środa, 7 sierpnia 2013

O produkcji ekologicznej słów kilka...

Nie wiem co mnie podkusiło w ostatnim poście... ale skoro słowo się rzekło, to teraz trzeba kilka słów wyjaśnienia o tej ekologicznej produkcji owoców napisać :-)

Z góry zaznaczam, że absolutnie nie jestem przeciwna idei produkcji ekologicznej żywności! Sama myśl jest szlachetna i godna podziwu! Niestety w naszych realiach teoria to jedno, a praktyka drugie... Nie zawsze metody ekologiczne są całkowicie przyjazne środowisku...I nie zawsze metody konwencjonalne są dla środowiska szkodliwe... Nie zawsze owoce wyprodukowane w sposób konwencjonalny są dla nas niezdrowe, a te nazywane ekologicznymi nie zawsze na tę nazwę zasługują.
Poniższy tekst piszę z perspektywy sadownika produkującego owoce metodą integrowaną (Jest to metoda pośrednia pomiędzy ekologiczną, a konwencjonalną- w Polsce rozwijana od lat 80-tych i niestety wciąż mało znana)

Najpierw kilka ogólnych prawd:
1. W Polsce sadownictwo ekologiczne praktycznie nie istnieje (poza kilkoma prawdziwymi gospodarstwami zajmującymi się głównie owocami jagodowymi i całą rzeszą fikcyjnych- o tym dalej)
2. Owoce i produkty ekologiczne nie mają w naszym kraju dużego rynku zbytu ze względu na wysokie ceny jakie te produkty powinny uzyskiwać w sprzedaży (dość ubogie społeczeństwo)
3. Owoce wyprodukowane w sposób konwencjonalny, czy integrowany są całkowicie bezpieczne dla zdrowia konsumentów (o ile ich producent stosuje się do zasad). Ekologiczny sposób wytwarzania owoców nie gwarantuje, że owoce są bezpieczniejsze od produkowanych wg zasad produkcji integrowanej, wpływa natomiast pozytywnie na środowisko.
4. Z roślin sadowniczych, tak naprawdę bez oprysków da się wyprodukować jedynie borówki (chociaż i w produkcji borówki pojawiają się już problemy, które trudno rozwiązać w sposób ekologiczny...)
5. Sadownik, który decyduje się na podjęcie produkcji ekologicznej, musi mieć dużo większą wiedzą na temat ekosystemu jakim jest jego uprawa, niż sadownik zajmujący się uprawą konwencjonalną. Wynika to z faktu, że często preparaty w rolnictwie integrowanym czy konwencjonalnym są dużo skuteczniejsze niż metody ekologiczne. W metodzie ekologicznej trzeba mieć ogromne doświadczenie, by poradzić sobie z poprowadzeniem ochrony, nawożenia i całej technologii produkcyjnej.
6. W przypadku jabłoni, konsumenci przyzwyczajeni do standardowych odmian jabłek nie chcą kupować odmian przystosowanych do produkcji eko. Jabłka odmian przystosowanych do produkcji ekologicznej często nie dorównują cechami jakościowymi (lub technologicznymi) w porównaniu do odmian standardowych.Z drugiej strony wypromowanie odmian jabłek odpornych nie jest prostą sprawą, a na pewno kosztowną. Natomiast wyprodukowanie w sposób ekologicznych odmian jabłek o dużej podatności na pewne choroby grzybowe (parch jabłoni) np. GALA  jest już bardzo problematyczne.


Pewność, że jemy owoce, czy warzywa całkowicie wolne od pestycydów mamy tylko w przypadku własnych plonów. (Pamiętam jabłonkę u Babci Marysi w ogrodzie... Było to piękne stare drzewo, o grubym pniu, pysznych nakrapianych parchem i podziurawionych przez larwy owocówki owocach... esencja ekologii :-))

W innych przypadkach nie można całkowicie ufać zapewnieniom sprzedawcy/ dostawcy (chyba, że kupujemy owoce wyraźnie oznakowane, z certyfikatem) Zdecydowanie najbardziej niepewne jest kupowanie owoców czy warzyw na bazarkach. Oczywiście nie otrujemy się nimi, ale kupując od nieznanego/ niewielkiego/ indywidualnego producenta/ handlarza, nie mamy pewności, że oferowane nam owoce spełniają normy bezpieczeństwa dla konsumenta! Może nam się wydawać, że owoce sprzedawane przez "miłego dziadka" na bazarku są zdrowsze niż te z marketu... Błąd. Owoce produkowane przez dużych producentów i grupy producenckie wypuszczane na rynek (sieciówki, markety spożywcze), produkowane są pod wymagane przez te sieci systemy jakości  i przebadane na obecność pozostałości pestycydów. Wynika to z konieczności certyfikacji gospodarstw (Integrowana Produkcja, Global GAP). Owoce ze źródeł niepewnych, nie przechodzą żadnych testów i wbrew zapewnieniom sprzedawcy, mogą zawierać dosłownie wszystko... W przypadku owoców ekologicznych (z certyfikatem), to same owoce żadnych kontroli nie przechodzą, kontroluje się gospodarstwo jako całość, więc tak na prawdę nie wiemy co w tych owocach jest... (Kontrole produktów ekologicznych wykonywane są, ale losowo i wyrywkowo)


Produkcja ekologiczna na dużą skalę
Uprawa ekologiczna owoców, w tym jabłek, na dużą skalę jest przedsięwzięciem bardzo trudnym i ryzykownym. Po pierwsze produkcja owoców ekologicznych jest duuużo droższa niż produkcja konwencjonalna czy Intergrowana, a co za tym idzie, by być opłacalną, ceny za uzyskane płody rolne powinny być znacznie droższe, niż za te uzyskane metodą konwencjonalną. Po drugie jest ryzykowna (dla producenta) ze względu na wiele nierozwiązanych problemów w produkcji eko. Jeśli pojawi poważny problem produkcyjny w trakcie sezonu, sadownik zmuszony jest podjąć decyzję,czy ponieść znaczne straty, czy zastosować środek niedopuszczony w produkcji ekologicznej. Z tego względu prawdziwych sadów ekologicznych w Polsce praktycznie nie ma (Można je policzyć na palcach...) Jest za to całkiem sporo sadów ekologicznych fikcyjnych, zgłoszonych do rejestru tylko i wyłącznie ze względy na możliwość otrzymania unijnej dopłaty... Bezsprzecznie świadczy o tym wzrost powierzchni upraw ekologicznych, przy jednoczesnym braku wzrostu plonowania...


Czy eko- to na prawdę eko???
 W teorii brzmi to na prawdę nieźle... Rolnik produkujący owoce ekologioczne powinien dbać o równowagę biologiczną w swojej uprawie- zabiegać o występowanie wrogów naturalnych, przywabiać ptaki i owady drapieżne, stosować wyłącznie środki na bazie substancji mineralnych, wyciągów roślin czy żywych organizmów. Zakładać żywopłoty, dbać o naturalne skupiska dzikich roślin w bezpośrednim sąsiedztwie uprawy (tak zwane użytki ekologiczne). No bajka normalnie :-)
A w praktyce? To już inna bajka, już nie taka ładna... niestety sporo jeszcze zależy u nas od interpretacji organu zajmującego się konkretnym obszarem... może on zezwolić na stosowanie pewnych rozwiązań, a owoce w dalszym ciągu oznaczone będą etykietką eko.

Zacznijmy od problemu ze szkodnikami. Teoretycznie w uprawie ekologicznej ze szkodnikami problemu być nie powinno. Powinna być równowaga, a co za tym idzie powinny występować owady pożyteczne zwalczające szkodniki. Nie zawsze się to jednak udaje i rolnik zmuszony jest interweniować. Może szkodniki odławiać w pułapki, może je zbierać i niszczyć, może używać środków wirusowych i bakteryjnych, i może również stosować środki na bazie wyciągów roślin, na przykład naturalne pyretryny pozyskiwane ze złocienia dalmatyńskiego, które zabijają owady szybko i całkowicie nieselektywnie! (Czyli zabijają również całą gamę pożytecznych organizmów)  Przyznacie, że to wcale nie jest takie fajne?Sadownicy produkujący metodą integrowaną nie mogą stosować pyretryn w trakcie sezonu, ponieważ zaburzają one równowagę w sadzie (Czyli w tym przypadku są bardziej eko niż producenci eko :-))
Jeśli chodzi o nawożenie, dopuszczone jest w rolnictwie ekologicznym stosowanie nawozów naturalnych na bazie mączek kostnych i rybich. Często ryby odławiane w Polsce przetwarzane są w Chinach,  a gotowe mączki  z powrotem sprowadzane do Polski... Jakieś 6 i pół tysiąca kilometrów... Bardzo ekologicznie...

Środki na bazie substancji mineralnych
Problem największy... środki na bazie substancji mineralnych... W sadownictwie ekologicznym będą to przede wszystkim siarka i miedź, wykorzystywane do ochrony przed parchem. Jako jedyne dostępne w ochronie eko preparaty muszą być stosowane bardzo często nawet dla odmian odpornych na parcha. O ile stosowanie cieczy kalifornijskiej (mieszanina wapna, siarki i wody) szkodliwe jest praktycznie tylko dla opryskiwanych drzew (siarka jest fitotoksyczna) i drapieżnych roztoczy, to stosowanie miedzi (pierwiastek ciężki) jest już o wiele bardziej niebezpieczne... 
  Miedź jest metalem ciężkim, który akumuluje się w glebie. Zbyt wysoka akumulacji miedzi w glebie zabija faunę glebową i ogranicza proces obiegu materii. Duże stężenia miedzi są również szkodliwe dla owadów pożytecznych np. biedronek.
Dodam jeszcze, że cieczy kalifornijskiej nie da się u nas legalnie kupić. Sadownik musi ją sobie sam "uwarzyć" ... lub sprowadzić z zagranicy...


Nie myślcie, że jestem przeciwna eko- żywności. Ten post jest taki trochę przekorny :-) Ostatnio eko jest na topie:-)  Sama staram się zdrowo odżywiać, nie kupować żywności przetworzonej. I choć nie przepadam za gotowaniem, to gotuję, sama, dla mojej rodziny. Piekę chleb, robię sery z mojego koziego mleka :-), uprawiam mój ogródek warzywny. Całe lato robię przetwory i mrożonki na zimę, żeby w dobie fastfoodów i sklepowych gotowców, mieć swoje- zdrowe, nieprzetworzone... Ale, ludzie, nie dajmy się zwariować ...
Jesteśmy sadownikami i uprawiamy jabłka, metodą IP, i z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że jemy je prosto z drzewa,często bez mycia, ja i moje dzieci. I wiem, że te jabłka są bezpieczne i nic mojej rodzinie nie będzie!
Prawda jest taka, że w Polsce sadownictwo ekologiczne jest jeszcze w powijakach i jeśli już ktoś się w to bawi, to przeważnie dla dopłat unijnych (nieużytki sadownicze gdzie nikt owoców nie zbiera, lub zbiera je jako owoce przemysłowe).... I jak tylko może, i jak tylko się da, omija unijne wytyczne do eko produkcji...Wiadomo... Polak lubi kombinować :-) a my , jako społeczeństwo, nie chcemy zapłacić więcej (dużo więcej) za zdrowe, ekologiczne owoce...
W Europie Zachodniej jest dużo intensywnych, towarowych sadów ekologicznych gdzie produkcja prowadzona jest na szeroką skalę. Paradoksalnie najwięcej upraw ekologicznych jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie uprawia się również najwięcej GMO.

Dla tych, którzy lubią pogrzebać i sięgnąć źródła podaję pomocne linki:
http://www.inhort.pl/files/ekotechprodukt/prezentacje_wynikow/publikacje/srodki_ekotech.pdf
 http://www.eko-uprawy.pl/sadownictwo/sadownictwo-artykuly/sadownictwo-artykuly-srodki-ochrony/263-stosowanie-cieczy-kalifornijskiej-w-uprawach-ekologicznych
http://www.uprawyekologiczne.pl/408_Dotacje_do_gospodarstw_ekologicznych.html
Jeszcze raz zaznaczam, że nie jestem żadnym ekspertem w dziedzinie ekologicznej produkcji.

38 komentarzy:

  1. Iza - dzięki za ten post ;) czekałam na niego.
    Pozdrowienia dla Rodziny i do zobaczenia mam nadzieję wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
  2. a jak jest ze starymi odmianami, na starych podkładkach tzn.? Czy również są podatne tak bardzo na choroby, jak nowe odmiany ?
    Przecież funkcjonuje wiele takich starych sadów i uzyskane jabłka są wcale nie najgorsze, a niezwykle smaczne i niejednokrotnie bardzo dorodne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam takich rolników ekologicznych co to jak sobie nie mogą poradzić z zachwaszczeniem to proszą "normalnego nie ekologicznego" rolnika o zakup rundapu. Dlatego z dużą rezerwą podchodzę do produktów eko. W ogóle to bycie eko mam wrażenie jest dość wybiórczym trendem. Ja zawsze takich ekologicznych pytam o prozaiczną rzecz, jaki kupują papier toaletowy. I wtedy wychodzi jakie tak na prawdę jest to zamiłowanie do ekologi :P

    OdpowiedzUsuń
  4. post jak wykład :)
    dzięki za czas jaki poświęciłaś na przygotowanie jego :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Ci bardzo za tego posta. Bo czuję się rozgrzeszona. Mój Młody uwielbia jabłka i ze względu na masowy niemal przerób (jak na jego wiek), to kupuję je w markecie. No i miałam wyrzuty sumienia, że na targ mi się jechać nie chce, że nie wybieram w sklepie tych jabłek oznaczonych eko... Ale z tego co czytam wnioskuję, że jednak nie jestem wyrodną matką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. .. i tu Cię chyba zaskoczę...
    co prawda nie prowadzę na dużą skalę gospodarstwa ekologicznego ale... to co mam... sobie jest ekologiczne...
    drzewek owocowych oprócz czereśni i brzoskwini nigdy niczym nie spryskiwałam... a jabłka rosną bardzo dobrze... zwłaszcza wczesna odmiana Geneva Early... borówka kamczacka pięknie rodzi owoce też bez nawozu... warzywka również...porzeczki, aronia, jeżyna - też ...
    owszem nawożę... przynajmniej raz w sezonie...gówniakiem bydlęcym...więc... jednak można !
    natomiast do spryskiwania polecam pokrzywę + skrzyp
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przyznasz, że w skali kilku-kilkudziesięcio hektarowego gospodarstwa towarowego spryskiwanie gnojówką to utopia :-) A ja właśnie o takich gospodarstwach pisałam... Zakup kilkudziesięciu ton ekologicznego gnoju również jest raczej nierealne...

      Usuń
    2. jak najbardziej się .... zgadzam

      Usuń
  7. od kilku lat wyhodowanie czegoś nawet we własnym ogródku metodą eko to mordęga.Ciągle jakieś zarazy,grzyby.Jak nie upał to deszcze i choroby grzybowe.O ile można nie nawozić własnychh warzywek,bo po co? o tyle jak radzić sobie z cholerną zarazą na pomidorach,które załatwiły mi krzaki w 2 dni????Dla mnie eko to minimum-to co trzeba,przestrzeganie okresów karencji i pory ewentualnego oprysku.Jak ja opryskam pomidory w fazie kiedy zaczynają kwitnienie to zanim pomidory będą czerwone krzywda mi się już chyba nie stanie,prawda?we wszystkim trzeba mieć umiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze jedno: bardziej niż dyskusja o eko przydałaby się dyskusja o uczciości plantatorow,właścicieli szklarni,hodowców drobiu itp.Bo papierek papierkiem,a życie sobie.Opryski 3 dni przed zerwaniem warzywa czy owocu,antybiotyki,podlewnaie jakimś świństwem itd.A na koncu produkt prawie eko:):)

      Usuń
    2. No właśnie... Niestety z tą uczciwością jet kiepsko...
      A ja też pryskam pomidory!W tym roku musiałam aż 3 razy,ale i tak będą bardziej eko niż te se sklepu :-)

      Usuń
  8. Bardzo dziękuję za taki post! Mam nadzieję, że dużo osób go przeczyta, zarówno "eko" jak i "nie-eko", bo naprawdę warto. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z ciekawością przeczytałam. Pozdrawiam z organicznego przydomowego ogrodu i sadu :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie zgadzam sie z tym , co piszesz. Trzeba zachować zdrowy rozsądek we wszystkim, co się robi, szczególnie przy gospodarstwach towarowych, ale nie można dać się zwariować "eko" podpisami. Zdaje się, że wiele osób nie bierze pod uwagę środowiska w jakim żyjemy. Troszkę nam się nazmieniało, w porównaniu do tego, co było 10-, 20-, czy 50 lat temu. Ta sama odmaia jabłoni nie będzie miała owoców o tych samych walorach, co wcześniej, bo zmianie uległo otoczenie.Druga sprawa to przeciętna wielkość gospodarstw w naszym kraju raczej nie sprzyja eko rozwojowi i troszkę bzdurą jest dla mnie wiara w ekologiczne plony z kilkuhektarowego gospodarstwa wśród sąsiadów nie eko.

    OdpowiedzUsuń

  11. Jakie stosujesz opryski ? i jak często jeśli można wiedzieć ?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku... Zabrakło b tu miejsca na odpowiedź... :-)
      Kilka razy w sezonie należy wykonać zabieg przeciwko parchowi jabłoni, następnie w razie konieczności, na podstawie lustracji zabiegi przeciwko szkodnikom. Na jakiś czas przed zbiorami rozpoczyna się dokarmianie wapniem i opryski przeciwko chorobom przechowalniczym. Generalnie staramy się stosować środki selektywne. Ochroną zajmuję się mój mąż i prowadzi ewidencję zabiegów, ale przepisywanie jej tutaj to chyba nie jest dobry pomysł...

      Usuń
    2. Wczesną wiosną, kiedy przyrosty liści są bardzo duże, bywa, że trzeba sad opryskiwać co kilka dni...

      Usuń

    3. Jest tego trochę, czyli że lepiej nie jeść jabłek ze skórką czy to nie jest aż tak bardzo dla nas szkodliwe?

      Swoją drogę ciekawe jak to wyglądało te osiemdziesiąt lat temu :))

      Usuń
    4. Jedzenie jabłek w ogóle nie jest szkodliwe! Powinniśmy jeść ich jak najwięcej i to ze skórką właśnie, bo w skórce jest najwięcej błonnika!

      Usuń
  12. Zgadzam się z Tobą, choć nie jestem sadownikiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za ten wpis, wiele zrozumiałam i moje przypuszczenia się potwierdziły. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje 5 krzaczków borówek amerykańskich obżerane są bezczelnie przez sójki. Zachowują się, jak kolibry, machając skrzydłami, unoszą się nad krzaczkiem i skubią borówki, tak samo obżerają mi maliny. Musiałm przykryć siatką. Kupuję owoce i warzywa z bazarku, nie mam wyjścia i w sumie na te "ekologiczne" warzywa z supermarketu ( są takie działy)też patrzę podejrzliwie. Masz rację nie dajmy się zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki kochana, czekałam na ten post z niecierpliwością pewną ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze myślałam, że warzywa i owoce z marketu to najgorsza opcja. A tu proszę, taka niespodzianka. Jak się samemu nie wyhoduje to nigdy nic nie wiadomo.

    Ja od dawna mówię, że w 100% eko się nie da:) Pomijając szkodniki i choroby, wraz z deszczem z nieba leci taki syf, że nic co na jego bazie wyrośnie nie może być w 100% zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo interesujący post. Szczególnie o zachowaniu zdrowego dystansu do produktów eko :) Przyznaję, że jeśli mam wybór pomiędzy zakupem owoców i warzyw a zbiorem ich z wiejskiego przydomowego ogródka, to wybieram drugą opcję:) Tak, jabłonki i grusze z dzieciństwa, te rodziły najsmaczniejszy owoc. Czy dlatego, że z robaczkiem, czy dlatego, że te wspomnienia są nacechowane emocjonalnie, nie wiem. Grunt, że takich jabłek czy gruszek można było wciągnąć całe wiadra, i nic się nie działo, a dziś zjedzenie jednego olbrzyma z supermarketu kończy się poczuciem przesycenia;)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyczyna jest prozaiczna: nastolatki jedzą "wiadrami" i są ciągle głodne...

      Usuń
  18. Normalnie z języka mi zdjęłaś. Sama staram się w miarę możliwości nie sypać, nie lać i nie pryskać (nie zawsze się da, niestety). Ale co z tego, jeśli sąsiad 20 metrów za moim płotem sypie,leje i pryska wszystko, co tylko się da. Ot, taka to eko uprawa. Ziemia i woda i tak na tyle są zatrute, że w ogóle gadanie o eko jest - z mego punktu widzenia, oczywiście, po prostu niestosowne. Ale lubimy pogadać i zrobić mądrą twarz. To ja nie o tobie, tylko o tych mądralach "z góry" co to przepisami, za przeproszeniem, wymiotują :( Niech by lepiej do mnie do ogrodu na tydzień. Wtedy by niech sobie o ekologii pogadali. Dzięki za informację!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiele w tym prawdy, tylko czemu pryskanie cieczą kalifornijską jest oficjalnie zabronione i bada się jabłka na obecność siarki? To jest dobry oprysk, ponieważ poza tym, że potwornie śmierdzi to zabija tez część szkodliwych owadów. U nas oficjalnie i się sadowników karze a na zachodzie pryska się tym masowo bo jest najtańsze.
    A sady ekologiczne? hahaha. Że tak napiszę. Znam wielu sadowników "ekologicznych" tylko na papierze i na kupionym za gotówkę certyfikacie. Pryskają więcej niż normalni sadownicy.
    A przepisy są do bani. Pomijam już fakt tego, że opryski są kantowane przez dystrybutorów.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana czytałam z zapartym tchem ... EKO nie takie eko !!! A tak się jakoś przyjęło, że na ryneczku, straganie to lepsze niż z markecie - a tu proszę ...
    Otworzyłaś mi oczy na wiele rzeczy !!!
    buziak

    OdpowiedzUsuń
  21. Smutne :( Ale liczę na to, że z czasem będzie lepiej :) Mi plamka na jabłku zupełnie nie przeszkadza, a co do mieszkańców ogryzków i nie tylko - zawsze można wyrzucić ten kawałek jabłka. Możesz napisać, jakie odmiany jabłoni nadają się do produkcji eko?

    OdpowiedzUsuń
  22. No niestety muszę potwierdzić z najbliższego otoczenia, że tacy mali rolnicy którzy dorabiają sobie sprzedażą płodów rolnych na straganie stosują chemię często nie czytając etykiet z instrukcją, z dawką, nie boją się kontroli bo ich nie ma, a chcą mieć jak najwięcej z małego kawałka pola. Najlepiej zaprzyjażnić się z kimś (np. działkowcem) czy jakąś babcią ze wsi, pogadać o ogródku i jeśli w rozmowie wyjdzie że stosują tylko naturalne metody to wtedy zaproponować, że jak im czasem zostaną jakieś nadwyżki czegoś to chetnie odkupimy. Z doświadczenia wiem że nieraz i oddają za darmo byle się nie zmarnowało.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja osobiście sama mieszkam na wsi i tak na prawdę ludzie stosują bardzo dużo oprysków. Obecnie nawet drzewka owocowe, które trzymają "dla siebie" również pryskają, ponieważ jeżeli nie użyją chemicznych substancji, to nic z nich nie wyrośnie. Wydaje mi się, że gatunki są coraz mniej odporne na naturalne zagrożenia.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo rzeczowy i poparty wiedzą fachową post!

    OdpowiedzUsuń
  25. Czy post był sponsorowany przez producnta herbicydów, czy to wynik braku wiedzy?

    OdpowiedzUsuń
  26. W sadach owocowych występuje monokultura. Jeżeli na dużych powierzchniach występuję jeden gatunek rośliny to jest to idealne miejsce do rozprzestrzeniania się chorób i szkodników. Poza tym szkodniki i choroby cały czas się rozwijają i mutują, dlatego coraz trudniej z nimi walczyć. Taki przykład. Odmiana jabłoni Topaz do niedawna była parchoodporna i zabiegów fungicydami (preparaty grzybowe) na parcha praktycznie nie trzeba było wykonywać. W tej chwili parch jabłoni tak wyewoluował, że o parchoodporności nie ma mowy. Sadów w polce coraz więcej, produkcja rośnie, tak więc i choroby coraz bardziej się rozprzestrzeniają i mutują, a i oferta koncernów chemicznych coraz bogatsza. Zgadzam się, że produkcja integrowana jest w miarę zrównoważoną, a i ekologia ma w sobie wiele patologii. Ale jednak martwi mnie to, że niektóre środki chemiczne w powszechnym użyciu nie są dokładnie przebadane na wpływ środowiska. Szczególnie takie substancje kontrowersyjne jak glifosad i neonikotynoidy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Witam,
    Niestety nie do końca się zgodzę z tym postem. O ile w przypadku upraw ekologicznych zapewne ma Pani rację, to jednak jeśli chodzi o to, że lepsze warzywa/owoce są z marketu niż z targu to się absolutnie nie zgadzam.
    Weźmy na przykład pomidora, w markecie zarówno latem jak i zimą wygląda i smakuje tak samo, w zasadzie często to nawet nie jest polski pomidor. Latem jak kupię pomidora na rynku to jest on pyszny, pięknie pachnie i często ma nierówny kształt.
    Zdaję sobie sprawę, że na rynku zapłacę za niego 6 zł, a w markecie połowę tego w tym samym okresie. Ale to wynika tylko i wyłącznie z tego, że w markecie albo kupie tego pomidora za 3zł, albo nie kupie go wcale, bo tylko taki jest w ofercie.
    Poza tym ludzie sprzedający na rynku może i nie mają do spełnienia norm marketów, ale mają dużo gorsze zadanie bo sprzedają na małym rynku lokalnym, więc jeżeli nie będą mieli dobrego produktu żaden klient do niego nie powróci.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedyś wszystko było eko bo każdy hodował dla siebie. Teraz żeby uzyskać takie ilości żywności no to muszą to jakoś wspomagać, bo natura sama nie da rady. Ja tam nie mam nic przeciwko, jak ktoś chce być i jeść eko niech je :) Nie ma w tym nic złego

    OdpowiedzUsuń