niedziela, 10 kwietnia 2016


 Witajcie!
Zostawiłam dziś na chwilkę chłopaków z Olafem i wyszłam przed dom... Rozejrzałam się ,wzięłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Kiedy ta wiosna przyszła i tak na dobre się rozgościła?
W ferworze zajęć nie dotarło to do mnie ... Co rano odwożę chłopców do przedszkola i zabieram się do pracy, zanim się obejrzę trzeba już po chłopców jechać z powrotem :-)
Ale przynajmniej już widać jakieś efekty tej mojej pracy.
 Donice przed domem obsadzone wiosennymi kwiatami, rabata pod murem ukończona (przy pomocy małych pomocników :-) ), nowe szambo zasłonięte leszczynowym płotkiem i nową rabatką, inspekt gotowy i po brzegi wypełniony rozsadą warzyw i kwiatów. Wymurowałam też pod tarasem odpływ z rynny bo woda zalewała nam piwnicę, i przeorganizowałam rabatę przy tarasie.Ale, co najważniejsze, przygotowałam około 2000 metrów kwadratowych terenu pod założenie trawnika. Nie było łatwo... Tym bardziej, że część terenu to czysta glina, a na innej części było gruzowisko po starych chlewach. Mimo, że miałam pomocnika to i tak nieźle się narobiłam :-). Czekam teraz na deszcz i zazielenienie się trawy! I nareszcie przestanie być brudno i szaro :-)











  Tu poniżej miała być wspomniana kiedyś rabata preriowa, niestety na razie muszę zadowolić się trawnikiem... Zrezygnowałam też z zakupu tunelu foliowego. Poczekam jeszcze trochę i może uzbieram na szklarenkę :-) A na razie wystarczy mi inspekt!




W każdym ogrodzie powinien być dziki zakątek, pełen splatanych "krzaczorów" i stert starych gałęzi czy zwalonych pni...- ostoja dla ptaków, jeży, wiewiórek i innych maleńkich stworzonek. U nas jest to ogród za murem, tam gdzie jest moja szkółka bukszpanu. To gniazdują szpaki i dzięcioł zielony, tu biegają pracowite wiewiórki i zakopują gdzie tylko się da orzechy włoskie (najczęściej właśnie w szkółce :-)) I to tu mamy stertę suchych gałęzi w których ukrywać mogą się jeże. I to tu moje dzieci robią pierwsze wiosenne bukieciki z fiołków i cybulicy :-)




 

 W tym roku po raz pierwszy zakwitł nam dereń jadalny. Z tyłu, w tle, królestwo moich dzieci, które z kołków do pomidorów budują najprzeróżniejsze budowle :-)


I na koniec jeszcze kilka zaległych zdjęć o tym jak w tym roku przeganialiśmy (skutecznie!) zimę.
Podwójne spalenie i utopienie Marzann przyniosło nadspodziewane efekty :-)






Pozdrawiam wiosennie wszystkich tu zaglądających :-)

poniedziałek, 14 marca 2016

...

 Nie było mnie...
 Długo mnie nie było...
Zrobiłam w czasie mojej tu nieobecności dużo rzeczy, ale do tej pory nie pokazałam ...
To może teraz pokażę?
 Na początek moja pierwsza w tym sezonie wiosenna przymiarka- brzozowy koszyczek na kwiaty.
 Podczas niedzielnego spaceru, dawno, dawno temu... natrafiliśmy w lesie na wycinkę drzew. Straszny był tam bałagan, ściółka poryta, wszędzie połamane gałęzie i pościnane pnie. Przywiozłam sobie wtedy z lasu kilka brzozowych gałęzi pozbieranych z ziemi. Gałęzie musiały trochę poleżeć i nabrać mocy :-) Aż w końcu zebrałam się w sobie i uplotłam takie coś:
 

Przyznam szczerze ,że wicie takiego koszyka jest trochę męczące... Te sterczące i plączące się niemiłosiernie druty... Niezbędne są mocne rękawice, bo można się boleśnie pokłuć... Nie są też zbyt trwałe... Ale fajnie wyglądają :-)
 
  A w tle moje nowe konewkowe nabytki. Moja kolekcja się powiększa! Te dwie kupiłam, ale wygrzebałam ostatnio kolejne dwie na złomie i dostałam je za darmo :-)
 

 

Gdzieś w połowie lutego przygotowałam sobie miejsce pod kawałek rabatki pod murem. Brakuje mi podkładu kolejowego by skończyć obrzeże rabatki, dlatego całość wygląda jeszcze tak:
(wcześniej cały ten przekopany kawałek porośnięty był trawą i chwastami. Koszenie tu nie było fajne...)

