czwartek, 13 września 2018

Wrzesień w sadzie

 


Zaczęliśmy zbiory pełną parą. 
Pogoda dopisuje, jabłka w tym sezonie piękna, aż chce się rwać :-) 






Gruszki porosły wręcz rekordowe :-) 
 W tym sezonie musiałam opanować jazdę kolejnym ciągnikiem. W naszym parku maszyn pojawił się Ursus 60. W porównaniu z pozostałymi naszymi traktorami sadowniczymi jest dość duży.
Ale jak już się umie jeździć jednym ciągnikiem to wszystkimi się pojedzie :-)


A w naszym sadzie można spotkać takie stworki:


Modliszka to bardzo ciekawy i bardzo rzadko spotykany w Polsce owad. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze jako  gatunek bardzo wysokiego ryzyka i jest objęty ścisłą ochroną gatunkową..
Podczas kopulacji samica odgryza samczykowi głowę i go zjada, samiec, nawet bezgłowy-
 nie przerywa kopulacji :-) 


 W naszym sadzie można je zaobserwować na leżących na ziemi nadgniłych jabłkach. Polują tam na inne owady pożywiające się owocami.

Pozostając w temacie zwierząt... Józefina wciąż troskliwie zajmuje się małym koziołkiem, który wciąż nie ma imienia ;-) 


A kaczki urządziły sobie gniazdo w paśniku...

Lucy wreszcie się wycieliła. Niestety młode nie przeżyły... Szkoda nam było bardzo... Pechowa ta nasza młoda koza. Później dostała zapalenia wymienia, ale już jest dobrze.



A na koniec taki widok z sadu na nasz zarośnięty rzęsą staw :-)
Pozdrawiam!




poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Chmielowe wianki

 Dziś ze spaceru przyniosłam chmielowe szyszki. Powstały kolejne 3 wianki. Dwa tradycyjnie zawisły w zagrodzie, trzeci na drewutni. Fajna zabawa z tymi wiankami- bardzo relaksuje :-)


Wianki w zagrodzie niezmiennie wywołują niemałe zainteresowanie wśród naszych kózek :)


A mały koziołek zauroczył już wszystkich domowników :-)
Józefina go nawet zaadoptowała :-) Są nierozłączni!







Zdjęć dużo, bo jak zwykle mam problem z wyborem najlepszych...
Pa!

niedziela, 26 sierpnia 2018

Ziołowy Zakątek w Korycinie

 Witajcie!
Dziś zapraszam Was na spacer po ogrodach w Korycinie. Ziołowy Zakątek  to wspaniałe miejsce i na pewno godne polecenia!


Od rano zanosiło się na deszcz, lecz mimo to pojechaliśmy. Pogoda była dość marna (12 st.C!!!), ale i tak uważam, że warto było. Porządny deszcz złapał nas dopiero w drodze powrotnej, a te mżawki w międzyczasie, cóż...trudno...
Po dojechaniu na miejsce przywitał nas widok stadka gęsi swobodnie pasącego się nad sadzawką- uwielbiam gęsi i wiejskie- sielskie widoczki więc od razu mi się spodobało!

Na terenie ogrodu botanicznego jest też sporo ciekawostek dla miłośników dawnej architektury wiejskiej. W sumie to można by powiedzieć, że to taki skansen gdzie można nawet poobserwować "garncarkę" przy pracy :-)


Urzekły mnie bardzo te altanki z leszczyny o zielonych dachach. Już zaczynam myśleć gdzie w Niemojkach taką postawić. Bo konstrukcja nie wydaje się być skomplikowana. A efekt super!



Wszędzie ławeczki i ciekawe zakątki.
 Teraz może wszystko mocno wymęczone tegoroczną aurą, ale i tak urokliwe.



  Ogród ziołowy. 
Dzieciom bardzo spodobały się drewniane plastry do skakania :-) Kolejny fajny i prosty pomysł do wykorzystania.


I całe łany kwiatów jednorocznych- cudne!







Olgierd pod "choinką" ;-)
Takie "zioła" też można tu popodziwiać :-)

Domek ogrodnika na zapleczu ogrodowym. Takie zaplecza przyciągają mnie jak magnes...


Widok z góry na ogród ziołowy i część rekreacyjną.





I jeszcze trochę zdjęć jesiennych rabat:






I znów: gęsi, kury, kaczki, kozy, owce a nawet świnki :-)



  
Młode kózki i jagniątka biegały beztrosko wśród gości zupełnie nie zestresowane, wzbudzając zachwyt wśród tych najmłodszych :-)





Przypadkiem trafiliśmy też na pokazy jazdy konnej. Przypomniały mi się czasy kiedy sama  jeździłam konno... Może jeszcze do tego wrócę...




Być może właśnie ze względu na niezbyt zachęcającą pogodę w Ziołowym Zakątku nie było dziś wielu gości. Nie wiem jak jest na co dzień, ale mi osobiście nie przeszkadzał brak tłumów. 
Miejsce jest na prawdę fajne- można wynająć tu pokój w hotelu, można smacznie zjeść w Karczmie.Jest super plac zabaw dla dzieci i sala zabaw na sianie. Super!

Do domu wróciliśmy z butelką miejscowego wina z Winnicy Korol z Mielnika nad Bugiem. Szczerze mówiąc - nie spodziewałam się, że jest u nas możliwe zrobienie tak dobrego wina. Winnicę w Mielniku można zwiedzać i mam na to ogromną ochotę tym bardziej, że zwiedzanie połączone jest z degustacją :-)

Przywieźliśmy też kilka ceramicznych cudeniek zrobionych na miejscu w skansenie ( można się zapisać na warsztaty!- szkoda, że to jednak dość daleko, bo nie ukrywam, że czuję ciągotki w tym kierunku:-))
Ne wspomnę już o całej torbie wszelakich ziół i przypraw które również przywieźliśmy z Korycin :-)


Pozdrawiam!!!