piątek, 19 czerwca 2015

Rabata przy stodole, hamak, warzywnik i buszowanie w gorczycy...


 Witajcie. U mnie jak zwykle ogrodowy misz- masz :-) Pamiętacie rabatę wzniesioną przy stodole? Najpierw powsadzałam rośliny tworzące szkielet dla rabaty (cisy, pnącza  i krzewy liściaste: dereń, hortensje, porzeczkę krwistą, kalinę "Roseum") Żeby jednak rabata nie była przez cały sezon łysa, wsadzałam na nią systematycznie wszystko to co mi się wysiało nie tam gdzie chciałam :-) I oto efekt! Rabata zdecydowanie nie jest łysa, a z drugiej strony wsadzone przez mnie rośliny nie są na tyle ekspansywne żeby zagłuszyć niewielkie jeszcze krzewy. Oprócz tego znaleźliśmy wreszcie miejsce dla naszego fotela hamakowego. Wciąż jest to Witka ulubione miejsce do leniuchowania  :-)


 

 

  A w warzywniku... Cóż... plaga mszyc. I to odpornych na wszelkie zabiegi ograniczające rzekomo ich populację... Mszyce mam wszędzie: na różach, na koperku, na porzeczkach, a nawet truskawkach i poziomkach. Bobu nie będzie bo zjadły go mszyce. Koperek w zasadzie też nadaje się tylko na paszę dla kóz... Na pocieszenie może to tylko, że taka plaga mszyc nie zdarza się co roku...
Oprócz mszyc to, chyba ze względu na chłodną wiosnę, wszystko tak strasznie wolno rośnie. Dynie wyglądają tak jak powinny wyglądać na początku maja, pomidory są coraz mniejsze, to samo papryka (tę ostatnią zapakowałam nawet wczoraj pod folię coby się troszkę ogrzała), ogórki ledwo co z ziemi wyszły... Ciekawa jestem, czy to wszystko nadrobi... Sałata za to rośnie wspaniale, podobnie jak marchewka posadzona razem z cebulą (warzywa te wzajemnie zniechęcają do siebie szkodniki- marchew odstrasza śmietkę cebulankę, a cebula połyśnicę marchwiankę- i na prawdę się to sprawdza! )





A na koniec banda łobuziaków wygniatających tacie gorczycę :-)




Pozdrawiam!!!

wtorek, 9 czerwca 2015

Post o wszystkim...

 Witajcie...
Tak u mnie monotematycznie ostatnio: dzieci, zwierzęta albo ogród... Ale co począć, kiedy na tym właśnie moje życie polega :-) Jestem przedstawicielem typowej kury domowej, no... typowej o tyle o ile... Ale jednak kury... Rano szykuję dzieci do przedszkola, potem obrządek, śniadanie dla męża i do roboty- albo w sadzie albo koło domu. I jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze sobie dokładam- albo ogród powiększam (konsekwentnie co roku o nowe rabaty), albo zwierząt mi przybywa (stadko gęsi ostatnio). I tak się jakoś składa, że nawet usiąść na chwilkę i pocieszyć się tym wszystkim nie ma kiedy (dopiero zimą- oglądając fotki :-)) Tak już mam, że nawet zajmując się dziećmi, zajmuję się czymś jeszcze. Naprawdę rzadko po prostu siedzę i się im przyglądam (najczęściej jak zjeżdżają ze zjeżdżalni, bo Antoś jeszcze malutki i strach samego puścić...) A muszę Wam powiedzieć, że ogrodnik mi z niego rośnie! Ma dwa i pół roku a już zna rośliny, odróżnia te ozdobne od chwastów a te ostatnie bez zmiłowania wyrywa! Czasem tylko mamy zdania odmienne co do klasyfikacji danej rośliny ale z reguły nie zdążam wyjaśnić gdyż wręcza mi z dumą wyrwany okaz, a mi szkoda krzyczeć bo by się zraził jeszcze :-)
To tyle tytułem wstępu!
W zeszłym roku zakupiłam sobie kilka róż angielskich (wybór co do odmian miałam ograniczony ze względu na mrozoodporność- sorry taki mamy klimat :-)) W każdym razie te najbardziej wytrzymałe na chłód jakie znalazłam pięknie w tym roku zakwitły. Tylko plaga mszyc nie chce im dać spokoju...


 Irysy powoli przekwitają, ale parzydło leśne jeszcze w pełnej krasie...
 Nowy nabytek- stadko gąsek. W zasadzie to maszyn do robienia g...wna... No po prostu fabryka... Gdybym ja wcześniej wiedziała to pewnie gąsek by nie było... Niby mnie ostrzegali, że ciągle s...ą, ale kto mógł przypuszczać, że aż TAK! Dziobem wpada a dupskiem wypada i tak w kółko... A malutkie jeszcze... co będzie jak dorosną...



 A na koniec jeszcze trochę ogrodu na dokładkę :-)

 Tu gdzie te kępki czosnków ozdobnych, trzy lata temu posadziłam po jednej cebuli. Teraz jest nawet po 8 kwiatów. Myślę, że trzeba będzie towarzystwo porozsadzać w tym roku, bo kwiatów niby coraz więcej ale drobniejsze...
  Wiata już pokryta. Teraz kolej na deskowanie i ułożenie kostki. Potem będę układała drewno- tak dla rozrywki :-)

 W tamtym roku dostałam od mamy kilka malutkich kępek przywrotnika, teraz rozrósł się tak, że zagłusza inne rośliny...

 Nareszcie doczekałam się kwiatów naparstnicy!  Ta niby łatwa w uprawie roślina w ogóle nie chce ze mną współpracować... Podobnie zresztą jak inne dwuletnie- laki na przykład...


 A tu szałwia lekarska, cudnie zakwitła...

Pozdrawiam i do zobaczenia!

środa, 3 czerwca 2015

Dzień Dziecka i Róże...

 
 W tym roku na dzień dziecka postanowiliśmy podarować naszym Chłopakom zjeżdżalnię... Tak to już jest, że czasu wciąż nam brakuje, a Chłopcy chcą na plac zabaw... Teraz mają plac zabaw przed domem :-)
Kupiłam na Allegro ślizg plastikowy a w poniedziałek, kiedy dzieciaki były w przedszkolu, zbudowałam do niego drabinkę. Chłopaki byli zachwyceni! Mały Antoś wpadł w jakiś amok i zjeżdżał bez przerwy przez 3 godziny...


 W tle za zjeżdżalnią widać ślady po nowym wykopie na naszym podwórzu... Koparka była co prawda mała, ale bałagan po sobie zostawiła duży... Zastanawiam się czy ja kiedykolwiek skończę równać i dosiewać te nasze trawniki, czy to już tak będzie zawsze... Czeka nas jeszcze doprowadzenie wody i prądu...
Ale na pocieszenie zakwitła róża damasceńska, której sadzonki wykopałam w przydrożnych krzakach (krzew mateczny rośnie sobie nadal na miedzy przy naszej plantacji porzeczki). Pachnie wprost oszałamiająco, niestety przy tych upałach pewnie niedługo przekwitnie...




Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i przesyłam buziaki!!!

W Ciechanowcu

 W Ciechanowcu byliśmy nie po raz pierwszy, ale, jak zawsze, każdy znalazł tu coś dla siebie :-)
Ja przydomowe wiejskie ogródki i stare chaty kryte strzechą, faceci starodawne maszyny rolnicze, a dzieci zwierzęta oczywiście... Owieczki, kurki i gąski były dla nich najważniejsze :-)

Zapraszam więc na spacer po muzeum rolnictwa w Ciechanowcu: