środa, 5 czerwca 2013

Międzyczas...

 Nic nie robię na spokojnie, nie celebruję codzienności... Nie wykładam lnianą ściereczką koszyczka idąc po zioła do ogrodu, nie biegnę do zagrody  o poranku w kaloszkach w kwiatki i w białej sukni z piękną kaneczką w ręku po poranne mleko do kawy...,moje dzieci to nie piękne cherubinki w falbankach, tylko małe brudaski kilka razy dziennie wpadające pupą w błoto... A potem tą samą pupą rozsiadające się na kanapie...   niestety... 

Przy dwójce dzieci, zwierzętach i innych obowiązkach, które nałożyłam na siebie z wyboru mojego własnego (!) wszystko co robię, robię w międzyczasie...
Kiedy rano robię śniadanie- w międzyczasie karmię Antka, przewijam mu pieluchę (bo śniadanie to najlepsza pora na zrobienie kupy ;-)), doję kozę i robię obrządek.


 A wszystko na wyścigi, bo przecież zaraz nie będę miała z kim małego zostawić, a do zwierząt pójść trzeba... Później w dzień jest zabawa z wielce już wymagającym i absorbującym Antosiem, który nie wiedzieć kiedy zbliżył się już do półrocza swojego życia :-)
W międzyczasie czasu spędzanego z dzieckiem muszę ugotować, posprzątać, zrobić pranie, nakarmić kota, wyjść na spacer i "utelepać" Antka (Śpi tylko na dworze- i jak pada, to też...) Zerwać zieleninę dla kóz, które mając wspólny wybieg z kurami w nosie mają trawkę rosnącą w zagrodzie, bo trawka trąca kurą przecież...
 W międzyczasie spaceru z Antkiem wykańczam domek dla Witka, coś tam dosadzam w ogrodzie, pielę rabaty przed domem, wywożę gnój z koziego domku, sprawdzam, czy kwoki siedzą na jajkach jak należy (bo siedzą pierwszy raz i czasem zapominają, że  trzeba siedzieć na jajkach, a nie obok...)


Jak już wspomniałam w międzyczasie robię obiad. Robię go tylko wtedy gdy męża mam w domu, bo jak go nie ma- to nie robię... Ale jak robię, to w międzyczasie sprzątam kuchnię, robię sery, karmię Antka, ratuję pranie przed deszczem, który pada 10 razy dziennie, sprzątam 50 par ubłoconych buciorów roboczych w sieni, wymiatam tony błota po buciorach i składam pranie, które po 3 dniach doschło wreszcie w domu...



Ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po trzeciej, kiedy Witek wraca z przedszkola...
Wtedy to w międzyczasie wykonywania wszystkich powyższych czynności, muszę jeszcze ratować Antka przed uduszeniem z miłości, walczyć z histeriami (nie moimi, choć czasem to mam ochotę na małą prywatną histeryjkę :-))
Potem karmić, kąpać, usypiać... I jak już nakarmię, wykąpię i uśpię, wtedy siadam sobie na kanapie z wielką porcją lodów czekoladowych grycana i zastanawiam się czy to się nigdy nie skończy???

 A po chwili nachodzi mnie refleksja: Jak, do cholery, radzą sobie te wszystkie kobiety, które jeszcze muszą pracować zawodowo???

I kiedy przychodzi czas na sen i tak wiem, że się nie wyśpię...bo Antek budzi się średnio co 1,5- 2 godziny...
Ale jutro też będzie dzień...dzień jak co dzień, i tylko kozom nie trzeba będzie sprzątać, bo zrobiłam to dzisiaj...

Sielanka???


A może by tak można przez chwilkę, jak on?...


                                       Poślimaczyć się chwilkę i przestać gonić czas???


40 komentarzy:

  1. :)
    a wszystko napisane w tak zwanym międzyczasie :)
    rozumiem doskonale :) i swój "międzyczas" też staram się jak najlepiej spożytkowac :)
    jak teraz np karmię małego jednocześnie czytając Twój wpis :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go pisałam z Młodym na kolanach :-) W tym czasie zdewastował Tacie szufladę w biurku :-)