 
Wybrukowałam też przejście między rabatami z powojnikami. Dotychczas był tu wąski paseczek trawnika, bardzo niewygodny do koszenia. Przy bruku trzeba troszkę popracować na początku, ale za to potem już nic nie trzeba :-) Świeży bruk wysypany jest na razie piaskiem. Po jakimś czasie piasek zamiotę i będzie ładnie.


 Skrzynia pod inspekt gotowa! Nie zrobiłam jej sama... ale sama mam zamiar zamontować okna inspektowe. Plan mam taki, że mają być uchylne... Czy będą... zobaczymy:-)


  Z resztek wikliny zrobiłam sobie stożek. Jeszcze nie wiem do czego, ale na pewno się przyda :-)


 Upiekłam też chleb, bo bałam się że mój zakwas nie wytrzyma w lodówce kolejnego miesiąca... A wiecie, że im starszy zakwas tym smaczniejszy chleb? Tym razem wytrzymał w lodówce 2 miesiące, a chleb wyszedł rewelacyjny!



Z ferii zimowych przywiozłam tacę. Była w kolorze wikliny a spód miała w milion kotów na zielonym tle. Po małym liftingu wygląda tak:
(zdjęć "z przed" nie mam)


Byliśmy też na grzybach!
"Bzowe uszka" to grzyby pewnie  przez niewielu z Was znane. Ale chińskie grzybki MUN pewnie  są już bardziej rozpoznawalne. Otóż bzowe ucho jest polskim odpowiednikiem grzybów mun. Zastosowanie to przede wszystkim kuchnia chińska i dania z woka. My nasze grzybki ususzyliśmy (po zalaniu wodą odzyskają swoją normalną postać). W potrawie nie wyróżniają się smakiem, stosowane są głównie ze względu na swoją ciekawą, chrząstkowatą konsystencję .



A na koniec pierwsze zwiastuny wiosny :-)

Trochę chaotycznie dzisiaj, wybaczycie?
Pozdrawiam!!!

wtorek, 19 stycznia 2016

Wspomnienie lata- ogród wiejski- plany na przyszłość.


Zima to taki czas kiedy na spokojnie można zaplanować sobie wszelkie zmiany w ogrodzie. A u nas tych zmian szykuje się sporo! Ukończyliśmy w ubiegłym roku pewne przedsięwzięcia budowlane (min. podjazdy z tłucznia) i teraz nareszcie będę mogła zabrać się za nasadzenia :-) Co prawda w najbliższym sąsiedztwie nowego domu nie ma sensu jeszcze niczego sadzić, ale dalsze obszary to już coś innego :-)
Największym przedsięwzięciem jakie planuję jest rabata bylinowa w stylu preriowym o wielkości około 100 m2 (5m x20m). Część rabaty będzie w głębokim cieniu (rabata leśna???) a większa część będzie już na stanowisku odpowiednim do takiego założenia. Mam już wybrane rośliny, czekam tylko na wiosnę :-)
W planie jest też kilka mniejszych rabat, ukończenie ronda i przeorganizowanie istniejących rabat przy kamiennym tarasie.

Kolejnym moim ogrodowym planem jest wybudowanie inspektu z prawdziwego zdarzenia (dosyć już mam moich prowizorek... tu można je zobaczyć) i zakup tunelu foliowego. Mam też przeznaczony kawałek działki pod szkółkę bylin i krzewów. Tak na własny użytek. Doszliśmy do wniosku, że przy zakładaniu tak dużego ogrodu, własna szkółka będzie bardzo opłacalna.
Tak z grubsza wyglądają moje plany na ten sezon. Ale mam też plany bardziej dalekosiężne...

