Odebrałam Witka z przedszkola, szybki obiad i do lasu! Tzn ja i Witek do lasu, a tata z wędziskiem nad wodę :-). Zupełnie nie wiem dlaczego, ale moje dziecię czuje wręcz organiczny wstręt do chodzenia po lesie... Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, zaczął wypróbowywać na mnie swoje terrory (czytaj: kontrolowane wybuchy histerii mające na celu zmuszenie mamy do działania będącego na rękę jemu czyli Witkowi). Po kilku takich próbach biedak poddał się i o zgrozo odezwała się w nim natura zbieracza...
Wyrwał mi koszyk i zaczął zbierać zmurszałe, porośnięte mchem patyki... Na moje zdziwione spojrzenie oznajmił: " Mama, zrobis mi z tego hulajnogę!" Bez fałszywej skromności powiem wam, że dużo rzeczy jestem w stanie wymodzić sama, jednak jego wizja wykorzystania leśnego próchna mnie przerosła... Na szczęście porzucił ten pomysł, jak tylko wyszliśmy na leśną piaszczystą drogę... Rzucił patyki, żeby zrobić miejsce w koszyku na...piasek. Do piaskownicy, jak mi zakomunikował... Czy Wasze wyprawy w dzikie ostępy też tak wyglądają???
Cóż, u nas w każdym razie grzybów nie ma- nawet tak zwane psiuchy trudno zobaczyć... ja jednak rzadko wracam z pustymi rękami, więc i tym razem kosz miałam pełen... badyli wszelakich, mchów i innych skarbów leśnych! Poza grzybami, oczywiście.
![]() |
| mały zbieracz i jego... przyszła hulajnoga... |
![]() |
| Psiuchy i inne leśne skarby... |
Z tego, co zostało powstał jesienny bukiet w wazie. ponieważ z zasady nie używam gąbek florystycznych (mało są ekologiczne według mnie) Szukam innych rozwiązań w zastępstwie. Tym razem użyłam również mokrego piasku z piaskownicy :-) Sprawdził się znakomicie!
A z tego co zostało po bukiecie, powstał taki wianek. Z niego to już nic mi nie zostało :-)
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i mimo braku grzybów zachęcam do spacerów po lesie! Jak widać, zawsze są owocne!!! buziaki!!!




















































