Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kilka słów o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kilka słów o mnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2012

Roboty ziemne...


 Nie było mnie... Ale to nie znaczy, że coś się stało, że wcześniej urodziłam, czy, że nic mi się nie chce dlatego nie piszę... Już raczej to, że roboty mam tyle, że nie nadążam... A wszystko przez mającego urodzić się na początku grudnia Antosia!  Tak! Właśnie dlatego! Dla mnie narodziny drugiego dziecka to całkowite wyłączenie się z pewnych zajęć na czas pewien... A zajęcia te same się nie wykonają. Dlatego założyłam sobie plan minimum, który muszę wykonać przed porodem!!!  W skład planu wchodziły między innymi:
  • prace porządkowe w ogrodzie (zakończone!)
  • Poczynienie pewnych przygotowań do Świąt- jak wiadomo, z noworodkiem to sobie można... posiedzieć :-) 
  • I tak : mam upieczone już pierniki, uszyte nowe świąteczne poduchy (jeszcze nie wszystkie...), zrobione ozdoby na choinkę (częściowo... pokażę innym razem :-), poczynione zakupy świąteczne w ikei- zasłony, świece, dodatki...)
  • W międzyczasie przygotowuję kącik dziecinny dla Antosia w naszej sypialni
  • Że nie wspomnę o codziennych obowiązkach jak pranie, sprzątanie i gotowanie...
 Ostatni na liście, ale nie najmniej ważny był projekt naszego "nowego ogrodu". Po pierwsze chciałam przesłonić nasz przecudnej urody kawał betonu zagradzający nam przejście do dalszej części działki.  Wymyśliłam sobie rabatę bylinową w stylu angielskim, z pnącymi różami, hortensjami i t d. W tym celu zagoniłam do roboty trzech panów, którzy po pierwsze zdemontowali mojemu nieszczęsnemu dziecku piaskownicę... (to ten łysy plac na trawniku...) Następnie zdjęli darń z przyszłej rabaty, wykopali rowki pod obrzeża z podkładów kolejowych. Wypełnili rowki żwirem (przedłuża to żywotność drewnianego obrzeża, bo piach odprowadza nadmiar wilgoci i podkład nie leży w wodzie) i ułożyli podkłady. Potem przekopali moją rabatkę i tu do akcji wkroczyłam ja! Jako że większość moich "domowych" projektów to projekty baardzo nisko nakładowe- wykorzystuję rośliny, które gdzieś tam na rabatach same się porozmnażały :-) Latam więc sobie z taczką to tu, to tam i przesadzam :-) Na wiosnę dosadzę róże, kilka krzewów, kupionych bylin, posieję rośliny jednoroczne i ... coś tam powstanie :-)... W miejscu gdzie na rabacie pozostał trawnik, powstanie żwirowy placyk z ławką, a po bokach posadzę dwie kuliste ałycze na pniu.  Albo zrobię jakiś łuk z pnączy nad ławką... Jeszcze się nie zdecydowałam :-)



 Spieszyłam się z tą rabatą okropnie, bo na wiosnę mam plany bardziej dalekosiężne... To, co widzicie na poniższym zdjęciu jeszcze kilka dni temu było starym sadem... Teraz jest tu miejsce na mój przyszły ogród warzywny!!! Zaznaczony brązowymi liniami. Będą tu rustykalne płotki, podniesione rabaty, drzewka owocowe formowane przy rusztowaniach, jagodnik, ogródek ziołowy... Może nie widać tego na zdjęciu ale powierzchnię to on będzie miał nie małą...
 I to jest mój plan na wiosnę!!!  Reszta placu zostanie na razie obsiana trawą, ponieważ...

Mamy nadzieję, że na wiosnę ruszymy z budową i wyrośnie nam tu taki piękny wiejski domek!!! Pewnie nie będzie identyczny, bo jak na razie nie znaleźliśmy projektu który w pełni by nas satysfakcjonował... ale będzie to coś w tym stylu... Dom w starym stylu, można jeszcze zobaczyć takie na Podlasiu- z drewnianym gankiem i podmurówką z prawdziwego kamienia... Się rozmarzyłam... :-)

Jak widzicie, dni są dla mnie za krótkie, a grudzień zbliża się wielkimi krokami... Termin mam na 10 grudnia, ale jak to z drugim dzieckiem bywa- pewnie będzie prędzej...  Trzymajcie za mnie kciuki, bo uszka jeszcze do barszczu muszę polepić i pokończyć co zaczęłam :-)

Pozdrawiam Was serdecznie!!! Dziękuję, że do mnie zaglądacie, witam nowych gości, a w następnym poście to chyba będzie już bardziej świątecznie, bo przecież muszę się pochwalić co już nawyczyniałam :-)

Buziaki!!!


sobota, 6 października 2012

Astry- królowie jesieni i moje "pozyskiwanie"...