      Usuń
  2. Wspaniale się czyta Twojego bloga ;) Wpadłam przez przypadek i zostałam na dłużej ;) Myślę, że wiele kobiet marzy o takiej "sielance" jak Twoja... Pięknie jest u Ciebie...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale na tym właśnie polega życie, i jeszcze tych paru chwilach kiedy sobie to uświadamiamy, ze w summie to naprawdę fajnie jest choć niełatwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak to właśnie wygląda, i to jest szczęście.......
    Jestem starsza od Ciebie, całe życie w biegu (mimo, że w mieście). Od trzech miesięcy złamanie nogi uziemiło mnie i doceniam do bólu wszystko, co robiłam. I za sprzątaniem tęsknię i za tym biegiem, który mnie męczył.
    I tęsknię, żeby móc wszystko normalnie - nie celebrując, ale robić, po prostu.
    I jak patrzę wstecz, to jasno widzę, jak szczęśliwa byłam. A i teraz staram się dostrzegać, że nadal jestem.
    Dlatego pozdrawiam Cię serdecznie i życzę radości w każdej chwili i króciutkich przystanków, żeby wziąć głęboki oddech i zobaczyć, jaki piękny jest Twój świat:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy pędzimy czy to w mieście, czy na wsi. Nos do góry, kiedyś na emeryturze zasiądziemy z szydełkiem w bujanym fotelu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno, jesteś Wielka. Podziwiam Cię, że dajesz radę. Robisz naprawdę dużo. Śmiem twierdzić, że nawet więcej niż pracujące. A tak naprawdę skończy się to za niedługi czas. Chłopcy podrosną i będzie troszkę łatwiej, bo sami się sobą zajmą. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja myślałam, że moje bieganie skończy się gdy dzieci podrosną, nic z tego, niby są już odchowane, nie trzeba karmić i przewijać a roboty jakoś nie ubyło. Myślę, że to sprawa temperamentu, jak masz trochę czasu to i tak znajdziesz sobie zajęcie, ot choćby pisanie bloga, można by w tym czasie leniuchować a jednak wolisz być z nami i to fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie tu u Ciebie! Chyba będę wpadać częściej, bo taka chatka z ogrodem na wsi i wesoły zwierzyniec to moje małe marzenie:) A co do kobiet pracujących zawodowo, to one po prostu nie mają wyjścia, MUSZĄ sobie radzić:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowną jesteś kobietą. Nie bądź tak krytyczna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam młodą mamę z 3 -ką maluchów, pracuje zawodowo i społęcznie, mieszka na wsi, nie ma tylko zwierząt. I jeszcze chce jej się rano pobiegać po lesie. Myślę, że to dlatego te siły, że jesteście młode. Ja też pracowałam, jeździłam na rowerze do tej roboty, miałam dziecko, dom ogródek, psa, kota, paliłam w piecach i prałam we frani. Dziś przychodzę z pracy i zwykle już jestem zezwłok, tylko leżeć mi się chce......

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz co po latach będziesz się zastanawiała - jak ja to robiłam?... no bo w końcu tak było! - gdyby nie fakt, że wiem , że to ja kiedyś ogarniałam 5 dzieci ( w tym 10 lat ćwiczyłam z jednym po kilka godzin dziennie) to dziś nigdy bym w to nie uwierzyła... że to się da! A dało się!
    I tak jest i u Ciebie... to po prostu się da!

    OdpowiedzUsuń
  12. Na razie piękne są tylko chwile jak w piosence "Dżemu" ale jak chłopcy podrosną tych chwil będzie więcej.Trzymaj się i głowa do góry .

    OdpowiedzUsuń
  13. Ależ cudownie opisałaś tę prozę życia, dla której tak warto życ :-) fakt bywa ciężko i głośno, ale to tak wesoły hałas, że nie ma piękniejszego dźwięku. ja własnie moczę w wannie moją 4,5 letnią chrześnice, która pomieszkuje u mnie dośc często ze względu na pracę rodziców i wiesz weszła w etap ciągłego zadawania pytania "dlaczego". To dopiero jest wyzwanie- prawie jak "pranie mózgu".
    serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo radości

