czwartek, 15 listopada 2018

Nasza jesień...

Jesień...


 Pogoda nas jesiennie rozpieszczała w tym roku :-) Prawdziwa Złota Polska Jesień - jak z obrazka :-)
Dziś małe podsumowanie minionego miesiąca. Bardzo był pracowity i zleciał nadzwyczaj szybko niestety...
Przez cały wrzesień i październik zbieraliśmy jabłka. Bardzo lubię ten czas :-)


 Po zakończeniu zbiorów tradycyjna mała imprezka- piwko i kiełbaski z ogniska.



 Z takim Minionkiem grabienie liści poszło nam bardzo sprawnie :-) Nie palimy liści z orzechów włoskich- tylko co roku je kompostujemy -z doskonałym skutkiem. Na podstawie własnych, wieloletnich doświadczeń obalam mit, że te liście(orzechowe) do niczego się nie nadają! Nadają się wyśmienicie, zajmuje im to tylko nieco więcej czasu niż liściom pozostałym. Po roku jednak są już na tyle dokładnie rozłożone, że można ich używać w ogrodzie do np. ściółkowania rabat.


  Palimy natomiast liście spod kasztanowców (z wiadomych przyczyn...) Generalnie staramy się palić jak najmniej resztek ogrodowych. Wszystko co się da wędruje na kompostownik (który dosłownie pęka już w szwach wywołując na mojej twarzy bardzo zadowolony uśmiech :-))


  W tak zwanym międzyczasie (czasie pomiędzy zrywaniem jabłek, ogarnianiem dzieci, zwierząt, domu, gotowania, prania i innych ...) powstał suchy murek z kamieni polnych. Powstała w ten sposób rabata wypełniona została w całości ziemią liściową (min. z orzechów włoskich). Posadziłam na niej bluszcz pospolity i przebiśniegi. Bluszcz szybko powinien porosnąć nie tylko powierzchnię ziemi, ale zależy mi też na tym by wspiął się po jesionie, który przez większość roku pozostaje w stanie bezlistnym. Bluszcz doda mu w tym czasie nieco blasku :-)



  W ogrodzie warzywnym pomalutku szykujemy się do zimy. Ostatnie zioła zostały ścięte i zamrożone, podobnie ostre papryczki. Warzywa korzeniowe wykopane i zjedzone (nie przechowujemy ich na zimę- zjadamy na bieżąco. Posadziliśmy czosnek i pozbieraliśmy nasiona na przyszły sezon. Wciąż mamy świeżutkie listki sałaty i buraka liściowego, również rzodkiewki! Część rabat wzniesionych porządnie zaprawiona kompostem czeka już na wiosenne zasiewy :-)



Przypadkiem zamieszkała z nami mała kotka- znajda. Po ciężkich początkach nauki korzystania z kuwety (jak ktoś ma miękkie serce to musi sprzątać kocie kupy...) Kiki-mara alias Barakuda została zresocjalizowana i przestała traktować dom jak wielką kuwetę :-)


Znaleźliśmy tez czas na spacery po lesie (ale to już raczej w listopadzie)




I na późnojesienne grzybobranie.



 Na święto zmarłych przyjechała do nas moja mama z moją siostrą i jej synkiem Piotrkiem. Chłopcy wpadli w szał grzybo-zbierania.

A z zebranych grzybów powstały min. smakowite paszteciki z czarnuszką.


Urządziliśmy też sobie taki nasz mały prywatny Halloween. Dzieciaki same się poprzebierały i umalowały. Przy drążeniu dyń, ze względów bezpieczeństwa, troszkę im pomogliśmy :-)











Były też ostatnie listopadowe bukiety z polnych kwiatów :-)


Zwierzęta też przygotowują się do zimy... Wyraźnie robią zapasy tłuszczyku na mroźne dni :-)




czwartek, 13 września 2018

Wrzesień w sadzie

 


Zaczęliśmy zbiory pełną parą. 
Pogoda dopisuje, jabłka w tym sezonie piękna, aż chce się rwać :-) 






Gruszki porosły wręcz rekordowe :-) 
 W tym sezonie musiałam opanować jazdę kolejnym ciągnikiem. W naszym parku maszyn pojawił się Ursus 60. W porównaniu z pozostałymi naszymi traktorami sadowniczymi jest dość duży.
Ale jak już się umie jeździć jednym ciągnikiem to wszystkimi się pojedzie :-)


A w naszym sadzie można spotkać takie stworki:


Modliszka to bardzo ciekawy i bardzo rzadko spotykany w Polsce owad. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze jako  gatunek bardzo wysokiego ryzyka i jest objęty ścisłą ochroną gatunkową..
Podczas kopulacji samica odgryza samczykowi głowę i go zjada, samiec, nawet bezgłowy-
 nie przerywa kopulacji :-) 


 W naszym sadzie można je zaobserwować na leżących na ziemi nadgniłych jabłkach. Polują tam na inne owady pożywiające się owocami.

Pozostając w temacie zwierząt... Józefina wciąż troskliwie zajmuje się małym koziołkiem, który wciąż nie ma imienia ;-) 


A kaczki urządziły sobie gniazdo w paśniku...

Lucy wreszcie się wycieliła. Niestety młode nie przeżyły... Szkoda nam było bardzo... Pechowa ta nasza młoda koza. Później dostała zapalenia wymienia, ale już jest dobrze.



A na koniec taki widok z sadu na nasz zarośnięty rzęsą staw :-)
Pozdrawiam!




poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Chmielowe wianki

 Dziś ze spaceru przyniosłam chmielowe szyszki. Powstały kolejne 3 wianki. Dwa tradycyjnie zawisły w zagrodzie, trzeci na drewutni. Fajna zabawa z tymi wiankami- bardzo relaksuje :-)


Wianki w zagrodzie niezmiennie wywołują niemałe zainteresowanie wśród naszych kózek :)


A mały koziołek zauroczył już wszystkich domowników :-)
Józefina go nawet zaadoptowała :-) Są nierozłączni!







Zdjęć dużo, bo jak zwykle mam problem z wyborem najlepszych...
Pa!