Po prostu je uwielbiam!!!  Są to jedne z ostatnich kwiatów w naszych ogrodach. Kwitną do pierwszych mrozów, wyglądają przepięknie pokryte szronem, na tle żółknących liści innych roślin...
Mam ich w ogrodzie sporą kolekcję :-) biorąc pod uwagę, że nie kupiłam ani jednego egzemplarza :-) ( Ich niewątpliwą zaletą jest bardzo łatwe rozmnażanie- wystarczy delikatnie wyrwać z ziemi gałązkę, tak aby zachował się choć jeden korzonek, przyciąć ją i wsadzić do ziemi- na wiosnę na pewno nam wyrośnie dorodny asterek :-)) Wszystkie moje okazy pochodzą z takiego właśnie źródła :-)  Każdy kto mnie zna, wie, że straszny ze mnie włóczykij, pociągają mnie miejscowe ruderki, opuszczone ogrody (w których zawsze znajdę coś dla siebie...) a moim nieodłącznym atrybutem jest sekator i łopatka :-)
Niektórzy członkowie rodziny mają mi to za złe, wstydząc się za mnie, zupełnie nie wiem dlaczego ;-) Jednak najmłodszy- Witek odziedziczył chyba po mnie pociąg do eksploracji i czasem muszę powstrzymywać jego zapędy, bo ma skubaniec ochotę łazić ze mną po opuszczonych domostwach, a nie jest to najlepsze miejsce dla 3-latka... Do czego zmierzam... Sama nie wiem... Chyba chciałam Wam zdradzić sposób na "pozyskiwanie" roślin do ogrodu przy do minimum ograniczonym wkładzie finansowym... Z każdego spaceru można coś przytachać. Nie będzie przesadą gdy Wam napiszę, że większość naszych roślin pochodzi właśnie z takich źródeł.
 Pamiętam jak kilka lat temu, w Warszawie zlikwidowano ogródki działkowe na Kole pod budowę przyszłej autostrady... I pamiętam jak razem z moją mamą jeździłyśmy tramwajem uzbrojone w szpadle "pozyskiwać" opuszczone roślinne skarby... Nie lada był to widok dla innych podróżnych :-) Od razu chciałam Wam powiedzieć, że bynajmniej nie uważam tego za kradzież, czy coś niemoralnego! Raczej za próbę ratunku... utwierdziłam się w tym przekonaniu po jakimś czasie gdy ogródków już nie było tylko buldożery i inne ciężkie sprzęty budowlane...a po roślinach ani śladu... Żałowałam wtedy, że nie zabrałam więcej...
To była wczesna wiosna... Wszystkie moje paprocie pochodzą stamtąd, i ogrom roślin cebulowych- jak szafirki, scille, krokusy i przebiśniegi... Warto było :-)
Astry zbierałam to tu, to tam. Przynosiłam po niewielkiej sadzonce, a one pięknie mi się rozrastały.

Od kilku lat znam miejscówkę gdzie można "pozyskać" lilie złotogłowy (uspokajam- nie z naturalnego siedliska!). Gdy je znalazłam w pobliżu pewnego domostwa, po którym zostały tylko fundamenty- nie miałam ze sobą łopatki... Ale to nic, pamiętam dokładnie gdzie to było i kiedyś na pewno trafią do mojego ogrodu :-)
Ciekawa jestem jak mnie dziś skomentujecie :-) Powiem wam, że do roślin własnoręcznie zdobytych człowiek ma potem zupełnie inny stosunek! Ja pamiętam każdą jedną okoliczność, w której stałam się posiadaczką konkretnej rośliny! Najfajniej wspominam praktyki na byliniarni  SGGW skąd prawie codziennie wracałam autobusem do domu (mieszkałam wtedy w Warszawie) z reklamówką po brzegi wypełnioną sadzonkami :-) To były czasy...