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam,że gdy moi dwaj starsi synowie byli mali ,mój mąż miał taką pracę ,ze wyjeżdzał z domu kiedy oni spali i wracał kiedy też spali:)Jeden był roczny .a drugi 3-letni.Zimą trzeba było palić w piecu i to najczęściej mokrym drzewem z kąpcącego się pieca,a jeszcze wcześniej porąbać to drzewo ( bo mąż oczywiście nie zawsze pamiętał).Czasami ,gdy np obaj chłopaki mieli akurat swoje humorki miałam serdecznie dość wszystkiego ,byłam tak zmęczona,że jak oni szli spac to ja padałam razem z nimi ( pamiętam jak tęskniłam za chwilką tylko dla siebie)a teraz? teraz wspominam te czasy z sentymentem i rozbawieniem:)
    Trzeciego syna ,gdy urodziłam wychowywałam sama ,ma teraz 4 latka.Urodziłam dziecko i od pierwszego dnia nie miałam absolutnie żadnej pomocy ,dziecko tylko jadło i...i wcale nie spało ,tylko się darło i darło:)W nocy wstawałam po 20 do 30 razy (nie przesadzam!!) ,teraz z perspektywy czasu wiem,ze to był dla mnie najtrudniejszy czas ,bo wcxześniej przy dwójce dzieci i masie obowiązków miałam choćby wspracie psychiczne ,nie musiałam się martwić o sprawy materialne ,a to bardzo ,bardzo dużo)i nie mogę uwierzyć ,ze rzeczywiście podołałam ,czuję się dzięki temu doświadczeniu silniejsza.Łatwiej jest ,gdy ma się świadomość tego,że jest ktoś ważny ,że jest ktoś kto choćby słowem nas wspiera i wtedy pomimo,że cieżko jesteśmy w stanie zrobić wiele ,a jeśli nie ma tego wsparcia to po prostu nie ma wyjścia trzeba sobie poradzić i tyle (tak właśnie było ze mną).
    Chłopcy z każdym miesiącem z każdym rokiem będą starsi to i będzie coraz lżej a nie odwrotnie.
    A na teraz życzę Ci z całego serducha wytchnienia!:)
    Serdeczności.
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, jakbym o sobie czytała, z tym, że brak kur i kóz, ale robota zawsze jakaś się znajdzie...Moje dwa Młode jeszcze przy mnie (2 lata 4 ms i 12,5ms), więc mam innego rodzaju kieracik :)
    kobiety pracujące na czas pracy z opieki nad dziećmi zwalniają żłobki, babcie...Niektóre to mają na okrągło...U mnie doba kończy się ok. 21-wszej, kiedy dzieci zasną. Co z tego, kiedy ja
    juz jestem tak zdechła, że nie mam siły na cokolwiek? ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiesz, fajne masz życie na wsi. Po co się ślimaczyć? Dla takich pięknych kóz warto pracować.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bubiso kochana, jak ja Cię dobrze rozumiem:)
    Też wiecznie biegam, sprzątam, biegam od obórki do domu, potem do ogrodu i tak w kółko. Jeszcze w międzyczasie jadę z dziewczynami na zakupy, targ, do weta, do biblioteki itd....
    Ja do tego całego kołowrotu jeszcze do niedawna miałam pracę zawodową na pełny etat.
    Buziaki posyłam gorące:***

    PS. tak sobie myślę, ze w tym całym zamieszaniu i tak jesteś podświadomie bardzo szczęśliwa, podobnie jak ja - bo z własnej woli wybrałyśmy takie życie :***

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeczytałam i ... jakbym widziała siebie sprzed lat.Chociaż ja mając dwójke małych dzieci, miałam studia i prace na pełen etat. Mąz pracował czasami po 12 godzin wiec musiałam sobie jakos radzić. Z czasem pomagała mama, która przeszła na emertturę. Ta pomoc była nieoceniona! Tak to juz z nami, kobitkami jest, chcemy być perfekcyjne, chcemy jednoczesnie robic wiele rzeczy a na wszystko brakuje nam czasu. Często robimy to swoim kosztem, rezygnując z częsci własnych pasji i zainteresowań. Ale nie jesteś sama, wiekszośc z nas przez to przechodzi a potem, tak ja ja stwierdzicie, że dzieci to Wasze najwieksze i najwsopanilsze osiągnięcie. Moje dorosły a ja teraz wracam do swoich pasji i zainteresowań. Może tak właśnie ma być?!

    OdpowiedzUsuń
  19. My kobiety jestesmy niebywale odporne i wielozadaniowe do tego. Ach, żeby tylko doba zechciała się wydłużyć tak ze dwa razy, to by było super...

