiłam ją około 2 tygodni. Druga też z kwadratów tyle że szyta ze ścinków materiału. Zdecydowanie bardziej pasuje mi szydełko, mimo że jest dużo bardziej czaso- i pracochłonne :-) Do maszyny nie mam jednak tyle cierpliwości... Cóż, na pewno powstaną następne :-) Na razie jednak w ramach odskoczni robię dla Witka szalik na zimę :-)

Dziś mieliśmy przedszkolny kryzys... Wcześniej Witek, o ile płakał przy rozstaniu, to był zdecydowany iść do przedszkola, ale trzeciego dnia kategorycznie odmówił, powiedział, że dzieci mogą przyjść do niego a on nie pójdzie i basta! Poszedł... i został na siłę... mam nadzieję, że to tylko przejściowe... Wczoraj był zachwycony, opowiadał o nowych kolegach i koleżankach i dopiero wieczorem coś mu się odmieniło...
Nie jestem jakąś szaloną, nadopiekuńczą matką, ale nawet sobie nie wyobrażacie jakie to dla mnie trudne... Najbardziej boję się tego, że zrazi się dzieciak i w ogóle nie będzie chciał chodzić. Może lepiej zostawić go w domu tego dnia gdy kategorycznie nie chce iść??? Nie wiem... zobaczę co będzie jak wróci.
W tym miejscu pozdrawiam wszystkie przedszkolne i szklone mamy!!! Trzymajcie się Dziewczyny!!! Wiem, że i Wam nie jest łatwo.
Ja radzę sobie z nerwami tak, że ciągle muszę coś robić... Dziś mam w planie lepienie pierogów. Będą z grzybami (lejkowcami), ruskie i z jagodami. Dużo ich mam w planie... Potem je mrozimy i są jak znalazł na szybki obiadek w czasie zbiorów, kiedy to na gotowanie czasu za bardzo nie ma. A Wy jak radzicie sobie ze stresem i nagłym nadmiarem wolnego czasu ? :-)




Buziaki!!!

wtorek, 4 września 2012

Dlaczego wieś?


Witajcie!
Dostałam ostatnio kilka maili z zapytaniem jak to jest przenieść się na wieś, czy warto... Nie wiem czy już o tym pisałam, ale w moim przypadku była to decyzja całkowicie spontaniczna i nieprzemyślana! Przemyślenia i ewentualne wątpliwości pojawiły się później... A było to tak :-) : Skończyłam studia. Mieszkaliśmy w Warszawie i chyba planowaliśmy tam zostać...  Mniej więcej w tym czasie brat Olafa zrezygnował z prowadzenia rodzinnego gospodarstwa, a my "wskoczyliśmy" na jego miejsce. Jak już napisałam, wątpliwości pojawiły się później...

 

Czy żałuję? Czasami tak. Ale z drugiej strony nie wyobrażam już sobie mieszkać w mieście. Ani tym bardziej wychowywać tam dzieci. Praca od świtu do nocy w korporacji, opiekunki do dzieci, blokowiskowe place zabaw- no, koszmar po prostu!!! A tu- świeże powietrze, zabawa na dworze cały dzień, praca też od świtu do nocy- może nawet czasem cięższa niż w mieście- ale tu się tego tak nie odczuwa. Zawsze jest czas na ugotowanie obiadu, zabawę z dzieckiem i chwilę relaksu na powietrzu. Rozterki człowiek ma podobne- niezależnie od tego gdzie mieszka. W mieście być może są lepsze szkoły i większa dostępność do zajęć poza lekcyjnych, ale z drugiej strony gdzie dzieciak bardziej się wyszaleje jak nie na wsi :-) Do kina też można wyskoczyć w każdej chwili- 30 km drogą krajową mija czasem szybciej niż 5 km w korku w dużym mieście :-)

 
Nikogo nie będę namawiała do zamieszkania na wsi, ale też i nie będę odradzała. Każdy jest w innej sytuacji i inne ma priorytety! Niektórzy do życia potrzebują tłumu- ja wręcz przeciwnie. Olaf nawet mówi, że ja nie lubię ludzi :-) Nie do końca jest to prawdą, prawdą jest natomiast to, że ludzie nie są mi do szczęścia niezbędni :-) Jak widać na przykładzie naszego sąsiada- czasem lepiej nie mieć z nimi za bardzo do czynienia :-) (tak na marginesie, to na niektórych zdjęciach widać fragmenty muru którym podzielił nasz ogród)
Plusem niekwestionowanym życia na wsi jest dla mnie obcowanie z przyrodą i ze zwierzętami! Mieszkając w mieście też zawsze plątał się koło mnie jakiś czworonożny przyjaciel, ale to nie to samo. Zwierzętom też lepiej mieszka się na wsi!!!
Minusem, natomiast są na pewno myszy... Dla kogoś kto "kocha wszystkie zwierzęta" nastawianie pułapek i mordowanie myszy to wciąż ciężki temat. A jest tych myszy od groma!!! I tylko Bazyl jest przeszczęśliwy bo dostaje "gotowce" prosto z pułapki i nie musi się wysilać :-)
Pamiętam jak popłakałam się nad moją pierwszą "upolowaną" myszą...





Jedna uwaga dla tych którzy zastanawiają się nad przeprowadzką na wieś. Pamiętajcie, że o ile w mieście można żyć anonimowo- na wsi Wam się to nie uda. Tu każdy każdego zna i chce wszystko wiedzieć. Nic się nie ukryje. I to czasem na jakiś dziwnych dla mnie zasadach... np. każdy wie kto bije żonę, ale nikt nie zareaguje, bo panuje na wsi jakaś źle pojęta solidarność- niestety nie z poszkodowaną, a z oprawcą.

 
 

I jeszcze chciałam  kilka słów o moim wspaniałym synku ...  Jak wiecie pierwszy dzień przedszkola za nami! Niestety nie obyło się bez łez... Piszę o tym, bo nierozerwalnie wiąże się to z miejscem w którym przyszło nam żyć. Witek wychowywany jest na odludziu i ma baaardzo ograniczony kontakt z innymi ludźmi, w tym z dziećmi. Dlatego postanowiliśmy, że koniecznie musi pójść do przedszkola! I mimo, że byliśmy tam przed wakacjami żeby się oswoił, że przez całe wakacje opowiadałam mu jak to wspaniale będzie w przedszkolu, że dzieci, zabawy i w ogóle super... to moment rozstania był na prawdę ciężki! Niestety i ja też się popłakałam... Wyszłam pierwsza (żeby Witek nie widział jak to przeżywam :-))i zostawiłam Chłopaków, potem wyszedł Olaf. Podobno na początku panie miały z Witkiem problem..., ale jak po niego przyjechaliśmy po obiedzie to zdziwił się, że to już i zapowiedział, że jutro też przyjdzie!!! Dziś już było znacznie lepiej (przynajmniej dla mnie ). Znowu moment rozstania był trudny ale już wiem, że mu się tam podoba i w końcu się przyzwyczai! Bałam się tego bardzo... ale się cieszę!
 

Pozdrawiam Was wszystkich!!! Witam nowych odwiedzających! Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć na Wasze maile... Mam teraz co prawda chwilkę wytchnienia kiedy Witak jest w przedszkolu, ale w czwartek zaczynamy zbiory!!! A co za tym idzie dodatkowe obowiązki dla mnie!  Szczerz mówiąc bardzo lubię ten czas. Cały rok człowiek dogląda tych sadów, żeby teraz zebrać owoce swojej pracy! No, może mojej pracy ostatnimi czasy za dużo to tu nie było, ale zbiory lubię i tak!!!
Buziaki!!!