poniedziałek, 11 marca 2013

Jak wydłubać pszczołę z rurki...


Od tygodnia bawię się w Kopciuszka... Kiedy Antek śpi, my z Witkiem siadamy do stołu w kuchni i wydłubujemy kokony murarek z trzcinowych rurek. Jest to niezmiernie ważny zabieg jeśli chcemy by nasza populacja pszczół była zdrowa i wolna od pasożytów. Dzięki wydłubywania kokonów zwiększamy również szanse na przeżycie większej ilości wygryzających się pszczół (w procesie wygryzania się z kokonów, pszczoły mogą się zagryzać, traktując kolejny kokon w szeregu jako przeszkodę)


Na zdjęciu po prawej stronie widać kokony owadów najprawdopodobniej pasożytniczych, które najpierw zjadły larwę naszej pszczoły, by potem zająć jej mieszkanie i przeczekać w nim zimę. Z drugiej strony, to może być wszystko :-) gdyby ktoś z Was wiedział, co to za stwór to poproszę o informację :-) Z lewej strony widać zdrowe, dorodne kokony pszczoły murarki.
To natomiast nie jest pasożyt ale inna pszczoła samotnica, budująca swoje kokony z listków róży- mięsierka różówka (Megachile centuncularis)



 Chciałabym pokazać Wam jak należy dobrać się do naszych kokonów. 
Ja mój sposób wypracowałam sobie sama, ale chętnie się nim podzielę, bo wiem, że zainteresowanie murarką rośnie i coraz więcej z Was zaprasza te pożyteczne owady do swoich ogrodów. A jak już wspomniałam, wyjmowanie kokonów i coroczna wymiana materiału gniazdowego jest niezmiernie ważne ze względów sanitarnych. Wbrew pozorom nie jest to skomplikowane. Trzcina ma to do siebie, że odpowiednio ściśnięta na "otwartym" końcu pęka wzdłuż. Trzeba ją teraz rozerwać, a kokony podważyć od spodu np. patyczkiem do szaszłyków i wydłubać.  Pamiętać należy o tym by kokony uszkodzone, spleśniałe, obumarłe larwy i wszystkie "obce" stworzenia odrzucić.
 Ja kokony wydłubuję na sita od suszarki do owoców. Pomaga to w usunięciu resztek pyłku, odchodów i glinianych przetyczek. Przechowywanie czystych kokonów zmniejsza ryzyko ich pleśnienia i poprawia "zdolność przechowalniczą" :-)

Jak widać, przy okazji tej roboty powstaje całkiem spory bałagan... W całej kuchni pełno mam gliny, pszczelich kup, fragmentów trzciny i innych cudów :-) 
Jest to dosyć żmudne zajęcie... Dobrze jest mieć towarzystwo. Mi często pomaga Witek, który z powodu zapalenia ucha nie chodzi do przedszkola (radzi sobie świetnie jak na 3,5 roczne dziecko- obchodzi się z kokonami nadzwyczaj delikatnie i tylko nieliczne nadziewa na szpikulec :-) ma do tej roboty niesłychaną cierpliwość!), i moja teściowa. Nie dziwę się, że kiedyś godpodynie wiejskie spotykały się razem i przędły, darły pierze i wykonywały inne czynności wspólnie, śpiewając i opowiadając sobie historie. My też siadamy sobie razem i robota szybciej nam idzie :-)
Jeszcze się Wam pochwalę, że nasza populacja pszczół z 6 tysięcy zwiększyła się około 6-7 krotnie!!! Jestem w połowie roboty i wydłubałam już jakieś 20 tysięcy kokonów!

No, to lecę dalej "dłubać" :-)

Buziaki!!!


41 komentarzy:

  1. niesamowite... wiesz... nawet nie wiedziałam, że takie coś się robi...
    aj

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooooooooooooooooo to i ja biorę się do roboty!
    Ciekawa jestem jak to u mnie wygląda :)
    Witek cudo chłopak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać jak wasze pszczółki! Ciekawa jestem jak Tobie pójdzie dłubanie :-) Nie zrażaj się przy pierwszej 50-tce... Potem idzie lepiej :-)

      Usuń
  3. No powiem ci jestem pełna podziwu dla twojej pracy, ja osobiście nie maiłabym cierpliwości hihi :) Powiedz mia co później robisz z kokonami??? Bardzo mnie to zainteresowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kokony przechowuje w lodówce w plastikowych pudełkach z otworami. Włożę je du uli jak pojawią się pierwsze kwiaty :-) Na jeden kokon powinna przepadać jedna nowa rurka.

      Usuń
  4. Bubiso jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej osoby. Bardzo lubię czytać Twoje posty, każdy z nich jest niesamowicie pouczający. Podziwiam Twoją wszelaką mądrość i ogromną pracowitość.
    Takich kobiet jak Ty, jest dziś już niewiele.
    Fajnie, że masz w Witku tak wielkiego pomocnika. Antuś, gdy podrośnie też z pewnością będzie pomagał :)
    Miłego "dłubania" i zdrówka dla Witusia życzę!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Myślę, że moje chłopaki nie maja innego wyjścia. Po prostu "muszą" łapać moje zajawki :-) Bo niby co innego mieli by robić :-)

      Usuń
  5. ukłon w twoją stronę ja nie dałabym rady.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też jak i dziewczyny jestem pełna podziwu dla Ciebie!:)
    O murarkach dowiedziałam się właśnie z Twojego blogu ,nie miałam pojęcia,że coś takiego istnieje.
    Uwielbiam Twój blog!:)
    Zdrówka dla Witusia!
    Pozdrawiam serdecznie.
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-) Wituś już prawie zdrowy!

      Usuń
  7. Bubiso a jeszcze zapytam ,czy nie obawiasz się,że pszczoły (bo będzie ich tysiące) Was użądlą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Murarki są niezwykle pokojowymi pszczołami :-) Można ul postawić nawet w pobliżu piaskownicy dla dzieci i na pewno dziecko nie zostanie użądlone!

      Usuń
  8. POdziwiam... nie miałabym cierpliwości... tysiące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Jak Ty mówisz, że nie miałbyś cierpliwości, to kto ją ma??? Do takich haftów jak Twoje to dopiero trzeba mieć cierpliwość!!!

      Usuń
  9. Ojej, byłam przekonana, że przyroda radzi sobie sama w tej dziedzinie. Macie zacięcie :) Podoba mi się ta samotnica zawinięta w róże ;) Tylko nie mów mi, że liczysz te kokony! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Policzyłam tysiąc wsypałam do miarki a dalej to już szacunkowo :-) Tak, żeby mniej więcej wiedzieć ile rurek trzcinowych muszę przygotować. Na jeden kokon powinna przypadać jedna rurka

      Usuń
  10. Czekałam na ten moment z wielką ciekawością! Dzięki, że opisałaś co i jak.:D
    Nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej roboty!!!!!!!!!!
    Lubię "dłubać", ale taka ilość kokonów mnie zszokowała! Koniecznie musisz mieć towarzystwo! Masz u mnie medal Dzielna Kobieto!
    Ja będę miała jeden domek na murarki ;))) Pozdrawiam i niech Ci praca szybko minie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do celów prywatnych jeden domek w zupełności wystarczy! Nasze pszczoły będą musiały popracować na całkiem sporej powierzchni... Muszą nam pomóc w zapyleniu kilku hektarów sadu i plantacji porzeczki czarnej- dlatego aż tyle ich potrzebujemy :-)
      Ja na swój własny użytek postawię ul w warzywniku. Dla lepszego zapylenia, ale również dla ozdoby :-)

      A tego dłubania to mam już dosyć... :-) ale o tym sza :-)