Nie trzeba mieć wcale góry pieniędzy żeby mieć fajny i ciekawy ogród! Poza zbieractwem sama dużo roślin rozmnażam, wysiewam, wymieniam się sadzonkami i dzięki temu nie muszę ich kupować! Często "podkradam" innym nasionka "zza parkana" :-) I mam potem radochę jak mi coś z nich wyrośnie :-)
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, bo jeszcze coś za dużo wygadam i przestaniecie do mnie zaglądać ;-)
Pa, pa całusy sto dwa!!!



czwartek, 13 września 2012

Ale mi się dostało... :-)

Obsypałyście mnie ostatnio... wyróżnieniami! Zupełnie nie wiem czym sobie na to zasługuję...ale bardzo mi miło :-) Zawsze uważałam, że pisać to ja NIE umiem, może czasem jakieś fajne zdjęcie uda mi się zrobić, ale wszystkiego razem -nie myślałam, że na tyle, by wyróżnienia dostawać...



Nominowana zostałam do wyróżnienia  Versatile Blogger Award przez Kamę, Tupaję i Monikę dodatkowo Monika nominowała mnie do wyróżnienia So Sweet Blog Award. Jeszcze raz bardzo Wam Dziewczyny dziękuję!!!

Zgodnie z zasadami powinnam teraz napisać coś o sobie... Dawno dawno temu już Wam troszkę o sobie naopowiadałam :-) Teraz przyszedł czas na ciąg dalszy...Hmm... coś czego jeszcze nie wiecie... Sama nie wiem co to miało by być...
  • Nie lubię dzieci. Szok, co??? Tzn swoje uwielbiam i kocham najbardziej na świecie, ale cudze to mnie wkurzają :-)
  • Dla mnie "czarne jest czarne, a białe jest białe"- nie ma szarości- Nie znoszę kompromisów i niedomówień!
  • Kiedy mam jakieś nadplanowe pieniądze i mam sobie coś kupić, to będą to meble, albo coś do domu. Prawie nigdy ubrania, nigdy kosmetyki.
  • Nie znoszę ogrodów zoologicznych! Zabieram czasem Witka do warszawskiego zoo, ale i tak uważam, że to znęcanie się nad zwierzętami!
  • Nie znoszę nałogowców (wg mnie to ludzie słabi i bez charakteru), ale sama jestem uzależniona od czekolady... :-)
  • Ten punkt wynika z poprzedniego... Jak widać jestem niekonsekwentna i nielogiczna :-)
  • Zakupy to dla mnie tortura... zwłaszcza ubraniowe...
To chyba na tyle. Ciekawe czy tym razem szczerość mi popłaci... :-)

Teraz to dopiero mam problem... Nominować 15 blogów... najchętniej nominowałabym wszystkie, które obserwuję... Bo jak wybrać najlepsze??? Przecież nie zaglądałabym do Was gdyby mi się u Was nie podobało... Wybrałam jednak kilka blogów które są dla mnie z jakiś względów szczególne:

Za odwagę i wspaniały styl życia!!!
 http://aqratnie.blogspot.com/
Za miłość do zwierząt i skarbnicę pomysłów jaką jest dla mnie
http://podlipami.blogspot.com/
 http://powr-t.blogspot.com/
http://ja-kama-mama.blogspot.com/
 Za pokrewieństwo dusz i stylu życia :-)
http://wedrowaniemoniki.blogspot.com/
 Za wspaniałe pomysły dekoratorskie
http://katarzynabellingham.blogspot.com/
Kocham ogrody! A Kasia ma zawsze coś ciekawego do pokazania!!!
http://aleja57blog.blogspot.com/
Za PRZEPIĘKNE  fotografie
http://mojaprzystan-ila.blogspot.com/
Od dawna zachwycam się wiankami Ili :-)
http://zapachwspomnien.blogspot.com/
Za przepiękny dom...
http://puchaczwpniu.blogspot.com/
Za miłość do przyrody i piękne zdjęcia
http://bellaiblizniaki.blogspot.com/
I znów... za pokrewieństwo dusz...
http://drobiazgidomowe.blogspot.com/
Za nieskończoną skarbnicę wspaniałych przepisów
http://domnawygnanku.blogspot.com/
Za wspaniały dom i dlatego bo zazdroszczę tego gdzie ten dom...
http://wsepii.blogspot.com/
Za przepiękne obrazy...

Drogie Dziewczyny, jeśli któraś z Was nie wiec co dalej ze swoim wyróżnieniem zrobić- odsyłam po instrukcje tu. To tak z lenistwa :-)

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!!!

wtorek, 21 sierpnia 2012

Skąd ta przerwa???