    OdpowiedzUsuń
  20. Nareszcie! Czekałam na podobnego posta od dłuższego czasu, ale nikt nie chciał wprost napisać,że życie na wsi wcale nie jest takie sielskie jak się co niektórym wydaje. Wprawdzie po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja do całego tego kieratu, ale początki są ciężkie.. Czasem też zdarzają się takie dni,kiedy wątpi się w sens swojej pracy (całe szczęście rzadko).. Jednak nie zamieniłabym domku na wsi na cztery ściany w mieście :D:D
    Ps. Zazdraszczam Ci tych kózek i kurek.
    Głowa do góry i powodzenia !
    Pozdrówka,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  21. Chociaż kózek brak i kurek brak to i tego międzyczasu mi brakuje. Żeby siąść do bloga jak człowiek musiałam wstać o 4.30 ...
    Zawsze zaglądając do Ciebie Cię podziwiam za to zorganizowanie i jeszcze za umiejętność przedstawienia prawdziwego sielskiego życia, często słodko-gorzkiego w piękny sposób, z cudownymi fotografiami. Ale to przecież dlatego, że kochasz tą "sielankę" i na pewno dasz radę :)
    Pewnie każda z nas miewa takie chwile zwątpienia, chandry i jakkolwiek to inaczej jeszcze nazwać, ale zaświeci słonko i wybiegniemy do ogrodu, na łąkę, na rower, znajdziemy sobie nowe zajęcie, wrócimy zmęczone, ubabrane w błocie ale szczęśliwe bo przecież o to chodzi w życiu aby cieszyć się chwilą i żadnej nie zmarnować :))
    Słonka dużo i sił dużo Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam serdecznie,
    "międzyczas"... tak to z pewnością najbardziej pracowite części dnia codziennego - zresztą i niecodziennego też :)
    Do tej pory myślałam, że tylko życie w dużym mieście jest takie pokręcone...zaganiane...a tu się okazuje, że tak nie jest.

    Przy dzieciaczkach masz zapewne ogrom pracy (ja tego jeszcze nie wiem ale nie trudno się domyślić że tak właśnie jest), ale za to jakie szczęście patrzeć jak się rozwijają... rosną i uczą :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    i (przy okazji- skoro jesteś szczęśliwą mamą) zapraszam do udziału w konkursie z okazji minionego Dnia Dziecka , który jeszcze trwa.
    Informacje na moim blogu, o tu: http://kasinkowe-gotowanie.blogspot.com/2013/05/konkurs-z-okazji-dnia-dziecka.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Samo żyćko, jak mawia mój kolega....trzymaj się cieplutko :) też miewam takie międzyczasy, ale dzieciaki juz podrosły to mi łatwiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowny post ! Cała prawda bez lukru :) I chociaż ja nie ma kóz i tylko jedno dziecię kręci się po obejściu to też czasem miewam gorsze chwile i wściekam się na to, że wszystko robię w biegu. Nie wiem czy to takie czasy, ze chcemy mieć wszystko idealnie i nakładamy cobie coraz to nowe obowiązki.
    Chwile zwątpienia to normalka - nie przejmuj się. Pamiętaj - wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Myślę, że inne życie znudziłoby Ci się po 2 dniach :)

    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  25. tak to już jest trochę odpoczynku zyczę w międzyczasie ;p
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Jezu, Kobieto, jakbym czytała o sobie...! Albo mam jeszcze większy cyrk, bo dzieci aż sztuk 3 i w dodatku prowadzę w domu księgowość kilkunastu firmom! To naprawdę jest co robić. Dobrze, że nie mam chociaż kóz:) Czasem to masakra. Najmłodsza (1,5 roku) budzi się jeszcze w nocy tak 3-4 razy a na dobre rozpoczyna dzień między 5 a 6 rano! Biorąc pod uwagę, że kładę się spać często po północy, to czasem sama się zastanawiam, jak ja jeszcze daję radę? A co do tej kupy, to moja córa zawsze się "zrąbie" jak mam klienta w domku, fajnie, nie?:) Ale co tam, uśmiech dzieci wynagradza nam wszystko, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciesze się, że trafiłam na Twojego bloga. Dzięki temu przekonuje się, że można :) Wczoraj zrobiłam dzięki Tobie pierwszy koszyk z gałązek wierzby :) Krzywy ale jest ! Dzięki :) Więc głowa do góry bo inspirujesz do działania :)
    Krakowianka