      Usuń
  11. nie miałam pojęcia że coś takiego się robi że trzeba... myślałam że one same daja sobie radę :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naturze dają sobie radę, ale nie żyją w tak wielkich skupiskach. A jak wiadomo- epidemie wybuchają w populacjach o bardzo dużym zagęszczeniu... jak nasze ule :-) Zależy nam na zdrowotności naszych pszczół. Chcieliśmy szybko zwiększyć ich ilość do takiej by wystarczyła do "obstawienia" wszystkich plantacji. Myślę, że w przyszłości nie zawsze będę tak skrupulatnie podchodziła do tego tematu :-)

      Usuń
  12. Dobrze,że zaglądam do Ciebie,bo umarła bym w nieświadomości,że takie rzeczy się robi.Jesteś niesamowita kobieto i wielkie brawa dla Witusia:)))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Witka :) Taki młodzieniec w domku to skarb :) Ileż Ty musisz mieć cierpliwości ... Ja chyba rzucić bym miała ochotę po 5 minutach ! No , ale jak zastanowić się nad tym co piszesz ... to trzeba i już :)
    ściskam mocno i energię przesyłam do dalszego dłubania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O rany, co za niesamowita praca i staranie o życie tych owadów.
    Nie trzymaj czytelników w niepewności i napisz, co będzie dalej z tymi kokonami. Kiedy będą z nich pszczoły i w jakich warunkach.
    To wszystko jest niezwykłe i bardzo interesujące.
    Chciałabym też wyrazić swój szacunek dla tego, co robicie dla środowiska.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. my mamy tylko miododajne pszczółki, na szczęście takiej zabawy nie ma, choć pewnie innych zabiegów- nie brakuje aby pszczółki były zdrowe, pozdrawiam Piecyk

    OdpowiedzUsuń
  16. Czekałam z niecierpliwością żeby zobaczyć jak wygląda to wydłubywanie i powiem Ci, że masz cierpliwość! No i fajnie, że pomagierzy się znaleźli :)
    Pozdrawiam i zdrówka dla Witka

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow - ile to człowiek jeszcze nie wie ;)
    Gratuluję wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  18. jestem pod wrażeniem :) w sumie to można by Cię nazwać Pszczelą Królową :)pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  19. Niesamowita praca i chyba wielka frajda dla Witka, Które 3,5 letnie dzieci w dzisiejszych czasach siedza z mamą w kuchni i wydłubują kokony :)
    Cudownie, że są jeszcze na świecie tacy ludzie jak Wy :)
    a jeszcze lepiej, że piszesz o tym wszystkim.

    Pozdrowienia dla całej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To fascynujące jaką posiadasz wiedzę i iloma ciekawymi rzeczami się zajmujesz,podziwiam Twoją zaradność,pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  21. O! Pięknie się powiększyła Wasz populacja. Będziecie je sprzedawać? A podzieliłabyś się fotkami?

    OdpowiedzUsuń
  22. A mnie aż łapki zaświerzbiły :) Chętnie bym się zapisała do takiego Kółka Pszczelarskiego i dłubała, dłubała aż..będzie porządeczek i wszystko będzie zakończone.To takie małe wariactwo jeszcze z dzieciństwa, lubię takie dzierganie, dłubanie, spokój, cisze..ech..szkoda tylko, że tak daleko mieszkam. Już się zamarzyłam..ciepła kuchnia, herbatka, radyjko i ech..
    Pozdrawiam
    Natka

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję za cudowne rady, moje też czekają na uwolnienie z trzciny; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Och, zaczęłam czytać od końca, ale dlatego, że szukałam inspiracji na ule!:) teraz wiem, że trzeba larwy wydłubać, ale czy one zimują w rurkach w tych swoich ulach? Później w marcu wydłubujemy? Przepraszam za moją dociekliwość ale nie chciałabym popełnić w przyszłości błędów hodowlanych:)A Ty, widzę po treści bloga, jesteś w tym temacie biegła:)pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej nie zostawiać rurek z kokonami na zimę w ulu. Powód jest bardzo prosty... O ile gdy latem rurki w jakiś sposób zamokną- przy letnich wysokich temperaturach spokojnie sobie wyschną. W trakcie listopadowych słot rurki często wilgotnieją i nie wysychają, a kokony zaczynają pleśnieć. Dlatego lepiej jest rurki w październiku schować do jakiegoś zimnego pomieszczenia- pod wiatę na przykład. Chyba, że konstrukcja ula zapobiega zawilgoceniu rurek. Jeśli masz 150 kokonów- 170 rurek powinno w zupełności wystarczyć, ale zależy to przede wszystkim od ilości pożytku dla pszczół. Kokony, jak pisałam, lepiej jest wydłubać- zwiększa to żywotność populacji.Powodzenia w hodowli :-)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź:) całusy zostawiam Ania