Witajcie!
Długo się zastanawiałam, czy napisać, czy nie... Kilka razy już siadałam do komputera z zamiarem napisania kilku słów, ale jakoś mi nie szło...
Wielu z Was wydaje się pewnie, że wiedziemy tu na wsi cudowne życie... I pod wieloma względami zapewne tak jest- świeże powietrze, obcowanie z przyrodą, spokój- chociaż z tym spokojem to już różnie... Prawda wygląda jednak nie tak różowo. Szczerze mówiąc to mój najgorszy rok w Niemojkach odkąd tu zamieszkałam... I stąd moje rozterki- pisać, czy nie pisać. Nie chciałabym nikogo zamęczać naszymi problemami, a z drugiej strony pisanie dalej w tak lekkim tonie o tylko tej przyjemnej stronie naszego życia jakoś mi nie pasuje... Dlatego chyba wspomnę tylko o naszych problemach-
 Pamiętacie naszego sąsiada od wycinki starych drzew???  Od dwóch lat knuje przeciwko nam- i to skutecznie... Wyciął kolejne wiekowe drzewo- jesiona od zawsze rosnącego na rogu naszego domu, wykarczował też leszczyny rosnące tu od ponad stu lat- te wzdłuż koziego płotu. Postawił nam dwumetrowy mur dzieląc nasz ogród na pół i zagradzając przejście do tej drugiej części (z ogniskiem)- Jego droga dojazdowa prowadzi właśnie przez środek naszej działki. Ale wszystko to to jeszcze nic- zamurował nam część piwnicy! Nie wiem co jeszcze wymyśli, ale mam powody sądzić, że na tym nie koniec, bo w międzyczasie wyszła sprawa jakiś błędnych podziałów domu z przed 30 lat... Ale już rozpisywać się nie będę...
I naszych problemów też na tym nie koniec, bo nasza Babcia Wanda ciężko zachorowała. Mniej więcej w czasie kiedy siostra Olafa wychodziła za mąż, babcia miała udar. I tak to w ciągu chwili nieledwie, z tryskającej zdrowiem staruszki- w pełni samowystarczalnej, zmieniła się w osobę całkowicie zależną od innych. Częściowo sparaliżowana, leży cały czas i wymaga ciągłej opieki. Babcia musi przyjmować leki przeciwbólowe po których nie wie nawet co się z nią dzieje... Może to i lepiej...
 Do całości dodać należałoby jeszcze rodzinne konflikty i obraz całości będzie dopełniony... I w te niemojskie realia wsadźcie teraz sobie dziewczynę w zaawansowanej ciąży, z burzą hormonów i podłym nastrojem i zniechęceniem do wszystkiego (czyli mnie) Nie za fajnie, co???
No, ale żeby nie było, że jest tylko źle! Bywają i fajne chwile!
 Spędziliśmy udane wakacje nam morzem.



 Niedawno były urodziny naszego Witka- skończył trzy lata i wszedł w wiek, w którym pytania "dlaczego", "po co" towarzyszą nam na każdym kroku i nie rzadko wpędzają nas w SZAŁ :-) Na urodziny do Witka przyjechali między innymi dziadkowie, którzy od niedawna znów mieszkają nad morzem (no... prawie...)



Zaraz jak dziadkowie wrócili do swojego nowego domku, przyjechała moja siostra z rodziną. Pamiętacie Piotrusia- mojego niepełnosprawnego siostrzeńca? Ma teraz skończone dwa lata i biega jak szalony!!! Tak, że mieliśmy wesoło! Przez dom to jakby przeszła trąba powietrzna (dwóch takich nicponi potrafi narobić zamieszania :-))



Poza tym letnie miesiące to dla mnie czas natężonej pracy w kuchni. Powstają u nas wtedy niezliczone ilości przetworów na zimę: ogórki kiszone, dżemy, powidła, soki, oleje ziołowe, mrożonki...- i niestety, nie robią się same :-) Na fotorelację zwyczajnie zabrakło mi czasu. Szczerze mówiąc, moja kuchnia po takich pracach nie jest miejscem, które chętnie by się pokazywało na forum... Uwielbiam móc celebrować jakąś czynność... Niestety- przeważnie muszę robić po kilka rzeczy w tym samym czasie: bawię się z Witkiem a w tym samym czasie gotuję obiad, w międzyczasie zabawy i gotowania muszę zrobić sery i zagotować sok, który zapomniany w baniakach zaczął żyć własnym życiem... i tak w kółko...