Zima to również czas na przeglądanie letnich zdjęć z ogrodu. Szybko zapominamy co było w danym sezonie ok, a co należałoby zmienić. Dlatego oglądając letnie ogrodowe zdjęcia, moje plany natychmiastowo ulegają rozszerzeniu :-)













Dziękuję za odwiedziny!!!
 Pa!!!

sobota, 16 stycznia 2016

A my się zimy nie boimy :-)


 Nasze zwierzaki też się zimy nie boją bo regularnie są dogrzewane farelką :-)






A dzieci to mają taką frajdę, że aż im zazdroszczę!!!
 



A ja już planuję przyszły sezon ogrodniczy... ale o tym innym razem!
Pozdrawiam!!!

środa, 13 stycznia 2016

Karmniki, bukszpan i Szydełkowy dywanik...

 Witajcie w Nowym Roku! Pogoda jest cudna, trochę pomroziło, ale teraz sypnęło śniegiem i wreszcie mamy prawdziwą zimę!
Korzystając z tego, że na stawach lód ma grubość przynajmniej 20 centymetrów jeździmy z chłopakami trochę na łyżwach.  To znaczy Antek trenuje saneczkarstwo na lodzie a Witek opatentował nową dyscyplinę sportu- chodziarstwo łyżwowe :-) Nie mam pojęcia jak on to robi, bo jak ja tego próbuję to poruszam się w miejscu, a on przemierza znaczne odległości drobiąc łyżwowe kroczki jak jakaś gejsza :-)
Zabawnie to wygląda :-) Nie mam tylko pojęcia jak przekonać go do JEŻDŻENIA.
Przy okazji grubego lodu zgromadziłam też pokaźny zapas trzciny dla naszych pszczół. I kiedy na zewnątrz trzaska 15-sto stopniowy mróz (albo pada śnieg z deszczem), ja siedzę sobie w piwnicy i przygotowuję pszczele mieszkanka :-)
O samotnicach pisałam między innymi:
tu i tu i tu i tu i tu

 W wolnej chwili zrobiliśmy też z Chłopcami karmniki dla ptaszków. Daszki zrobiłam co prawda sama, ale później już mi pomagali :-) Wykorzystaliśmy metalowe puszki po karmie dla psa i stare podstawki do kwiatów. Wiklinowy daszek przymocowany jest do górnej (zamkniętej) części puszki przy pomocy grubego druta( Na tym samym drucie przeciągniętym przez daszek zawiesza się karmnik na gałęzi) Podstawka  do kwiatów przymocowana jest do "otwartej" strony puszki przy pomocy kilku cienkich drucików (karmnik należy napełnić ziarnem trzymając go do góry nogami jeszcze przed przymocowaniem podstawki) Pomiędzy krawędzią puszki a podstawką zostawiamy kilka milimetrów prześwitu, tak aby ziarenka swobodnie wysypywały się na podstawkę. Przy ponownym napełnianiu karmnika trzeba tylko zdemontować podstawkę i nasypać jedzonko. Zrobienie trzech takich domków (nie licząc wiklinowych daszków) zajęło nam najwyżej pół godziny!  Zdążyliśmy tuż przed nastaniem ZIMY :-)





 



 

Przy okazji pochwalę się też moją szkółką bukszpanu.  Niecałe 2 lata temu posadziłam niespełna 10-cio centymetrowe sadzonki tego wieczniezielonego krzewu. Teraz mam wyrośnięty bukszpan gotowy do przesadzenia na obwódki! Część jeszcze pewnie rok przesiedzi w szkółce, ale dla kilku mam już docelowe miejsce :-)


 A kiedy dzieci już śpią i nic innego nie ma do roboty- ukończyłam szydełkowy dywanik. Tadam! Średnica prawie półtora metra. Materiał na dywanik to najzwyklejszy bawełniany sznurek wędliniarski o średnicy ok 2mm. Na mój dywanik poszło niecałe 5 półkilogramowych kłębków tego sznurka. Koszt to jakieś 60 złotych.  Z rozpędu dziergam już następny :-)





 Pozdrawiam dziś nieco chaotycznie, ale serdecznie :-)