      Usuń
  25. A co się robi z pszczołami pozyskanymi z rozłupanych trzcin?? Rozumiem, że trzeba je jakoś przechować, żeby na wiosnę mogły zapylać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już znalazłem odpowiedź w komentarzach. To ciekawa metoda możnaby stosować w sadownictwie, zwłaszcza przy ostatnich problemach z deficytem owadów zapylających.

      Usuń
  26. Witam. Dopiero co trafiłem tutaj i od razu na ten niesamowity post... :)

    Zastanawia mnie jedno - takie kokony z lodówki umieszcza się każdy z osobna w nowej rurce? Czy wystarczy je umieścić w pobliżu ula...

    Dzięki za ta wiedzę, na pewno się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  27. Witajcie kochani sympatycy murarki.
    Ja jestem na etapie frustracji i właśnie przyrzekłem sobie że ostatni rok pomagam tym wspaniałym owadom. Wróciłem z ogródka gdzie wydłubywałem kokony z rurek. To mój trzeci rok zabawy z murarką, jest naprawdę wspaniała zwłaszcza jak czasami pod palcami wychodzi ci owad i frunie na pobliską jagodę kamczacką. Niestety, doczekuję się może 5% kokonów. Cała reszta to śmieci,pozostawione przez pasożyty a nawet same żywe malutkie larwy jakichś muszek. Co roku przygotowuję nowy materiał, czyszczę przed założeniem kolonii i tak ją osłaniam żeby nikt nawet przez przypadek jej nie trącił. Wszystko na nic, jestem zniechęcony ale będę Wam kibicował żeby zdrowych kokonów było jak najwięcej. Pozdrawiam Janusz

    OdpowiedzUsuń
  28. Widzę że ten wątek ledwo dyszy- jeden dopisek na rok to prawdziwa agonia. Mimo to coś dołożę od siebie. Przede wszystkim wydłubywanie kokonów dopiero na przedwiośniu moim zdaniem już pszczołom nie pomaga bo wszelkie pasożyty mają kilka miesięcy na rozprawienie się z naszą hodowlą jeszcze w rurkach. Ja do swoich dobieram się w listopadzie, czyszczę kokony mokrą metodą i od razu utylizuję uszkodzone w różny sposób a także wszelkie resztki. Nie mam trzciny więc rurki robię z papieru. Pszczoły chętnie je zajmują. Kokony po wypraniu i wysuszeniu przechowuję w lodówce turystycznej stojącej na balkonie w stałej temperaturze 3 st.C. Do budki z przygotowanymi już świeżymi rurkami wkładam je kiedy na drzewkach zaczynają puchnąć pąki kwiatowe. Budka ustawiona w słońcu i skierowana na południe. Przyrost naturalny powyżej pięciokrotnego.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wybrałem kokony z trzcinek jednak są one bardzo "zabrudzone", różne przedziałki pomiędzy kokonami, jakieś nieznane brudy, piasek,pyłki i co najgorsze w wielu trzcinkach spotkałem małe białe robaki-larwy, czy to są pasożyty do zniszczenia.
    Ostatni wpis wskazuje, że można kokony larw czyścić, myć wodą. No
    dobrze a to nie szkodzi larwie, jak technicznie to wykonać- opłukiwać strumieniem wody, myć szczoteczką, wacikiem?
    Bardzo proszę o podpowiedź a przy okazji zaserwuję szklaneczkę naleweczki.Hej

    OdpowiedzUsuń