 Są też nasze zwierzęta, przy których codziennie trzeba chodzić... nakarmić, wydoić, posprzątać... A muszę Wam napisać, że trzódka nam się powiększyła i to znacząco- dokupiliśmy 20 kurek zielononóżek. Nasza jedyna kurza mamka- Mama Koka ma takiego jakiegoś farta, ze spod jej skrzydeł wychodzą same kogutki :-) Więc trzeba było postarać się o odmłodzenie stada!


I tak w wielkim skrócie minął nam lipiec i część sierpnia...  Może teraz, kiedy już przebrnęłam przez tego posta, łatwiej mi będzie pisać następne. A chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami ze świetnej imprezy jaką jest organizowany corocznie festiwal Słowian i Wikingów w skansenie słowiańskim na wyspie Wolin. Ja osobiście byłam zachwycona! Ale o tym następnym razem :-)

Pozdrawiam!!!

piątek, 3 lutego 2012

Cała ja ;-)


Zostałam ostatnio zaproszona do zabawy... a nawet dwóch... Koko zaprosiła mnie do zabawy w seriale, a Sepia do zabawy w "wymień 5 kosmetyków bez których nie ruszasz się z domu". Obie dziewczyny, typując mnie, trafiły jak przysłowiową kulą w płot... Telewizję oglądam sporadycznie... jeżeli już to Mini mini z synem ;-)
Jest tylko jeden serial, który śledzę - "Dr House". Dla tych, którzy nie wiedzą, jest to historia pewnego bardzo cynicznego i nie mniej błyskotliwego, kulawego lekarza, który największą przyjemność znajduje w dowalaniu innym... Czytając to co napisałam, zastanawiam się czemu to oglądam...
To by było na tyle jeśli idzie o tv... Obawiam się, że z kosmetykami będzie jeszcze gorzej... Kiedy byłam jeszcze na studiach, mieszkałam z przyjaciółką, która codziennie pilnowała, żebym wyszła z domu umalowana. (Anka- pozdrawiam!!!) Teraz z nią nie mieszkam... a przeterminowane malowidła systematycznie lądują w koszu... Ostatni raz malowałam się... pewnie jeszcze będąc w ciąży... Zasadniczym plusem jest zdrowa cera... i oszczędność :-) Mniej więcej wtedy ujawniła się u mnie awersja do intensywnych zapachów (nieobca brzuchatym kobietkom) z tym, że u mnie nie minęła ona wraz z pozbyciem się brzucha... Nieużywane perfumy zalegają więc w łazienkowych szafkach...
Jest jedna rzecz, której używam namiętnie i w dużych ilościach- kremy do rąk! Mam taką przypadłość, że strasznie wysycha mi skóra na dłoniach (letnie, pełnoetatowe grzebanie w ziemi i zimowe farby i papiery ścierne oraz nieumiejętność pracy w rękawiczkach zapewne nie poprawiają sytuacji...)



Dla tych z Was, które ogarnęło przerażenie po przeczytaniu moich wypocin, dodam, że jest mi dobrze bez telewizji i jeszcze lepiej bez malowideł... To są być może plusy życia na wsi ( na Wsi przez duże W), moim codziennym strojem są dresy, a obuwiem śniegowce/kalosze. Co kilka dni latam z taczką i wywożę gnój z koziarni ;-) Gdzie tu miejsce na perfumy i malowidła?!? Ale wybór był mój! Świadomy!
A żeby nie było, że ja tak zupełnie NIC, to Was uspokoję- takie codzienne kosmetyki: żele, balsamy itd. To owszem- używam :-)

Nie wiem, czy po tym wszystkim, jestem odpowiednią osobą by zapraszać Was do zabawy...
Ale na pewno jestem odpowiednią osobą, by życzyć Wam cudownego weekendu! Oby ten mróz wreszcie zelżał, a wiosna powoli zaczynała dawać o sobie znać :-)
Buziaki!

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Wyróżnienia są miłe...

...i mile łechcą nasza próżność... Ja właśnie dostałam moje pierwsze wyróżnienie, od domu za końcem świata... i baaardzo za nie dziękuję :-))))
Powiem Wam, że to bardzo miłe... 

Warunkiem zabawy jest powiedzieć siedem rzeczy o sobie, a wyróżnienie przekazać dalej 15 osobom. Wiecie co, mi wyszło 12- a że to moja szczęśliwa liczba, to przy niej pozostanę ;-)

Siedem przypadkowych rzeczy o mnie...  Będą to pierwsze rzeczy jakie przyjdą mi do głowy, bo siedzę i piszę na bierząco- nie zastanawiając się zbytnio... OK, no to zaczynam...

 -1-
Nie potrafię chodzić bez celu... Nawet gdy idę z synem na spacer, to muszę mieć jakiś cel. Najczęściej jest to pójście po jakieś badyle, po grzyby, po to żeby zrobić czemuś fajnemu zdjęcie...czy spenetrować jakąś opuszczoną szopę...
-2-
Uwielbiam barszcz z uszkami ale nie znoszę gotować (po za małymi wyjątkami, kiedy coś mnie nachodzi na pichcenie  i wtedy nie wychodzę z kuchni...)

 

-3-
Płaczę na filmach i nawet przy czytaniu książek... A najbardziej wzrusza mnie los malutkich dzieci. Jechałam parę dni temu z mężem do miasta i gdy przejeżdżaliśmy przez przejazd kolejowy Olaf opowiedział mi o rodzinie, która mieszkała przy torowisku. Mieli córeczkę trochę starszą od mojego Witka. Dziewczynka pobiegła za pieskiem wprost pod koła pociągu. Niestety nie zginęła na miejscu... Cierpiała jeszcze kilka dni... A ja słuchając tego ryczałam jak głupia...

 

-4-
Wpadam w histerię na widok każdego opuszczonego czy pokrzywdzonego zwierzęcia... Najchętniej przygarnęłabym je wszystkie...  I nie zawsze jest to uzasadnione...Na wiosnę znalazłam w lesie malutką sarenkę... Byłam gotowa od razu zabrać ją do domu i wychować. Miałam przecież mleczną kozę karmiącą dwoje młodych- wykarmiłaby i sarenkę... Na szczęście mój małżonek myśli bardziej racjonalnie... Po całym dniu kłótni i zarzutów, że jest bezdusznym draniem i nie wie co to empatia, litość itd. okazało się, że nasz kuzyn wrócił po sarenkę, a ona już poszła ze swoją mamą... Na szczęście nie zdążyłam jej "ukraść" jej mamie!



-5-
Jestem strasznie leniwa... Pozwólcie, że nie będę rozwijała tej myśli... Powiem tylko, że przeważnie muszę się zmuszać do zrobienia czegokolwiek... 

-6-
Zazwyczaj mam w domu straszny bałagan... Sprzątam tylko wtedy gdy poziom bałaganu osiągnie w domu punkt krytyczny...(z reguły raz w tygodniu- w niedziele) Nie zawsze tak było. Jako singiel byłam bardzo pedantyczna... W zasadzie to nadal jestem, tyle że przy moich chłopakach...się nie da!!!

 

-7-
A teraz będzie coś, zapewne dla wielu z was, obrzydliwego... Równo trzy lata temu (byłam wtedy w ciąży z Witkiem) umarła mi tchórzofretka. Kochałam ją jak żadne inne zwierzę. Pomimo, że potrafiła nam zafajdać łóżko... że przez część swojego krótkiego życia była cała łysa ( z powodu choroby), że potrafiła w środku nocy wejść pod kołdrę i z całej siły ugryźć w paluch... I kiedy już umarła mi na rękach- schowałam ją do zamrażalnika. Chciałam ją przechować żeby jej zrobić pogrzeb jak już ziemia odmarźnie... Nie widziałam i nie widzę nadal w tym nic złego, czy odrażającego. Przecież ludzie trzymają w lodówkach mięso(tyle że w jadalnej postaci).



No i jest siedem...mogłabym tak dalej bo mam jeszcze wiele o sobie do powiedzenia... Ale poczekam...
Tymczasem chciałam wyróżnić kilka osób. Są to osoby, których nie znam osobiście, a pomimo to czuję z nimi  więź. Czuję, że coś nas łączy-  podobne zainteresowania, -miłość do zwierzaków, -styl życia. Są to osoby które regularnie podglądam i czerpię od nich inspirację.
Kolejność jest alfabetyczna.

  1. Ada z Drobiazgi Domowe
  2. Ania z Radziejowego Zacisza
  3. Asia ze Stawka Większa niż Szycie
  4. Ataboh z Artystyczne Bohaczykowo
  5. Bella i Bliźniaki
  6. Czrny Kot 
  7.  Florentyna z Groszki i Róże
  8. Jola z Jolinkowa
  9. Koko ze Skrawków życia mego
  10. Multanka z Kredens Babci Marianny
  11. Sepia
  12. Qrka z A(qra)tnie