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak sobie radzą kobiety pracujące? Otóż do 15 powiedzmy żyją innym życiem;) A potem odbierają przedszkolaka, posiedzą na placu zabaw (niestety blokowe mieszczuchy muszą siedzieć na ławkach parkowych, żeby dzieci dotlenić...), przy okazji odbębniają spacer z psem, a potem robią trzy rzeczy na raz: jedzą obiad, gotują na kolejny dzień, karmią psa, gadają z dziećmi i mężem, a potem kąpiel, czytanie małemu, pogadanie z dużym...I tak mija dzień za dniem. Kobiety pracujące mają w nosie niepoustawiane buty, piach na podłodze (i tak za chwilę będzie nowy), piorą wtedy, kiedy nie ma co na siebie włożyć, prasują tylko to co konieczne;)
    Ty masz teraz trudny czas, masz malutkiego synka, dochodzi niewyspanie i normalne ludzkie zmęczenie. Pamiętam te nieprzespane noce, brrr na samo wspomnienie...
    Czy to kiedyś minie? Szybciej niż myślisz! Przedszkolak pójdzie do szkoły, będzie miał kolegów i swoje sprawy (zobaczysz jak szybko!), niemowlak pójdzie do przedszkola, a ty usiądziesz z kawą na werandzie, wystawisz uśmiechniętą twarz do słońca i będziesz się delektowała ciszą i spokojem:) (na te chwile ciszy i spokoju ja również czekam;) )
    I jeszcze jedno: dzieci są albo czyste, albo szczęśliwe. Nie warto mieć cherubinki. Lepiej nie zwracać uwagi na brudne portki i cieszyć się, że dzieci wychowują się w kontakcie z naturą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bardzo mi sią podoba co napisałaś i mogę to potwierdzić! Dzieciaki dorastają tak szybko, że potem sie żałuje że za szybko:) Rzeczywistość sie zmienia ale kobiety czynu i tak zawsze wypełnią sobie czas zajęciami.

      Usuń
  29. po przeczytaniu Twojego wpisu i komentarzy nasuwa mi się tylko jedno stwierdzenie ,ze my KOBIETY po prostu silne jesteśmy i tyle. Nasza psychika i wytrzymałość jest o niebo silniejsza niż męska. Tego się będę trzymać i zdania nie zmienię;-)))))pozdrawiam cieplutko!!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale jesteś w tym wszystkim szczęśliwa, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi!
      Jesteś z tych babek, które aktywniej spędzają każdą chwilę. Wiadomo, że czasami dosyć, krzyczeć się chce, ale więcej jest takich dni, że dokładnie wiemy po co to robimy :)

      Usuń
  31. Rozumiem doskonale. Choć moje dzieci dorosłe, wszystko nadal robię w międzyczasie, przybyło zwierząt i innych zajęć. Ale to moje życie na wsi, to mimo trudu i czasem braku sił, radość. To jest szczęśliwe życie. Serdecznie i z podziwem, jak zawsze, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja podziwiam takie kobiety co mają ten motorek, za to że im się chce :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak ja Ciebie rozumiem. Przeszłam już te wszystkie etapy w życiu. Pracę na posadzie też i dzieci (trójka), i powiem jedno, to się nigdy nie kończy. Może tylko trochę zwalniamy ale nie na długo, bo rodzą się na szczęście wnuki. A radość trwa i trawa ... :)pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  34. Swietny post :) Pszczolka slimakiem nigdy nie da rady byc, to za nudne ;)
    Dobranoc ! Naprawde takiej Ci zycze ! Wiem co znaczy brak snu, ale zaraz bedzie lepiej :) Zacznie sie tylko nowy problem, dzieci beda tak dobrze spaly, ze trudno bedzie ich zerwac z lozka do szkoly ;)
    No i moze ja powinnam sie juz polozyc ;) bo jutro nowy dzien, z praca, chlopcami, ogrodem, domem i garami ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Swietny post :) Pszczolka slimakiem nigdy nie da rady byc, to za nudne ;)
    Dobranoc ! Naprawde takiej Ci zycze ! Wiem co znaczy brak snu, ale zaraz bedzie lepiej :) Zacznie sie tylko nowy problem, dzieci beda tak dobrze spaly, ze trudno bedzie ich zerwac z lozka do szkoly ;)
    No i moze ja powinnam sie juz polozyc ;) bo jutro nowy dzien, z praca, chlopcami, ogrodem, domem i garami ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Pracujące zawodowo nie męczą się aż tak swoimi dziećmi ja te z pozoru" domowe kobiety".
    Wychowuje im albo żłobek- przeważnie prywatny bo państwowy nie do osiągniecia:(Czasami robi to niania albo babcia .Wzięłaś na siebie dużo obowiązków ale jesteś super kobietą mądrą i taką normalną:)
    Nie biegającą po rosie z wiankiem na głowie:)
    Ja wychowałam 3 dzieci nie robiąc kariery zawodowej z wyboru i nie tylko:)
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń